wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 25

Give a little time to me or burn this out
We'll play hide and seek to turn this around
And all I want is the taste that your lips allow/Ed Sheeran - Give me love


W życiu nie jednego mężczyzny dochodzi czasem do pewnych sprzeczności. Od wieków na świecie panuje wzorzec mężczyzny który ma być silny, wysportowany i czarować swoja męskością niczym James Bond. Ale postawmy sprawę jasno. Ile jest takich James'ow na tym świecie? W jednej chwili rozbraja bombę, ratuje damę z opresji i pokonuje zamaskowanych bandytów uzbrojonych od stóp po sam czubek głowy. Może jeden by się znalazł, ale czy nadal byłby wolny? Czy była by pewność ze następnego dnia zostanie ci wierny?
No właśnie... Niepewność... Jedno z najgorszych uczuć. Nie masz jasnej sytuacji. Nie ma odpowiedzi na tak, ani na nie.

To jedno znienawidzone uczucie przez Szczęsnego. Minęło juz kilka dni, a on nadal nie uzyskał odpowiedzi od Rozalii.
-Wojtek- powiedział Theo kładąc dłoń na jego ramieniu. - nie chce cię pouczać, ale weź się do roboty, bo Wegner za chwile glos straci przez ciebie i Ramsey'a. - dokończył wskazując ruchem dłoni na francuza.
-Dlaczego? -zapytał z wyraźnym zdziwieniem.
-Posłuchaj, nie wiem co się z Toba dzieje, ale jeśli się nie weźmiesz w garść to ktoś inny zajmie miejsce miedzy słupkami.
-Co ma się ze mną dziać? Nic się nie dzieje wszystko jest w najlepszym porządku. - warknął kopiąc piłkę na tyle mocno ze wylądowała na trybunach.
-No chyba jednak nie. - odrzekł. -Fornalik cię do kadry nie powołał? - zapytał nagle.
-nie?! A co? Wiesz coś czego ja nie wiem?- Theo wzruszył ramionami i zrobił minę ze o niczym nie wie.
-Co u Rozalii? -zapytał przyjaciela.
-Chyba dobrze. Skąd mam wiedzieć? - burknął nie spoglądając na Anglika.
-Aaa więc tu cię boli... Co tym razem się stało? – spytał.
-Nic. Zaproponowałem żeby się do mnie wprowadziła. – powiedział nie zwracając uwagi na przyjaciela.
-Iii? - zapytał zniecierpliwiony.
-I, i kurna nie wiem. Odpowiedz miała być następnego dnia, a minęło już cztery.
-Dlatego masz takie humory?
-Jakie humory?! Ja po prostu chce wiedzieć na czym stoję. – wycedził naburmuszony.
-Dziewczyny nie podejmują takich rzeczy z dnia na dzień. Daj jej czas. Przecież macie całe życie.
-Ale czy ja proszę żeby za mnie od razu wyszła? Chce tylko wiedzieć czy nasz związek ma przyszłość. Przecież wspólne mieszkanie to nic wielkiego. – mówił zdesperowany.
-Znasz Rozalię, odpowie ci przecież. Mnie Melanie trzymała cały miesiąc w niepewności. I co? Jesteśmy razem, ba jest moja narzeczona! – uśmiechnął się serdecznie.
-To nie to samo. Czego Wegner tak się drze na Aarona?
-Bo buja w obłokach. Od kilku dni chodzi z głowa w chmurach. Ciekawe co się mu stało.
-Zakochał się. - wtrącił się Jack, który oparł się o słupek bramki.
-Skąd wiesz? -zapytał Theo
-Chcesz się założyć?
-O co?
-O honor.
-Wypchaj się nim. Przegrany śpiewa jutro w klubie karaoke.
-zgoda!- odrzekł podając dłoń piłkarzowi.
-Wojtek, idź się zorientuj co mu dolega. - rozkazał Theo uważnie obserwując Ramsey'a odbijającego piłkę na drugim końcu boiska.
-Miłość. Zakochał się nasz lovelas. – oznajmił Wojtek posyłając swoim towarzyszą minę która mówiła wszystko.
-A ty niby jasnowidz? -zapytał kpiąco Jack.
-Czasem warto nocować u swojej dziewczyny, która mieszka z przyjaciółka.
-Nie gadaj! Aaron i maja? Nie może być! - wycedził Jack. Theo wybałuszył oczy jakby za chwile jego gałki oczne miały wypaść z oczodołów.
-A tobie się taśma przycięła czy akumulator się wyładował? -zapytał złośliwie Szczęsny szturchając kolegę w ramie
-Jak to Aaron i Majka? -krzyknął Theo, na tyle głośno ze Wegner stojący kilkanaście metrów popatrzył się na niego z politowaniem, rozkazując całej trójce wracać do treningu.
-No normalnie, tak jak ty i Mel. – uświadomił go Wojtek. Theo nadal stał w osłupieniu przetwarzając nowe informacje…

Od samego rana w mieszkaniu studentek trwały wielkie przygotowania. Obie zarządziły wielkie porządki. Majka co chwile biegała do kosza z zapełnionym workiem na śmieci ze zbędnymi rzeczami. W pokoju Rozalii panował jako taki porządek. Na łóżku leżały dwie walizki. Szafki w komodzie były pootwierane i czekały tylko aż ktoś wyciągnie z nich zawartość wkładając do walizki.
-Maja, dzwoniłaś do Wojtka?- zapytała Rozalia szukając drugiego buta do pary.
-Tak, za chwile powinien być. Skończył trening pół godziny temu. -oznajmiła zawiązując włosy w koczek.
-Okej!
W mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Majka spojrzała na zegarek, który wskazywał równa piętnasta. Odgarnęła spadający jej na oczy kosmyk włosów i poszła otworzyć drzwi. Na wprost nich stal Szczęsny. Ruchem dłoni zaprosiła go do środka. Przywitał się z nią, a następnie wolnym krokiem poszedł do Raniewskiej. Uchylił drzwi i szarmancko oparł się o framugę drzwi.
-Cześć -przywitał się.
-Hej skarbie. - uśmiechnęła się serdecznie. -co jest?- zapytała widząc jego grobowa minę.
-Nic, po prostu mam slaby dzień. -odparł posyłając jej jeden ze swoich sztucznych uśmiechów. Nie był w nastroju do uśmiechów.
-Chyba wiem jak można ci go poprawić. -powiedziała uśmiechając się do niego. W jej policzkach pojawiły się maleńkie dołeczki, które dodawały jej uroku.
-Jak?
-Zgadnij.
-No nie wiem. Nie będę zgadywał. -wycedził z nuta niecierpliwości w glosie. -co ty właściwie robisz? -zapytał po dłuższej chwili milczenia.
-Poprawiam ci twój humorek idioto. Ale jak widać chyba masz to głęboko w dupie. -powiedziała poirytowana wrzucając ostatnia parę spodni do walizki. Zamknęła ja z wielkim hukiem i ominęła Szczęsnego przechodząc dalej.
-To znaczy ze...
-To znaczy ze chciałam się do ciebie wprowadzić. -przerwała mu stając w salonie. -ale teraz wydaje mi się ze to nie ma sensu, skoro masz taki humor, ze bez kija do ciebie nie podchodzić. -warknęła.
-Ty na serio? Na prawdę się zgadzasz? -mówił uradowany. Podszedł do niej składając na jej ustach pocałunek i o kręcił ja kilka razy wokół własnej osi.
-Pomógł byś mi trochę, czy sama mam sobie poradzić?- zapytała męcząc się w walizką.
-Już idę. – powiedział zabierając od niej bagaż i zaniósł go do samochodu.

-Rozalia, co ty na to żeby zaprosić jutro kilka osób?- zapytał Szczęsny zakładając podkoszulek z Myszką Miki.
-Taka parapetówka? – Mężczyzna pokręcił twierdząco głową i obdarzył ją szerokim uśmiechem. –Pewnie.
-To ten…
-Twój pomysł, ty dzwonisz. – powiedziała stanowczo.
-Ale…
-Bierz telefon i dzwoń. – rozkazała.
-Tak jest. – zasalutował i pobiegł do sypialni komórkę.
            Dwadzieścia minut później byli już wszyscy zaproszeni. Lista zaproszonych gości powiększyła się w oka mgnieniu. Z czterech osób zrobiło się dziesięć. Jak na polaka przystało do ugoszczenia gości Wojtek zakupił kilkanaście butelek polskiej, prawdziwej wódki. Zaproszeni zaczęli się po woli schodzić. Oczywiście jako pierwszy przyszli państwo Wilshere. Jack z butelka wytrawnego wina wszedł do mieszkania wraz z Lauren narzekając ze jego partnerka kazała na siebie czekać, aż tak długo. Zaraz po nich przybyli następni, aż po chwili wszyscy siedzieli w komplecie. Gospodarz zaprosił mężczyzn do stołu z kieliszkiem z pełnym wódki pod pretekstem oblewania jego związku z Rozalia. Natomiast panie siedziały w salonie plotkując, rozmawiając na babskie tematy i podziwiając nowe dziecko w rodzinie Wilshere.
-Jaka ona jest podobna do Jacka!- mówiła podekscytowana Melanie, której oczy zmieniły się w dwa wielkie serduszka patrzące na fotografie dziecka.
-Tak, jest urocza. Jak ma na imię? Zdecydowaliście juz?
-Jack chcial dać jej na imię Lucy, ale postawiłam na swoim i jest Grace. -oznajmiła lauren z szerokim uśmiechem.
-To Archie ma rodzeństwo. Cieszy się?- wypaliła dziewczyna Chamberlein'a. Przypominała ona wielka lalkę Barbie. Ubrana w skąpy różowy strój, obcasy tak wysokie ze ledwo dawała rade stać i tonę makijażu. Dziewczyny patrzyły na niw z politowaniem. Natomiast majka nie ograniczała się od obelg pod jej adresem. Oczywiście mówiła je w języku polskim, tłumacząc tlenionej blondynce ze ma 'skurcze gardła.'.
-Jaka Dziunia. Ja pierdziele! -mówiła zdesperowana polka spoglądając na dziewczynę.
-Mówiłaś coś złociutka? -zapytała swoim piskliwym głosikiem.
-Nie, tłumaczyłam juz ci ze mam skurcze gardła i muszę dużo mówić. -wymamrotała Majka popijając swój napój.
-Ahhh, no przecież. Szkoda że nie możesz mówić wszystkiego po angielsku, było by w tedy tak uroczo!
-Tak, tak tępa dzido. - burknęła pod nosem blondynka na co Rozalia siedząca obok i Ania wybuchnęły niepohamowanym śmiechem.
            Alex z Wojtkiem urządzili sobie wieczór karaoke. Za to że Jack wygrał zakład rozkazał Theo śpiewać ukraińskie i polskie piosenki, na których biedy łamał sobie tylko język. Następnie do mikrofonu zrobionego z pilota dorwał się Wojtek z Łukaszem śpiewając piosenki Bibera. Wojtek śpiewał śmiejąc się przy tym jak małe dziecko, a Fabiański wył nie zwracając uwagi na buczenie przyjaciół.  Oczywiście Jack też śpiewał. Uważał że jego talent muzyczny przewyższa wszystkie. Dla odwagi przechylił dwa razy kieliszek z wódką i zaczął swój koncert. Zaśpiewał urywki piosenek, a raczej tylko same refreny Beyonce. 
-Pięknie - pochwaliły go polki, wracając od razu po skończonym występnie do swoich spraw.
-Teraz to ty musisz się do szkoły muzycznej zapisać, bo jak będziesz śpiewał Grace kołysanki to raczej ona nigdy nie zaśnie spokojnie. -śmiał się Łukasz.
-Poczekaj aż będziesz miał dzieci. Zero prywatności! Ani jednej nocy nie może przespać spokojnie! -żalił się Jack wlewając w siebie kolejny kieliszek czystej.
-Ja będę miał cudowne dzieci, będą tylko spały i jadły. Zero jakiego kol wiek płaczu. - powiedział Wojtek przeczesując ręka swoja fryzurę.
-Też tak myślałem.
-Teraz narzekasz, a za tydzień będę 'jaka ona jest cudowna. Normalnie cały tatuś.'- przedrzeźniał go Alex.
-No to teraz za ta moja córkę i za to dziecko Wojtka. -wymantotal pol przytomny Wilshere.
-Jakie dziecko? -zapytał Aaron wybałuszając oczy na Szczęsnego.
-No to dziecko... No Rozalii i Wojtka! Będzie dzidziuś! -krzyczał uradowany strasznie przy tym gestylukujac.
-Jaki dzidziuś? - Zapytała zszokowana Melanie patrząc wyczekująco na dziewczynę.
-Jesteś w ciąży?! Czemu ja się dowiaduje dopiero teraz kochana? - powiedziała Lauren przytulając dziewczynę.
-Czy ja o czymś kurna nie wiem? Jako przyjaciółka powinnam się dowiedzieć jako pierwsza. -powiedziała majka patrząc na przyjaciółkę z wyrzutem.
Rozalia stała na środku salonu. Z jednej strony siedzieli panowie a z drugiej panie. Każdy w pomieszczeniu wpatrywał się w nią jakby była obrazkiem, z otworzonymi lekko ustami. Taka informacja zszokowała nie tylko osoby trzecie, ale również Rozalię, która jak slup soli nie mogąc wydusić siebie słowa. Patrzyła raz na Majke, raz na Wojtka który był w niemałym osłupieniu a raz na Łukasza, który z przypływu emocji musiał sięgnąć po coś mocniejszego. Grobowa cisze przerwał Wojtek wstając z fotela.
-To prawda?- zapytał patrząc wyczekująco na Rozalię.- jesteś w ciąży? -zapytał ponownie. -ja pierdole, twój ojciec mnie zabije, nie twój dziadek mi tego nie daruje! -mówił przestraszony bramkarz
-Dziadek da wam błogosławieństwo, ojciec weźmie na lekcje samo przetrwania albo zrobi trening jak w wojsku, wtedy panikuj a nie teraz. -wtrącił sie Łukasz szczędząc się przy tym jak głupi, przypominając siebie stare dobre czasy, kiedy to ojciec Rozalii podejrzewał ze jest on z jego córka
-To jesteś w tej ciąży czy nie? Bo chce wiedzieć w końcu- wycedziła Majka
-Nie... -powiedziała kręcąc przy tym glowa. - nic mi nie wiadomo o tym ze będziemy mieć dziecko, wiec nie jestem w ciąży.- dokończyła po woli czując jak niektórzy są rozczarowani.
-To dlaczego jack twierdzi ze jesteś?
-Bo Jack jest pjany. A po za tym to chyba byś sie dowiedział o tym wcześniej niż on. Nie sadzisz?
-No właśnie nie wiem.
-Sugerujesz coś? -zapytała zła, krzyżując ręce.

-Pewnie znowu byś wyjechała albo gdzieś poszła nie dając znaku życia. -oznajmił.-

-Super! Czyli uważasz ze jestem niedojrzała gówniara. Nie no po prostu super. Jeszcze mi powiedz ze gdybym była, to bez twojego zdania usunęła bym, co?- mówiła, a wręcz wykrzykiwała w kierunku bramkarza.
-Możliwe. - i w tym momencie nie mogła uwierzyć w to ci usłyszała.
Jak on mógł jej zarzucić ze usunęła by owoc ich miłości? Nie wiedziała co mu odpowiedzieć, nigdy nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Żałował ze nie powstrzymał się. Ma za długi język, i nie raz się już na tym przejechał. Teraz miał ochotę sam sobie dać w mordę. Widział ze jego słowa zraniły nie tylko Rozalię która wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, ale również zszokowały gości.
Rozalia nie odpowiedziała, wyszła z salonu zostawiając wszystkich. Nie patrzyła na niego zła, po prostu nie mieściło się jej w głowie, jak wojtek mógł myśleć ze była by zdolna do czegoś takiego.
Chciał, wolałby żeby Rozalia spoliczkowała i zwyzywała go. Tak się nie stało, przez co czul się jeszcze gorzej.
-Jak mogłeś jej coś takiego powiedzieć?- zapytała Majka z wyrzutem.
-Nie wiem.
-Myślałam że ja kochasz.
-Bo kocham ale...
-Nie ma żadnego ale! Po cholerę to mówiłeś, nie mogłeś trzymać języka za zębami?
-Majka przmnkij sie, wkurzasz mnie. Nie ja zacząłem ten temat.
-To cię nie tłumaczy. -dokończyła opuszczając salon.
Reszta towarzystwa kobiet zostawiła go samego. Zostali tylko panowie z butelka czystej.
-Przesadziłeś. -stwierdził Aaron, wstając z fotela.
-Doprawdy?
-Tak. Czasem mam wrażenie ze jesteś jeszcze większym dzieckiem niż Jack...
Kilkanaście minut później panowie wrócili do swoich domów. Natomiast Rozalia wraz dziewczynami zaszyła się w sypialni z kilkoma butelkami wina, które dostali w prezencie. Zamknięte na klucz siedziały przy zgaszonym świetle. Jedyne światło dawały świeczki rozłożone po całej podłodze. Wojtek na marne pukał do pokoju. Nie uzyskując odpowiedzi poszedł zły położyć się na kanapę w salonie. Tak spędził cala noc, w przeciwieństwie do niego dziewczyny w miłym towarzystwie spędziły wieczór. Każda nocowała w sypialni Wojtka i Rozalii, aż do samego rana...

+++
Okej. Napisałam. Końcówka mi się nie podoba, ale już nie chce się mi wymyślać nowej.
Dziękuje za tak liczne komentarze <3
Rozdział do waszej oceny. Nie mam pojęcia co będzie w następnym ;O Smuteczek. Mam nadzieję że się wam spodoba ;)

Themalkina.

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 24

Co dzień widzę Twoje oczy i dotykam Twoich włosów, a jedyne co chcę słyszeć to barwę Twojego głosu.


-Pani Raniewska, jest pani strasznie bezwstydna. Czyżbym stworzył potwora? – Zapytał Wojtek obejmują od tyłu swoją dziewczynę i całując jej szyję.
-Na swoje podobieństwo panie Szczęsny. – odpowiedziała z szerokim uśmiechem zalewając herbatę wrzątkiem.
-Pani Szczęsna – zamyślił się Wojtek. – podoba mi się. – uśmiechnął się do Rozalii, a jego oczy od razu napełniły się radością.
-Cześć wszystkim! – krzyknął Aaron trzaskając drzwiami wejściowymi. – Oooo, wy się już pogodziliście? – zapytał zdziwiony Walijczyk drapiąc się po głowie.
-A nie widać?  - warknął Szczesny.
-Widać, widać. Ja tu przychodzę w gości, a ty od rana w bokserkach paradujesz. Godności troche miej. – pouczył go rozsiadając się na krześle.
-Przyzwyczaj się młotku, raczej to już tak zostanie. –oznajmiła Maja wchodząc do kuchni.
-Macie coś przeciwko, czy jak? – warknęła Raniewska trzymając w dłoni nóż, którym przed chwilą kończyła smarować kanapki. – A tak w ogóle co ty tutaj robisz Aaron? Mieszkanie ci zalało czy przyjaciół szukasz?
-Ranisz! – powiedział krzyżując ręce. – Przyszedłem do Majci. –oznajmił. Na jego twarzy był wymalowany szeroki uśmiech.
-Że do kogo? – zapytała oszołomiona Maja krztusząc się herbatą.
-No do ciebie. – powtórzył .
-Po co?
-Dotrzymać ci towarzystwa.
-Nie dzięki, nie nudzę się sama. Dzięki.
-Aaron, co tam u ciebie słychać? Dawno nie rozmawialiśmy. – powiedziała Rozalia bacznie mu się przyglądając.
-W porządku. Wojtek ci opowiadał co się działo ostatnio na treningu?
-Nie.
-A więc zaczynając od samego początku. Mieliśmy trening i Wenger musiał na chwile zejść z murawy. Oczywiście z naszego dalszego trenowania były nici. Jack się sprzeczał z Olivierem od rana że zna się na boksie. Ten go wyśmiał, a znasz Wilshere’a jak reaguje na takie zachowanie. Puściły mu nerwy i zaproponował żeby zorganizować walki. Wszyscy byli za, było czterech zawodników. Wojtek, Theo, Jack i Olivier. Theo odpadł jako pierwszy a zaraz po nim Jack. O mało co się nie popłakał kretyn.
-Nie mów tak o nim! – zaprotestowały równocześnie z Mają.
-Nie przerywaj bo się zgubię i będę musieć zacząć od nowa. No więc w finale był Wojtek i Giroud. Olivier zaczął wnerwiać Wojtka, żeby go sprowokować. Walka się zaczęła. Początkowo zwyciężał Giroud, ale gdy coś tam powiedział twojemu chłopakowi to ten mu takiego sierpowego zapodał że biedak usiadł sobie z wrażenia na murawie, cały we łzach. Ale oczywiście na tym się nie skończyło. Olivier zawsze musi oddać, rzucił się na Wojtka i z boksu zrobiły się zapasy judo. Zaczęli się gonić po całej murawie i obkładać pięściami. Chłopaki jeszcze dolewali oliwy do ognia, twierdząc że ta ich walka wygląda jakby się przedszkolaki biły. Wenger wpadł na murawę, zaczął się wydzierać na wszystkich i teraz przez miesiąc mamy dodatkowe dwie godziny treningu, wszyscy.-powiedział ze złością w oczach mocno akcentując ostatnie słowo.
-No co narzekasz? Tłuszczyku trochę stracisz.
-Milcz. Na drugi dzień Olivier miał śliwę pod okiem. Takiej to jeszcze w życiu nie widziałem! A Wojtek rozwaloną wargę.
-Wojtek, nie przesadzasz troszeczkę ze swoją agresją? – zapytała oszołomiona Rozalia zachowaniem Szczęsnego.
-Ja? Nie, dlaczego? Nie zaczynałem ja  tego cyrku.
-To nie oznacza że możesz obkładać pięściami kolege! Przeprosiłeś go w ogóle?
-Nie? – powiedział jak gdyby była to rzecz oczywista.  – On zaczął i to on mnie powinien przeprosić.
-A myślałam ze Jack zaczął. Masz go przeprosić, zrozumiano?
-Bo co?
-Wyczuwam ciche dni. – wtrącił się Aaron. – Nie przerywajcie sobie. – zwrócił się do pary.
-Zamknij się Aaron, bo jeszcze się tobie oberwie. – powiedziała przez zęby Rozalia.
-Twój infantylizm mnie poraża. –wycedziła Maja patrząc na Aarona.
-Ee.. Też mi się podobasz. –odpowiedział zakłopotany, nie rozumiejąc ‘trudnego słowa’
-Obraź idiotę, a potraktuje to jako komplement- odpowiedziała kpiąco wchodząc do swojego pokoju.
-Co to miało znaczyć?! –zapytał z fochem na twarzy przeczesując dłonią swoje cud włosy.
-To co słyszałeś! Musisz mi w butach do pokoju wpełzać?
-Nie, mogę wskoczyć. – uśmiechnął się swoim cudnym uśmiechem pokazując szereg białych jak śnieg ząbków.
-Jak ty mnie wkurzasz… - wycedziła przez zęby Maja i poszła do swojego pokoju.
-Niby dlaczego? – zapytał zdziwiony Ramsey próbując dogonić blondynkę…
-Wojtek, czy Aaron powiedział że przyszedł do ‘Majci’?- spytała Rozalia.
-Jego polski jest jak mój chiński, więc całkiem możliwe.- odpowiedział. Rozalia uniosła jedną brew ku górze i spojrzała wymownie na swojego partnera.
-No też się mi tak wydawało. Co ty kombinujesz?
-Ja?... Nic. – powiedziała robiąc dobrą minę do złej gry. – Aaron nadal jest z tą swoją dziewczyną?
-Nie wiem… Przecież mi się nie spowiada – odrzekła krótko.
-No wiem, ale myślałam…
-Kochanie, faceci nie zwierzają się sobie ze wszystkiego. – odparł składając na ustach brunetki krótkiego i zachłannego buziaka. – my to nie kobiety. – uśmiechnął się szarmancko, patrząc jak Rozalia uderza go w ramię.


Ciemność, mrok. Dookoła gesty, mroczny las. Biegniesz, ale to nic nie daje. Masz wrażenie że jesteś w tym samym miejscu, co przed minuta. Za Toba ktoś jest. Ubrany na czarno, całkowicie wtopiony w otoczenie. Uciekasz, a on mknie za tobą. Jest coraz bliżej, twoja stopa utyka na wystającym konarze. Upadasz, postać jest oddalona od ciebie o kilka kroków. I w tym momencie budzisz się.
Potężna błyskawica przecinająca burzliwe chmury obudziła Rozalię. Przestraszona swoim snem była blada, a do jej czoła były przyklejone kosmyki jej włosów. Zegarek wskazywał 3:35 w nocy. Na zewnątrz było ciemno, jedynie błyskawice co kilka minut oświetlały niebo. Rozalia wstała z łóżka chcąc zaświecić światło. Nie było prądu. Próbowała znaleźć latarkę w szufladzie, jednak tam jej nie było. Znalazła do polowy wypalona zielona świeczkę zapachowa. Zapaliła ja i poszła do pokoju Mai. Uchyliła lekko drzwi chcąc obudzić przyjaciółkę. Łóżko było pościelone. W pokoju nie było żywej duszy. Gdzie majka mogła się podziać? Nic przecież nie wspominała ze wybiera się gdzieś wieczorem. Nie mogła pójść na imprezę, przecież jest juz prawie 4 nad ranem. Ale teraz to nie było ważne. Ważne było to ze w mieszkaniu była Rozalia. Sama. Dziewczyna bojąca się burzy, i uderzeń piorunów. Jeszcze nigdy nie była sama podczas tak gwałtownej burzy. Krople deszczu uderzały o szybę przyprawiając Raniewska o dreszcze. Wzięła z szafki nocnej swój telefon wykręcając numer Wojtka.
- Halo - odezwał się zaspanym głosem.
-Musisz przyjechać, potrzebuje pomocy! - powiedziała zdenerwowana do słuchawki przykrywając się grubym kocem.
- Coś się stało? - zapytał wstając w pospiechu z łóżka. Jego twarz momentalnie stała się blada. Jak u jakiegoś nieboszczyka, a serce w ułamku sekundy zaczęło przyśpieszać, tak jakby za chwilę miało opuścić klatkę piersiową.
-Mój mis jest w praniu i nie mam z kim spać, a jestem pewna ze że chwile wyjdą z szafy potwory i będą chciały mnie zjeść! – mówiła przerażonym do bólu głosem.
-Ty tak na serio? -Spytał uśmiechając się do telefonu.
-Nie kurna, na niby. -odpowiedziała oburzona. - Majki nie ma, prądu nie ma, burza jest a ja się cholernie boje i za chwile dostane zawału!
-Dobra, daj mi chwile będę za niedługo. - oznajmił rozłączając się.
*
W mieszkaniu po piętnastu minutach pojawił się Wojtek, w spodniach od piżamy i białej koszulce opinającej jego tors.
-Jestem – powiedział głośno zamykając drzwi.
-Obiecałeś że przyjedziesz o 4:30. Umierałam ze strachu!
-To tylko 15 minut, kochanie. – szepnął podchodząc do niej.
-Chciałbyś umierać 15 minut?
-Mogę nawet godzinę. – odpowiedział hardo. – bylebyś była ze mną. – uśmiechnął się zamykając Rozalii usta pocałunkiem.
-Nie lubię burzy. –powiedziała wtulając się w Szczęsnego.
-A ja lubię, przynajmniej wiem że ze mną czujesz się bezpiecznie. –szepnął.
-Skąd ta pewność?
-Długo by opowiadać. … A gdzie Majka? – zapytał po dłuższej chwili.
-Nie wiem. Ostatnio to w ogóle jej tutaj nie ma. Wydaje mi się że za niedługo ona i Aaron będą razem. – powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha.
-Skąd ten pomysł?
-Nie widzisz że spędzają ze sobą coraz więcej czasu?
-To nie oznacza… - nie dokończył, ponieważ oboje usłyszeli dźwięk otwierających się drzwi.
            Klucz przekręcił się w zamku, a do środka weszły dwie osoby. Pierwszą była Maja, a tuż za nią kroczył chwiejnym krokiem jej wierny towarzysz. Rozalia chcąc zapytać przyjaciółkę gdzie spędziła swój wieczór podeszła do drzwi otwierając je. Jej oczom ukazał się Aaron. Przymknęła drzwi, tak aby jej nie zauważył a sama uśmiechała się do siebie.
-Co ty wyprawiasz? – zapytał Wojtek uważnie obserwując brunetkę.
-Nie uwierzysz! – powiedziała uradowana nie odrywając wzroku od pary.
-W co?- zapytał zdziwiony. Podszedł bliżej wychylając głowę zza drzwi.
-A nie mówiłam? – odparła Rozalia dumnie wypinając pierś. –Oni muszą być razem!
-Chcesz zeswatać swoją przyjaciółkę i swojego ex?
-Tak.- odpowiedziała stanowczo. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech a w oczach podstępna iskierka.
-Rozalia, weź nie podglądaj dorosłych. – oznajmił zamykając jej przed nosem drzwi.
 Został obdarzony morderczym spojrzeniem, ale nie ruszało go to. Wiedział, że mimo tego iż zrobi jakąś głupotę, zostanie mu to wybaczone. Dlatego też uśmiechnął się swoim powalającym uśmiechem, przyprawiając Rozalię o wypieki na twarzy.
            Leżeli wspólnie na łóżku. Rozalia była wtulona w umięśniony tors Szczęsnego. On zaś obejmował ją swoimi dłońmi zapewniając jej poczucie bezpieczeństwa.  Zza oknem słońce było już nad horyzontem, a pojedyncze promienie wpadały do pokoju, oświetlając kremowe ściany.
-Tak sobie pomyślałem, że skoro jesteśmy razem, to może… A w dodatku Aaron teraz będzie tutaj za pewne od rana do nocy… To może… - zaczął Wojtek.
-Mhmm. Co ci tam po tej główce chodzi?  - zapytała chichocząc po cichu pod nosem z zaplątanego języka Wojtka.
-Przeprowadź się do mnie. –oznajmił.
            Raniewska otworzyła oczy ze zdziwienia. Stała się jakby bledsza na twarzy, a dłonią odgarnęła włosy spadające jej na oczy. Odsunęła się od Wojtka uważnie się mu przyglądając. Na jego twarzy nie malował się uśmiech, złość czy jakiekolwiek uczucie. Po prostu leżał spoglądając na Raniewska. Miał kamienna twarz, a w jego oczach mogło dostrzec się nadzieje. Rozalia uśmiechnęła się niepewnie czując na sobie odpowiedzialność odpowiedzenia mu. Ale co ona miała odpowiedzieć?! Tak? Jeżeli by się zgodziła musiała by opuścić swoją przyjaciółkę i poinformować innych że od tej pory mieszka z chłopakiem. To było by potwierdzeniem tego że ich związek to coś poważnego. Ale czy ona tego naprawdę chce? Przecież jest jeszcze młoda. Dopiero skończyła pierwszy rok studiów. Wojtek jest od niej starszy o cztery lata. Ma większe doświadczenie, oczekuje od niej czegoś więcej niż tylko zwykłego związku. Ma  dwadzieścia trzy lata. Za niedługo chciałby założyć z pewnością rodzinę. Miała mętlik w głowie. Ale czy odpowiedź nie była by słuszna? Co jeżeli zraniła by go? Długo czekali aby ich związek umocnił się na tyle żeby mogli poinformować o nim znajomych i rodzinę.
            Kilka ułamków sekundy. Czas płynął a Wojtek nadal nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi. Rozalia przełknęła ślinę, czując na sobie jego wzrok i presję. Spojrzała na ścianę, jakby to ona była głównym punktem jej zainteresowania.
-Wojtek, ja… muszę to przemyśleć. Dam ci znać jutro, dobrze? – zapytała niepewnie nie odrywając wzroku od ściany.
-Dobrze. – odpowiedział oschło przymykając powieki.
            Czuła że jej odpowiedz nie satysfakcjonuje go w pełni. Ale nie potrafiła inaczej. Nigdy nie potrafiła podejmować trudnych decyzji w kilka minut. Miała to po Tadeuszu, najpierw się przespać z problemem, a później podjąć decyzje. Najlepsze wyście, zdaniem jej ojca.

            Maja obudziła się z potwornym bólem głowy. Otworzyła po woli zdrętwiałą powiekę. Do jej źrenicy trafiły jasne promienie słoneczne, które jeszcze bardziej zaostrzyły ból głowy. Niechętnie wstała z łóżka przecierając zaspane oczy. Spojrzała w lustro mieszczące się na rozsuwanej szafie. Jej oczom ukazał się widok trupiobladej twarzy i włosów w nieładzie. Pod oczami miała podkowy jak gdyby nie przespała ostatnich tygodni. W takim stanie skierowała się do kuchni po środki przeciwbólowe. Otworzyła szafkę wyciągając tabletki. Sięgnęła po szklankę, nadała wody i połknęła pastylkę wypijając całą zawartość szklanki.
            Wróciła do swojego pokoju spoglądając na zegarek który wskazywał godzinę 14:00. Wzięła czyste ciuchy na przebranie i poszła pod prysznic. Kilkanaście minut była z powrotem, ubrana w dresy i luźną koszulkę. Włosy miała spięte w wysokiego kucyka. Spojrzała z kwaśną miną na swoje łóżko, w którym wygodnie leżał Ramsey.  Spał, jak zabity. Nie ruszały go hałasy czynności wykonywanych przez Maję. Dziewczyna próbowała go obudzić. Najpierw próbowała delikatnie, ale gdy nie skutkowało musiała sięgnąć po drastyczne sposoby.
-Aaron, Arsenal wygrał ligę mistrzów.- krzyknęła mu do ucha, oczekując jego reakcji.
-Co?! Jak?! – zapytał gwałtownie podnosząc się z łóżka.
            Leżąc na kraju, nikt nie był w stanie przewidzieć że jego przebudzenie zakończy się upadkiem na podłogę. Podnosząc się gwałtownie przypadkowo odwrócił się w nie tą stronę co trzeba. Teraz leżał na panelowej posadce rozmasowywując sobie tylnią cześć głowy.
-Czy ty chcesz mnie zabić kobieto? – zapytał Maje z żądzą mordu w oczach.
-Nie, ale tobie tutaj za wygodnie było. – odpowiedziała posyłając mu przybrany uśmiech.
-A wczoraj było tak miło… - podsumował wstając z podłogi.
-Kochany, wczoraj było wczoraj, a dziś jest dziś. – odpowiedziała mu.
-Majka, ja mówiłem poważnie. – oznajmił łapiąc i przytrzymując ją za nadgarstek. Stał na wprost niej patrząc jej głęboko w oczy.
-A mianowicie?
-Nie udawaj głupiej, wiem że pamiętasz. Nie odpowiedziałaś mi. Doczekam się w końcu odpowiedzi? – zapytał. Na jego twarzy widniało zdenerwowanie i nuta gniewu.
-Puść, to boli! – odpowiedziała podnosząc głos i próbując wyswobodzić nadgarstki z jego uścisku. – Ogłuchłeś? To boli! – krzyknęła.
-Powiedz mi tylko, naprawdę tak myślisz? – zapytał, jego głos był łagodny.
            Jego czekoladowe oczy przyglądywały się blondynce. Miał w sercu skrytą nadzieje że odpowiedź będzie twierdząca.

-Nie wiem, teraz mnie puść, nie będę tutaj sterczeć cały dzień. –warknęła i wyszła z pokoju, zostawiając piłkarza samego z własnymi myślami.


+++
Cześć misiaczki :* <3
OMG. nareszcie skończyłam. jest dokładnie godzina 2:25 w nocy, a rano na 8 do kościoła :O
Spóźniłam się troszkę z rozdziałem, ale tak jak obiecałam dodaje w weekend.
Następny rozdział dodam, gdy sciągnął mi gips z ręki. tydzien temu miałam drobny wypadek i ręka w gipsie na 2 tygodnie -,- Pisałam ten rozdział około 2 dni głównie prawą ręką i muszę powiedzieć że mam dość! Nadwyrężyłam sobie nadgarstek pomimo ze jest skręcony i boli niemiłosiernie, dlatego też nastepny rozdział pojawi sie dopiero po zdjęciu gipsu - czyli koniec weekendu, początek następnego tygodnia.
Mam nadzieję że się wam spodoba i piszcię w komentarzu co mogłaby stać się w kolejnym. Zobaczymy czy ktoś ma taki sam pomsył jak ja. huehuehue. 
Kto z was spodziewał się wyniku 1:0 dla Arsenalu z Bvb? Osobiście byłam zaskoczona, ale oby tak dalej! *.*
ps. chcecie więcej Aarona i Majki ?
Do następnego, Themalkina :*

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 23

Gdybyś miała wypadek i potrzebowałabyś przeszczepu serca, byłbym pierwszą osobą, która by się zgłosiła. Zrobiłbym to bo wiedziałbym że będę z Tobą już do końca życia... 

Dochodziła godzina 14. Słońce było już wysoko i nie zapowiadało się że będzie padać. Londyn był już od rana na nogach. Szczęsny w swój plan zaangażował nie tylko Łukasza, ale również Jacka, Aarona i Theo. Chłopaki dzielnie wysłuchiwali rozkazów bramkarza. Przestawiał wszystkich po kątach. Miał tylko jeden cel. Rozalia musi mu wybaczyć. Musiał zaryzykować, nie miał nic do stracenia. Do zyskania miał miłość swojego życia. Nie było jej 10 dni, a dla Wojtka była to wieczność. Każdy szary dzień, dokładnie taki sam jak poprzedni. Trening, dom, trening, bar, dom. Zniknięcie Raniewskiej było wystarczającym dowodem, że gdy straci Rozalie jego życie również straci sens. Teraz miał tylko nadzieje że jego miłość wystarczy aby ona mu wybaczyła.
            Do  mieszkania wparował zdyszany Jack, a tuż za nim maszerował wesoło uśmiechnięty Theo. Chłopak ledwo biorąc kolejny oddech opadł na fotel. Ruchem dłoni przywołał do siebie Szczęsnego w dalszym ciągu sapiąc jak długodystansowiec po przebiegnięciu mety.
-Miałeś racje. To zdjęcie to fotomontaż. – potwierdził Jack wręczając Szczęsnemu dokument potwierdzający jego przepuszczenia.
-Wiedziałem. – ucieszył się czytając kolejne linijki tekstu. – Teraz musi się wszystko ułożyć.
-I ułoży się. Wierze że się uda.- powiedział Theo klepiąc kolegę po ramieniu.
-Jestem ciekawy tego. Nie wydaje mi się że ona ci tak łatwo wybaczy. – zauważył Aaron.
-Zgadzam się. Rozalia ma temperament po ojcu, jak ona sobie coś ubzdura to trudno ją od tego odwieść. Normalnie taki osiołek z niej jest. Jak ona coś postanowi i nikt nie jest w stanie jej powstrzymać. Z resztą Majka jest taka sama.
-Dam rade. Zawsze daje. – powiedział hardo Wojciech.
-Wojtek, czy ty przypadkiem nie przesadziłeś trochę z tymi kwiatami? Tutaj nie ma już miejsca żeby najnormalniej w świecie stanąć, nie mówiąc już o  siedzeniu. – oznajmił Łukasz.
-Nie musisz siedzieć starcze. Możesz wyjść i usiąść na schodach, tam ci wygodniej  będzie.
-Śmieszne. – burknął Fabiański.
            Minuty mknęły nieubłagalnie i zanim ktokolwiek się obejrzał samolot z Madrytu wylądował w Londynie z kilkugodzinnym opóźnieniem. Dziewczyny prosto z lotniska wsiadły w taksówkę, która podwiozła je pod sam dom.
            W mieszkaniu panował harmider. Każdy chciał dodać do pomysłu Wojtka swoje 3 grosze. Zamieszanie przybrało jeszcze większe obroty, gdy Jack poinformował chłopaków że dziewczyny opuściły lotnisko. Armia kumpli Szczęsnego opuściła mieszkanie w popłochu. Został tylko on i Aaron który miał się zająć Mają na kilka najbliższych godzin.
Ostatnie minuty sprawiły że Wojtek miał coraz więcej obaw co do jego przeprosin. Drżały mu ręce, serce mocno łomotało i podchodziło do gardła. Usiał z zdenerwowania na krześle ale nie uspokoił się ani trochę. Czuł się jak przed maturą gdy nie mógł znaleźć swojej ściągi przypiętej do gumki do mazania. Klucz w drzwiach przekręcił się. Zza drzwi było słychać głos Mai. Najpierw weszła Kamińska a zaraz za nią Raniewska.
Zamknęła drzwi i przystanęła ze zdziwienia. Jej oczom ukazał się widok kwiatów. Kwiatów, które były wszędzie. Na parapecie, stole, szafkach, podłodze a nawet na klatce królika. Rolety były zsunięte do połowy okna, tak że w pomieszczeniu panowała szarówka. Zza ściany wyszedł Wojtek trzymając w ręku kolejne kwiaty. Czerwone róże. Raniewska skrzyżowała ręce i przybrała nie tęgą minę. Szczęsny podszedł do niej stając metr przed nią z mina zbitego psa.
-To ja może pójdę z Aaronem pożyczyć trochę mąki. – wypaliła Maja szybko wychodząc z Walijczykiem z mieszkania.
            Stali na przeciwko siebie. Twarzą w twarz. Zapadła niezręczna cisza. Szczęsny zbliżył się o krok w stronę brunetki, lecz ta jak poparzona zrobiła krok w tył, przyglądając się mu.
-Co ty tutaj robisz?- zapytała oschło
-Chcę cię przeprosić.  – zaczął. –Ja wiem, jestem kretynem. Wiem co sobie pomyślałaś widząc te zdjęcia, ale to nie tak.
-A jak? – przerwała mu. – Myślisz że powiesz ‘przepraszam’ i wszystko będzie w porządku?
-Daj mi wyjaśnić. To co było między mną a Agnes jest już skończone. Byłem z nią i żałuje. To nie było dla mnie ważne. Ona sobie coś uroiła, chciała żebym do niej wrócił, ale ja nie chce. Chcę być z tobą, bo cię kocham. A te zdjęcia? To był fotomontaż, mam dowód.
-Nie jestem głupia. Powiesz mi teraz jak bardzo mnie kochasz, a za nie długo znowu pojawi się jakaś dziewczyna, twierdząc że jesteście razem.
-Nie pojawi się. Obiecuje. – powiedział zbliżając się do niej, tak że dzieliły ich tylko milimetry.
            Zbliżyła się do ściany opierając się o nią. Przyłożył dłoń do jej policzka i złożył na jej ustach krótki pocałunek.
-Kocham cię. – powiedział swoim męskim głosem patrząc jej w oczy. Oczy w których było widać trochę goryczy, ale również oczy które przepełniała miłość. – Zrobię wszystko żebyś wróciła. – szepnął.
-A co zrobiłeś żebym została?-  zapytała odsuwając się od niego.
-Jesteś moim życiem. A o życie trzeba walczyć, więc będę walczył. Kocham cię i to się nigdy nie zmieni. – powiedział podając jej bukiet róż.
-Mam dość. Za każdym razem kiedy myślę że między nami jest już porządku, coś się pieprzy. Pojawia się ktoś i wywraca do góry nogami. Musze sobie to wszystko poukładać, a teraz wyjdź. – powiedziała opierając się o regał. – Wyjdź chce zostać sama.
            Szczęsny posłusznie skierował się w stronę wyjścia. Otworzył drzwi i po raz ostatni popatrzył na brunetkę na tle kwiatów. Stała patrząc w podłogę i głęboko oddychając. Zamknął drzwi i wyszedł…

Park. Siedzieli na drewnianej ławeczce pod wielkim dębem. Wokół nich nie było nikogo. Jedyne odgłosy dochodziły z drugiego końca parku gdzie znajdował się plac zabaw dla małych dzieci. Zachodzące słonce przedzierało się przez gęste gałęzie oświetlając złociste włosy Majki.
-Wiesz, nigdy bym nie pomyślała, że ty z pozoru grzeczny i ułożony chłopak jeździ na desce. – powiedziała entuzjastycznie Maja unosząc kąciki swoich ust ku górze.
-A ja nie wiedziałem że tak różnisz się od Rozalii. Jesteście całkowitym przeciwieństwem. Ty lubisz piłkę a ona nie. Ona jest nieprzewidywalna, a ty potrafisz ograć w pokera. – mówił zdziwiony Aaron gestykulując przy tym.
-To prawda, różnimy się, ale to nie zmienia faktu że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
-Długo się znacie?
-Od dziecka. –mruknęła odgarniając lecącą na oczy grzywkę. - Czemu tak patrzysz.? – zapytała po chwili milczenia.
- Bo jesteś ładna. – odpowiedział z wielkim bananem na twarzy nadal przyglądając się polce.
- Ej nie lubię tak, przestań. – zaśmiała się a w jej policzkach pojawiły się urocze dołeczki, które sprawiły że Aaron nie mógł oderwać od niej wzroku.
- Nie przestanę.
- Czemu?
- Bo jesteś jeszcze ładniejsza jak się złościsz! – odpowiedział hardo odgarniając jej kosmyk włosów z twarzy. Po woli zbliżał się do niej, z każdą sekundą był coraz bliżej, w pewnym momencie dzieliło ich tylko kilka centymetrów.
-Chodź się może przejść, bo nie chce się mi tutaj siedzieć bezczynnie. – wypaliła szybko polka wstając z ławki idąc przed siebie.
-Myślisz że się już pogodzili? – zapytał Ramsey doganiając Maje.
-Kto? Rozalia i Wojtek? Nie, na pewno jeszcze nie. Mam nadzieje że wyrobią się do północy. – zaśmiała się.
-Mam pomysł, chodźmy pograć w piłkę. – wypalił nagle Walijczyk głosem nie wyrażającym sprzeciwu. Obdarował również ją przy tym Kamińską chytrym uśmiechem.
-Mam rozumieć że ty już podjąłeś za nas oboje decyzje, tak?
-Dokładnie moja droga. – odrzekł.

Kilkanaście minut nie wiadomo skąd Aaron przytaskał ze sobą piłkę. Doszli na trawnik w parku, Ramsey ustalił że dwa wielkie drzewa będą bramką. Ustanowił również zasady gry. Ponieważ była ich tylko dwójka, Aaron stanął na bramce a Maja występowała na pozycji napastnika i musiała tylko strzelać gole. Reguły nie były sprawiedliwe, bo kto widział drużynę składającą się tylko z bramkarza albo zwykłego piłkarza? Pomimo że Ramsey był pewien swojej wygranej, postanowił dać Majce 10 punktów ekstra, aby nie czuła się przegrana. Wygrywał ten kto zdobył 20 punktów. Kamińska miała strzelać gole. Jeśli piłka wyląduje w bramce punkt zdobywa ona, jeśli piłka nie znajdzie się tam punkt należy się Ramsey’owi.
‘Mecz’ rozpoczął się. Majka mająca ledwie 167 cm wzrostu przeciwko profesjonalnemu piłkarzowi. Ludzie patrząc z boku stwierdzili by ‘Ona się tylko ośmieszy.’ Tysiące myśli wokół Mai, każda z nich taka sama, co zrobić aby strzelić bramkę i zmazać z twarzy Walijczyka ten szereg białych jak śnieg ząbków.  
Pierwsze zagranie i punkt dla kanoniera. Drugi, trzeci, aż po kilku porażkach kopnęła piłkę z całej swojej siły próbując wyładować złość. Niefortunny rzut, który zamiast do bramki trafił w miejsce, gdzie słońce nie dociera. Jeden wielki niefart. Ramsey upadł na ziemię zwijając się przy tym w pól. Kamińskiej z przerażenia opadła szczęka która za chwilę przepraszała Walijczyka.
-Przepraszam, to był wypadek. Ta piłka miała trafić do bramki a nie…
-Nie szkodzi. Należało mi się. – 0znajmił. Po chwili wybuchł śmiechem który wzbudził lekkie obawy u blondynki.
-Masz wstrząs pourazowy, czy ty masz tak zawsze?
-Jednak kobiety do piłki się nie nadają. – prychnął wstając po woli z ziemi.
            Maja tylko prychnęła mrucząc po nosem „znalazł się specjalista”. Ruszyła w kierunku centrum miasta nie czekając na swojego towarzysza. Miał wrażenie że Maja kryje w sobie jeszcze nie jedną tajemnice i nie raz go jeszcze zaskoczy…

            Usiadła z laptopem na posadzce balkonie. Łączyło właśnie jej skype ze skype’m Radka. Na ekranie pojawił się jej przyjaciel z wielkim bananem na twarzy. Jak zwykle miał lekko rozczochrane włosy układające się w każdą stronę. Siedział wygodnie na fotelu. Brak koszulki sprawiał że na monitorze świetnie wyświetlał się jego opalony do złocisto brązowego koloru tors.
-Cześć pacanie.  – przywitała się radośnie Raniewska.
-No heeeej. – odpowiedział. – Co tam u was w wielkim świecie słychać?
-Wróciłyśmy właśnie z krótkich wakacji. A teraz siedzę sobie na balonie. Kto by pomyślał że w Londynie może być tak ciepło.
-Słyszałem o tych waszych podróżach. To że Majka jest tak roztrzepana i telefonu zapomina to się nie dziwię, ale ty? Dlaczego nie napisałyście żadnego sms że nic wam nie jest? – zapytał poirytowany.
-Niech zgadnę, Łukasz obdzwonił wszystkich, prawda? –spytała. Radek pokiwał twierdząco głową poprawiając swój artystyczny nieład na głowie. – Czy wy nie macie nic innego do roboty tylko wpieprzanie się do czyjegoś życia?
-Ej! Nie wściekaj się. Po prostu mówię ci jak jest. Martwią się o ciebie inni, z resztą o Maje też. Sprawdzałaś swoją poczte głosową? – dziewczyna pokiwała przecząco głową. – No właśnie, Łukasz nagrywał się każdego dnia, a Wojtek to ja już sam nie wiem ile razy. Czy wy w tym Londynie do końca zdurniałyście?
-Nikt nie jest wiecznie normalny. – skomentowała Rozalia, z głupim uśmiechem na twarzy.
-To nie jest śmieszne. Nie znikaj już tak. Powinnaś przeprosić Wojtka, nie zasłużył na takie traktowanie.
-Obrońca uciśnionych się znalazł. – burknęła brunetka do przyjaciela.
-Ja mówię poważnie. On cie kocha, nie rozumiesz tego?! On jako pierwszy nie traktuję cię jak gówniarę. Chcesz stracić kolejną osobę którą kochasz?- zapytał wkuwając wzrok w przyjaciółkę.
Rozalia nie odzywała się. Dopadły ją te cholerne wyrzuty sumienia. One zawszę pojawiały się nie w porę. Dziwne uczucie, najpierw myślisz że postępujesz słusznie a później ktoś uświadamia ci że jesteś w kompletnej pomyłce. Kompletnej dziurze.
-Niby co ja mam teraz zrobić? Iść do niego i przeprosić? Tak po prostu?
-On zasługuje na te przeprosiny.
-Dobra, czeka mnie ciężki dzień. Do zobaczenia.  – Raniewska pożegnała się z Radkiem.
            Odstawiła laptop na stolik, a sama oparła się o barierkę balkonu. Przyłożyła dłonie do twarzy by zebrać myśli. Była na siebie wściekła. Pochopnie postąpiła. Nie powinna osądzać Wojtka w ten sposób. Złość przybrała nieoczekiwane skutki. Jej wyjazd był dla innych wielkim rozczarowaniem i dowodem że jest niedojrzała. Wolała uciec od problemów, niż stawić im czoła.
            Uderzyła dłonią o barierkę z całej siły by wyładować swoje emocje. Wzięła głęboki oddech, i weszła do mieszkania. Związała swoje włosy w luźnego koczka i poszła w poszukiwaniu telefonu do pokoju.
            Leżał na biurku. Wzięła go do ręki i szybkim ruchem palców kliknęła na pocztę głosową. 321 nieodebrane połączenia i ponad połowa od Wojtka. Wysłuchała większość nagrań. Rzuciła telefon na poduszkę i szybko skierowała się ku wyjściu.
            Wyszła z mieszkania mocno trzaskając drzwiami.
-Wojtek! – powiedziała starając się ukryć zdenerwowanie w swoim głosie. – Siedziałeś tutaj przez cały czas?  - zapytała widząc Szczęsnego siedzącego na schodach wyjścia ewakuacyjnego.
-Musiałem. Musisz mnie wysłuchac…
-Nie, teraz ja mówię, a ty słuchasz.  – rozkazała Rozalia tonem głosu nie wyrażającym sprzeciwu. – Byłam na ciebie wściekła, kiedy dostałam te zdjęcia. Myślałam że się mną po prostu bawisz, dlatego poleciałam do Madrytu. Może postąpiłam pochopnie i najpierw powinnam wysłuchać tego, co masz mi do powiedzenia, ale musisz mnie zrozumieć. Dlatego przepraszam. Wybacz mi, zachowałam się jak rozpieczone dziecko.
-Nigdy bym cię nie skrzywdził. Zapamiętaj sobie to raz na zawsze. – wyszeptał składając na ustach Rozalii pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej zachłanniejszy.
-Choć  nie będziemy tak stać tutaj. – wypaliła przerywając pocałunek i gestem ręki zapraszając do środka. – Wojtek, jutro musisz się pozbyć tych kwiatów. – oznajmiła Rozalia.
-Dlaczego? – zapytał spoglądając na nią.
-Majka ma uczulenie na pyłki lilii. – odpowiedziała wtulając się w Szczęsnego.
            Wojtek zaczął całować Raniewską, a z każdą chwilą pocałunki były coraz zachłanniejsze. Pożądanie wzięło górę. Wziął ją na ręce zaprowadzając do sypialni. W powietrzu zaczęły wirować  ubrania. Najpierw koszulka studentki, a później Szczęsnego.
-Wylądujemy przez to w piekle. – zauważyła Raniewska mówiąc między pocałunkami.
-Skoro i tak skończę w piekle, to po drodze mogę trochę zaszaleć. – stwierdził uśmiechając się od ucha do ucha. W jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki, dzięki którym wyglądał przeuroczo. Szczęsny zbliżył się do Rozalii całując jej całe ciało… +18


+++ 
OMG. Nareszcie mam internet. Bardzo was przepraszam ze tak późno ale przepisywanie rozdziału na telefon i wstawianie go na telefonie było by po prostu idiotyzmem.
Ten rozdział nie wyszedł. Zawaliłam na całej linii, dlatego w kolejnym postaram się wymyślić coś bardziej ciekawszego. Ostatnio miałam drobny wypadek, i w dalszym ciągu dochodze do siebie dlatego tez mam lekko zdołowany nastrój. Nastepny postaram się dodac w weekend. Pozdrawiam i dziękuję za tak miłe komentarze <3
Chwale się wszystkim, więc wam też. Jestem ciocią, po raz kolejny! Nicola jest w naszej rodzinie od 21 października. Cieszmy się albowiem powiększyła się mi rodzina. 
Themalkina. 

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 22

Jeśli mnie nienawidzisz, nienawidź mnie ze względu na to kim jestem, a nie z powodu tego co mówią inni...

Nastał kolejny czerwcowy dzień. Cieple promienie słońca świeciły nad wysokimi wieżowcami. Niebo było bezchmurne, a panorama miasta wyglądała jak na typowej widokówce zrobionej w najlepszym ujęciu. Temperatura na termometrze wskazywała kilkadziesiąt stopni ciepła. Był to jeden z najcieplejszych dni tego roku w Madrycie.
Maja siedziała w krótkich spodenkach i cienkiej bluzce na blacie kuchennym próbując zrozumieć cokolwiek z hiszpańskiego radia.
-Co mi z tego ze wy gadacie po hiszpańsku. Mów po polsku, angielsku przynajmniej. Zrozumieć się was nie da w ogóle!- skarżyła się maja.
-Majka, nie krzycz tak, oni i tak cię nie usłyszą -zauważył mężczyzna stojący w progu.
-No ja to wiem, pan to wie, oni pewnie też ale ja nie rozumiem co oni tam gadają, nawet piosenek normalnych nie puszcza, tylko takie co na telenowelach meksykańskich lecą. Jak tego słuchać można ?!
- Chcesz trochę soku?- zapytał sięgając po napój. Dziewczyna pokiwała twierdząco głową, po czym usiadła na krześle. - Maja, powiedz mi, co się dokładnie stało między moja córka a tym chłopakiem?- dziewczyna spuściła wzrok wzruszając ramionami. - jestem stary, ale nie aż tak żeby uwierzyć tobie ze Rozalia nic ci nie powiedziała. Wy dziewczyny zwierzacie się sobie z takich spraw?
-Co to miało znaczyć? To ze jesteśmy kobietami nie oznacza ze stosujemy się do stereotypów. -Powiedziała oburzona. Brunet uniósł znacząco brwi patrząc na studentkę. -No przecież mowie ze nic nie wiem. Nic a nic.
-Majka, ile razy próbowałaś mi wcisnąć taki kit?
-Jaki kit? Ja o niczym nie wiem!- upierała się -no dobra -wycedziła zła -na palcach u jednej ręki bym nie zliczyła.
-Ile razy je uwierzyłem ?
-No to juz bym zliczyła mając tylko jeden mały paluszek.
-A teraz mów co i jak. Chce wiedzieć co ja skłoniło do przyjazdu do Hiszpanii.
-Madryt to śliczne miasto a po za tym tęskni za ojcem
-Majko mów mi tutaj zaraz wszystko. Kawa na ławę !
-No bo.... Ja tak na prawdę nie wiem. Bo... No... Rozalia mówiła ze coś tam coś... Pokłóciła się z Wojtkiem. Nie wiem o co im poszło bo z niej wydobyć cokolwiek to na prawdę wyczyn. Ma to po panu. Córeczka tatusia, jak w mordę strzelił!
-A jak tam u ciebie?-
w porządku. Nie jestem pamiętliwa dlatego jak spotkam na ulicy Brandona to go rozszarpie.
-A może nauczyć cię samoobrony? -zaśmiał się Tadeusz
-Nie, chociaż. Nie, trenowałam na poduszce. Powinno wystarczyć.
Oboje wybuchnęli nie pohamowanym śmiechem. Maja dla Tadeusza była jak druga córka. W dzieciństwie widywał ja prawie codziennie. Od małego przyjaźniła się z Rozalia. Zawsze była pyskata, pewna siebie i roztrzepana. To właśnie sprawiało ze pomimo jej wybuchowego charakteru była osoba której można było zaufać, oraz zawrzeć przyjaźń na całe życie.


         „Abonent czasowo niedostępny”- powtarzał się komunikat za każdym razem gdy próbował dodzwonić się do Rozalii. Od tygodnia nie dala znaku życia. Ona, a nawet maja nie odbierała telefonu. Szukał ich wszędzie, odważył się nawet zadzwonić do mamy z pytaniem czy aby przypadkiem dziewczyna nie jest u dziadka. Jednak i to nie przyniosło większych efektów. Domyślał się ze jej nagle zniknięcie ma związek z Agnes, niestety jego ex była nieobliczalna i nieuchwytna. Raz zjawiała się niczym duch, by po chwili zniknąć i pojawić się gdy wszystko w jego życiu się układa. Tak jakby wcielony demon zła.
-Wojtek, co ty zamierzasz zrobić ?-zapytał Łukasz stojący na czatach.
-nic po prostu powiedz mi jak z tamtych drzwi wyjdzie taka babka z trwała. -wyjaśnił Szczęsny próbując otworzyć drzwi do mieszkania studentek.
-O jak dobrze ze pana widzę, panie Łukaszu. - powiedziała kobieta stając na przeciwko bramkarza.
Próbował ostrzec Wojtka przed natrętna sąsiadka , ale niestety chłopak był tak skupiony na otwieraniu drzwi przy pomocy wsuwki ze nie słyszał chrząkania Fabiańskiego
-Ja panu mowie. On miał ze 2 metry wzrostu! Wypytywał czy nie widziałam panienki Rozalii, ale ja mu nic nie powiedziałam. Ja plotkara nie jestem, a to ze widziałam jak wychodzi z walizka to inna bajka.
-Kiedy to było?
-A w ubiegły czwartek . Ale sklerotyczka jestem i dni mi się juz płatają.-wytłumaczyła gestykulując przy tym niemiłosiernie
Kobieta opowiedziała jeszcze kilka plotek o sąsiadach i poszła gawędzić z panią z mieszkania obok
-Otworzyłeś ?
-Nie, na filmach to jakoś szybciej wychodzi.
-Masz klucz
-Skąd go masz ?!
-Był pod wycieraczka geniuszu
Chłopaki zaczęli szukać jakiejś informacji, listu tłumaczącego nagle zniknięcie Polek. Łukasz przeszukiwał kuchnie, gdy Wojtek zabrał się że sypialnie Raniewskiej. Zadziwiający porządek panujący w jej pokoju ułatwił przeszukiwanie. Kolejno zaglądał do szafy, szafki nocnej
I w końcu do biurka. W pierwszej szufladzie znalazł zaadresowany list. Był otwarty, widać było częściowo zawartość. Z lekkim wahaniem wziął priorytet do ręki. Wyciągnął zdjęcia i w tym samym momencie nie dowierzał własnym oczom. On i Agnes. Agnes i on. W jego ciele zaczęła wrzeć złość. Zrozumiał co było przyczyna zniknięcia. Ostrożnie schował zdjęcia zatrzymując dwa dla siebie.
-Juz wiem dlaczego nasz aniołek telefonu nie odbierał. - powiedział Łukasz.
-To mnie oświeć
-Zostawiła telefon. -powiedział machając mu sprzętem przed oczami. -ona zawsze była roztrzepana. Dobrze ze królika na tydzień nie zostawiła.
-Tsaaaaa.
Miał mętlik w głowie od momentu znalezienia tajemniczego listu.


          Kilka godzin próbował skontaktować się ze swoja ex. Szukał w ulubionym klubie, sklepach, u "koleżanki" która doradzała jej prawie we wszystkim, ale na nic stały się jego starania.
siedział samotnie w swoim mieszkaniu z kieliszkiem i do polowy pelna butelka polskiej wódki. Każdy kieliszek był za zdrowie i powrót Rozalii.
kolejny kieliszek i kolejna fala przypływu złości oraz bezsilności. Dzwonek do drzwi. Nagły wzrost euforii i nadziei ze to może Raniewska wróciła. Otworzył drzwi, a naprzeciwko niego stała sylwetka Miller.
-No proszę, proszę kogo ja widzę-zaczął rozmowę Szczęsny.
-Część misiu. -przywitała się słodko brunetka
-Daruj sobie. Mamy do pogadania. -odparł oschło. - co ty sobie kurwa wyobrażasz?! -krzyknął rzucając na stół zdjęcia.
-ooo, widzę ze nasze zdjęcia są coraz bardziej popularne -odpowiedziała chamsko się przy tym uśmiechając
-Jakie nasze?! To jest tandetny fotomontaż. Bądź pewna ze tak łatwo się z tego nie wymigasz. Dobrze wiem ze to ty że tym stoisz.
-Skąd ta pewność? Skoro to tandeta to dlaczego ta twoja dziewczyna nie jest teraz z Toba? Nie kocha cię, pogódź sie z tym misiu.
-Zamknij sie! Kocham ja, a ona mnie. Nie zniszczysz tego. Mam nadzieję ze znikniesz raz na zawsze z mojego życia.
-To jest zerwanie. Wiedziałam ze długo ze sobą nie będziecie. Przede mną nie uciekniesz. Nie ma ucieczki, bo ja nie odpuszczę. Kocham cię. Ale nie bój się, będziemy tworzyć na prawdę szczęśliwy związek. Oczywiście jeśli ty nie zepsujesz tego.
-Czego ty ode mnie chcesz ? Pieniędzy?
-Ty nic nie rozumiesz. Pieniądze nie maja tutaj żadnej wartości.
-Jesteś okrutna manipulatora.
-Nie, to pożądanie jest okrutne. A ja cię pożądam.
-Zapomniałaś chyba ze ja jestem z Rozalia
-Z tego co wiem to wyjechała, bez pożegnania a ty nawet nie wiesz gdzi.
-Czego wiec chcesz?
-Ciebie?- odpowiedziała jakby była to rzecz oczywista.
-Chyba psychiatry. Jesteś porypana, szkoda tylko ze tak późno to zauważyłem.
-Wypraszam sobie!
-Wynos się z życia mojego i Rozalii. Przestań wysyłać mi maile, SMS, nachodzić mnie a tym bardziej Rozalię. Jeśli dowiem się ze wysyłasz jej jakieś chore zdjęcia pożałujesz. Rozumiesz? Ja nie żartuje, zgłoszę na policję sprawę o nękanie.
-Kpisz sobie ?
-Nie! A teraz wypieprzaj z mojego mieszkania!
-Wynoś się z życia mojego i Rozalii. Przestań wysyłać mi maile, SMS, nachodzić mnie a tym bardziej Rozalię. Jeśli dowiem się ze wysyłasz jej jakieś chore zdjęcia pożałujesz. Rozumiesz? Ja nie żartuje, zgłoszę na policję sprawę o nękanie.
-Kpisz sobie ?
-Nie! A teraz wypieprzaj z mojego mieszkania!- wycedził zirytowany wyrzucając Miller za drzwi.
Oburzona tupnęła noga i poszła przed siebie.


          Przemierzała uliczki Madrytu. Słońce oświecało delikatna twarz Rozalii. Z każdym podmuchem wiatru jej długie, czarno czekoladowe włosy wirowały wokół jej twarzy.
-Buenos díaz - krzyknęła Rozalia wymijająca rowerem starszego pana.
-Buenos días - odpowiedział jej mężczyzna otwierając furtkę.
Szybko oparła swój rower o drzewo i pobiegła na gore.
-Cześć tato!- przywitała się Raniewska wbiegając do mieszkania
-Rozalia za niedługo te drzwi wypadną z zawiasów! Nie strzelaj tak tymi drzwiami -pouczył ja Tadeusz
-Tak oczywiście tato, ale i tak się juz nie zmienię. Idziesz dziś do pracy? -zapytała
Weszła do pokoju ojca stając w drzwiach, opierając się o futryne. Patrzyła się na niego jak z pełną dokładnością zawiązuje bordowy krawat.
-Łubie cię w mundurze. - powiedziała uśmiechając się szeroko.
-Masz bardzo przystojnego ojca, prawda? - odpowiedział
-Ta twoja skromność tato. Ale na serio podobasz mi się w tym mundurze.
-Nie wieże ci.- zaśmiał się stając na wprost Rozalii.
-Doprawdy? - skrzyżowała ręce spoglądając na niego. -fajnie być znowu w Hiszpanii. Strasznie za Toba tęskniłam - przytuliła ojca
-Ej, kochanie czas wzruszeń?- zapytał się jej, całując w czoło.
-Chciałabym być znowu twoja mała córeczka.
-Jesteś nią cały czas. I to się raczej nigdy nie zmieni.
-No przecież ze nie. Urosnąć juz nie urosnę. 165 zostanie mi do końca życia.
-Na starość sie jeszcze trochę zmniejszysz. -zaśmiał się
-No wiesz co! -powiedziała oburzona udając focha.


            Rozalia wzięła szybki prysznic i założyła luźne ciuchy. Swoje długie włosy wpięła w niestaranny koczek.
-Maja ale gdzie wy sie podziewacie?- dopytywał sie zdenerwowany Łukasz
-Łukaszku, ja jak obiecałam to nie wygadam. A ty się juz tak nie gorączkuj bo Rozalia ma się dobrze. -uspokajała go Kamińska
-No ja się bardzo cieszę ze ona jest bezpieczna i w ogóle ale... Co? Cicho ja mowie... Nie... Morda...
-Łukasz przekaz Wojtkowi, ze jeśli myśli, ze go nie słychać to jest jakiś pomylony.
-Mówiłem ze masz ośli glos, a majka słuch którego tobie brakuje!
-A przymnij się... -warknął Szczęsny opadając na kanapę.
-Majus, kochana przyjaciółko-zaczął bramkarz
-Kogo ty chcesz oszukać?
-No dobra chciałem być miły. Po pierwsze kiedy wracacie? Wiecie jakie to nieodpowiedzialne znikać tak z dnia na dzień? A Rozalia to juz w ogóle. Ciamajda telefonu nie wzięła.
-Znalazł się święty! -burknęła do słuchawki
-Po drugie jesteście w Hiszpanii, wracając do poprzedniego kiedy zamierzacie wrócić?
-Ej, chwiał moment. Dlaczego niby w Hiszpanii? -zapytała starając się uspokoić swój glos, na tyle aby brzmiał naturalnie.
-W Polsce was nie ma, bo Rozalia odwiedziła by dziadka, do ciepłych krajów nie pojechałyście ponieważ jak na dziewczyny zabrałyście że mało ciuchów. -oznajmił
-Geniusz-podsumowała blondynka
-Daj mi ja...- do telefonu próbował dostać się Wojtek
-Nie, zepsujesz mi mojego nowego iphona!
-Izłoma chciałeś powiedzieć raczej... Majka nie mam ochoty bawić się w kotka i myszkę, i latać po całym Londynie szukając was. Kiedy będziecie w Londynie, muszę porozmawiać z Rozalią.
-Chyba ona nie będzie zainteresowana ta rozmowa. Posłuchaj Szczęsny, poukładaj sobie sprawy z ta dziewczyna a dopiero wtedy tłumacz się Rozalii.
-Ja to wiem, Ty to wiesz, ale ona mnie słuchać nie chce. Proszę, kocham ja i...
-Jutro o 15 jesteśmy w Londynie. Tej rozmowy nie było. Część.
         Szczęsny oddal telefon właścicielowi, a sam zaczął realizować swój plan...

Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie ;x
WYBACZCIE mi to kilkudniowe spóźnienie i błagam nie piszcie w komentarzu mi ze jak nie dodam szybko rozdziału to sie powiesicie, to jest szantaż! ;D
Brak interpunkcji, spójności i zrozumienia. Jednym słowem "bazgroły bezsensu" jakby to określiła moja nauczycielka polskiego.
Kolejny będzie w.... nie wiem :( 
Domyślacie sie co kombinuje Szczęsny w następnym?

A dzisiejszy mecz Polska- Anglia na Wembley? No cóż tu dużo mówić i rozpisywać sie - klapa w wykonaniu Polaków. Mieliśmy kilka akcji na barmke przeciwnika, ale niestety nie umiemy tego wykorzystać. Wojtek najlepszy piłkarz meczu - moim zdaniem <3 - Wojtek bohater jak to na fb kilkukrotnie zauważyłam ;D 
ps. powiadomie "informowanych " jutro. dzis ide spac. Więc dobranoc mysiorki  <3

Wymaczcie mi ;X, 
Themalkina