piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 6



Jed­ne­go dnia umieram, by następne­go mieć siły do wal­ki. Jeśli kiedyś nie pod­niosę się, oz­nacza to, że zab­rakło mi wiary na lep­sze jutro... 


Kolejny raz budzę się z kacem. Trzeba pomyśleć nad zapisaniem się do AA, bo długo tak nie pociągnę. Wstałam, nawet nie patrzyłam do lustra, bałam się że się rozwali. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i rozczesałam włosy. Ubrałam się i ruszyłam w stronę wyjścia. Miałam ochotę  poleniuchować, ale nie chciało mi się siedzieć w domu. Przed domem stał nowy samochód z czerwoną kokardą. Spodziewałam się tego. Prezent od mojego cudownego "tatusia" szkoda tylko że nie mam prawa jazdy.  Było dosyć wcześnie, 9:30 to nie jest późno. Nie miałam bólu głowy po wczorajszym alkoholu, były tylko lekkie przyćmienia i zawroty głowy. To nawet lepiej, przynajmniej nie zmarnowałam kolejnego dnia swojego nudnego życia. Włączyłam muzykę i szłam przed siebie warszawskim chodnikiem. Najpierw błądziłam ciasnymi uliczkami, a później powędrowałam do hotelu. Sama nie wiem czemu tam poszłam. Jakoś nigdy specjalnie za nim nie przepadałam, no może za tarasem z mnóstwem kolorowych kwiatów i fontanną.  A po drugie chciałam zobaczyć w jakiej formie jest Łukasz po wczorajszym przyjęciu. Dowiedzenie się w jakim jest pokoju nie było problemem. Najgorsze było wejście na 4 piętro schodami. Mordęga po prostu...                                                                                                                                            Pokój był prawie na samym końcu, na szczęście znając bramkarza nie zamknął drzwi na klucz. Weszłam nawet nie pukając, jakoś nigdy się tego nie potrafiłam nauczyć.
-Czeeeeeść –zamurowało mnie, przeżyłam szok. W pomieszczeniu walały się porozrzucane ciuchy, korki na stole, butelki i puszki po pepsi, oraz inne gadżety. Byłam ciekawa z kim dzielił pokój. On nigdy sam nie doprowadził by do takiego syfu – Co tutaj się stało?- zapytałam głośno. Nagle z szafy wyszedł Łukasz z Robertem. Trzymali w ręku kamerę.
-Bądź ciszej – próbował uciszyć mnie Lewy
-Bo…? Co tu jest grane? I dlaczego byliście oboje w szafie? – zapytałam, nadal byłam wstrząśnięta tą sytuacją.
-Bo nagraliśmy śpiew Wojtusia pod prysznicem. Teraz mamy nad nim przewagę – parsknął śmiechem
-Nagraliście?! Pokaż – krzyknęłam. Chciałam zobaczyć jak ten dureń potrafi śpiewać. Po odsłuchaniu, muszę przyznać że do Presleya mu daleko, ale wychodzi mu to lepiej niż Piszczusiowi i Kubie na wczorajszej zabawie. – Myślałam że będzie gorzej – powiedziałam z nutą smutku w głosie
-Jak na niego, nie jest źle- wydukał Fabiański. -  A co ty  tutaj robisz? I puka się, jak się wchodzi
-Oj no wiem, ale jakoś nikt mnie tego nie nauczył – uśmiechnęłam się do niego- a poza tym dziś chyba wracasz do Anglii. Tak?
-Eee – podrapał się po głowie – No, samolot mam o 20.
-No więc, chciałam z Tobą spędzić jeszcze troszeczkę czasu. Chyba nie masz nic przeciwko? – zapytałam się.  Znałam odpowiedz tego pytania, ale chciałam mieć pewność że nie.
-Chodź tutaj – przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Po woli zaczęło mi brakować powietrza, jego uściski  były zdecydowanie za silne! - a tak w ogóle to jak ci się spało? Nie mogłem znaleźć piżamy, bo bym cię w nią przebrał- zaczął się śmiać
-A więc to ty mnie odprowadziłeś- krzynęłam wskazując na niego palcem
-No sama to byś na pewno nie dała rady
-Mówiłam ci już że cie kocham?
-Dziś jeszcze nie- uśmiechnął się perliście
-No to ci mówie głuptasie - wtuliłam się w niego. 
Staliśmy tak przez pewien czas, dopóki z łazienki nie wyszedł Wojtek w samej bieliźnie. Nie mogłam oprzeć się by mu podokuczać.
-Widzę że skorzystałeś z mojej rady i zainwestowałeś w męską bieliznę. Szkoda tylko że ze spongebobem – zaśmiałam się. Twarz jego i Roberta była bezcenna. Łukasz chyba sobie darował pytania na ten temat, znał mnie nie od dziś i wiedział że lepiej nie widzieć o mnie wszystkiego.
-Co ona tutaj robi?! – powiedział, a raczej wykrzyczał to do swoich współlokatorów, stojąc w samych bokserkach.
-Ona ma imię, Wojtek- upomniał go Fabian
-No właśnie, a więc widzę że masz bardzo fajnego kolegę w pokoju, nie pomijając tego czegoś co tam stoi – wskazałam na Szczęsnego, zapanowała grobowa cisza – Coś napięta atmosferka się zrobiła, więc  jak się będę zbierać. Nie chce żeby ktoś w szpitalu wylądował – wycedziłam
-Weź wyjdź i nie wracaj – powiedział blondyn
-A jak wrócę to co? Tyłek mi skopiesz? Czy pojedziesz z ciętej riposty, jak wczoraj, dodając że rodzice mnie nie kochają? Znam cię nie całe 2 dni, a mam wrażenie że jesteś skończonym chamem.
-Co ty jej zrobiłeś? – uniósł się mój przyjaciel, spoglądając na kumpla.  Był zły, nawet nie chce wiedzieć, co mogło się stać, gdybym go wtedy nie uspokoiła. Szczęsny próbował coś powiedzieć, ale go uprzedziłam…
-Nie ważne słońce. Ja uciekam, nie chce wam przeszkadzać.  Obiecaj mi tylko że nic nie zrobisz – popatrzyłam na niego. Był osobą na której zawsze mogłam polegać, dlatego nie chciałam aby kłócił się ze swoim znajomym z mojego powodu
-Dobra, niech będzie. Spotkamy się jeszcze przed wyjazdem – przytulił mnie, a ja dałam mu buziaka w policzek. Musiałam stanąć na palcach, bo ledwo dosięgałam.  Pożegnałam się jeszcze z Robertem, a Wojciecha ominęłam szerokim łukiem.    
                         
'~'~'~'
      
            Czas uciekał mi dziś  nieubłagalnie, miałam trening i jeszcze pożegnanie z przyjacielem. Najgorsze było to, że nie będzie go przy mnie, kiedy będę go potrzebowała. Kto wie, może jutro przeżyje załamanie nerwowe, albo powieszę się na krawacie ojca. Coraz częściej przez moją głowę przechodził pewien pomysł. Myślałam nad tym jak to by było gdybym podjęła studia w Hiszpanii lub Anglii. Oba języki znałam perfekcyjnie. Do tego pierwszego kraju miałam pewien sentyment. Może dlatego że tam po raz pierwszy się tam zakochałam? Nie wiem…  Ale w Barcelonie nikogo nie znałam, a w Londynie miałabym przynajmniej Łukasza. Chociaż on i tak by był całymi dniami zajęty swoimi treningami, meczami i innymi duperelami.
            Po skończonych zajęciach tanecznych, prowadzonych przez Lizę byłam wyczerpana. Od dawna się tak nie zmęczyłam. Cieszę się że zrezygnowałam z tańca towarzyskiego, to przereklamowane. Bo kto normalny tańczy z partnerem na co dzień? Chyba tylko kompletny idiota, a hip-hop zawsze jest na czasie.
            Dochodziła 19, więc musiałam się sprężać, żeby zdążyć rozstać się na długi okres z przyjacielem.  Szybko schowałam telefon do kieszeni, poprawiłam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Na szczęście przystanek autobusowy był tylko 10 minut drogi od mojego domu. Podróż busem zleciała w mgnieniu oka. Nie całe półgodziny później byłam na lotnisku. Błądziłam wzrokiem po zupełnie obcych mi ludziach, w poszukiwania Fabiana. Nagle zauważyłam go, siedział samotnie słuchając muzyki.  Podeszłam do niego, stałam przed nim tak parę dobrych chwil. W pewnym momencie spostrzegł się że stoję przed nim. Uśmiechną się perliście po czym zapytał:
-Długo tak tu stoisz?
-Wystarczająco żeby stwierdzić że mam porąbanego przyjaciela- wyszczerzyłam swoje ząbki
-Ty to potrafisz dobić człowieka. Z pozoru taka grzeczna, a jak się lepiej pozna to wredna dla każdego
-Kocham cię, mój kochany Łukaszku. Będę tęsknić – wtuliłam się w niego
-Nie tylko ty mała. Przyjedz do mnie, jak będziesz mieć trochę wolnego. Sam się zanudzę na śmierć, a tak będę miał rozrywkę – wycedził spoglądając na mnie
-I kucharkę – zaśmiałam się. Dobrze wiedziałam że chodzi mu tylko o moje pyszne muf finki i naleśniki
-Ty to powiedziałaś – po tych słowach w głośnikach na lotnisku usłyszałam „Pasażerowie odlatujący do Anglii proszeni…”
            Nadszedł czas którego bardzo nie lubiłam. Było mi przykro że będę musiała się z nim rozstać aż do grudnia. W każde święta widujemy się, robimy gorącą czekoladę i gramy w pokera. Zawsze przegrywam, ale to tylko szczegół . Był wtedy tylko dla mnie…
-Już czas na mnie- powiedział ze smutkiem
-Wiem, ale nie chce zostać sama-  w kącikach moich oczu było widać świecące się małe kropelki
-Nigdy nie zostaniesz sama, masz Majkę, Polę, Piotrka i całą resztę. Nie zapominając o mnie – zaśmiał się – Zawsze będę przy tobie, jasne?
-Jak słońce- próbowałam żeby mój głos wyglądał naturalnie ale coś mi nie wyszło – Leć już bo się spóźnisz, i będziesz musiał znosić moje towarzystwo przez kolejne godziny-uśmiechnęłam się
            Łukasz poszedł, odprowadziłam go wzrokiem do bramki, później gdzieś przepadł. Ja wróciłam do domu, włączyłam sobie piosenki i sprawdziłam różne strony internetowe. Nic chciało mi się nic robić, więc poszłam spać.

+Następnego dnia

            Obudziłam się o 7, musiałam wziąć prysznic i przebrać się w coś czystego. Na polu panowała paskudna pogoda. Brak słońca i lejący się ciągle deszcz jeszcze bardziej mnie dobiły. Poszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Byłam głodna, w lodówce był tylko ogórek i sok pomarańczowy. No ale lepsze to niż nic… Na stole leżała karteczka z napisem „Przyjdź do hotelu jak wstaniesz, czekam na Ciebie. Mama”. No super, jeszcze brakowało mi tego żeby ona bardziej popsuła mi humor. Zjadłam warzywo i udałam się do swojego pokoju po rzeczy. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić na taki deszcz, ale wolałam iść się stawić na dywanik, niż później słuchać kilkugodzinnego monologu mojej matki.
            Na podjeździe czekał na mnie szofer hotelowy. Miałam szczęście że nie musiałam moknąć, a potem znowu prostować włosy. Jak na tak wcześnie rano, były dosyć duże korki, przez co na miejscu byliśmy jakieś półtorej godziny później. Zastanawiałam się co znowu zrobiłam nie tak.
            Weszłam do gabinetu rodzicielki jakby nigdy nic się nie stało. Stałam w drzwiach i tępo wpatrywałam się w nią. Jako pierwsza odezwałam się ja:
-Czego ode mnie chciałaś?
-Musimy porozmawiać, ale nie tutaj. Chodź za mną – Judyta wyszła z pomieszczenia, kierując się w stronę jadalni. Przy stoliku czekał na nas „ojciec”, z jakimś pudełeczkiem w ręku. Ciekawiło mnie co to może być.
-Witaj córeczko- powiedział
-Daruj sobie- odburknęłam, nie chciało mi się z nimi rozmawiać i wysłuchiwać ich genialnego planu na moją przyszłość.
            Po kilkunasto minutowej rozmowie miałam dość. Odpowiadałam im pół słówkami więc to nawet nie była rozmowa. Rozśmieszali mnie swoimi pomysłami. Chcieli żebym poszłam na marketing i zarządzanie, albo jeszcze lepiej na hotelarstwo. Ja miałam już plany związane z moim życiem. I chciałam je spełnić.
-Kochanie, a co ty na to żebyś zamieszkała ze mną w Madrycie? Mogłabyś podjąć tam naukę na uniwersytecie- wręczył mi pudełeczko, w którym były klucze – powiedział z nadzieją w oczach Tadeusz
-Chyba sobie żartujesz- wybuchłam śmiechem. Czy on naprawdę myślał, że jest aż tak głupia żebym wprowadziła się do niego?! Kochałam go na swój sposób, przecież wychowywał mnie. Ale nie umiałam mu już zaufać jak dawniej, miałam w nim oparcie, zawsze mnie wspierał, nawet po tym jak prawda ujrzała światło dzienne. Mimo to nie potrafiłam odbudować z nim więzi takiej jak dawniej.
-Dlaczego tak uważasz?- odezwała się moja mama, popijając wino
-Bo nie jestem idiotką żeby z nim zamieszkać. Wiem że jestem kapryśna i w ogóle, ale chce uczyć się tam gdzie ja chce. A po za tym ja jestem dorosła, i sama zdecyduje co chce robić- na twarzy ojca pojawił się smutek. Miałam to gdzieś, dlaczego oni nie rozumieli, że nie jestem już  dzieckiem które potrzebuje rozpiski zajęć na każdy dzień?!
-O to ciekawe – odpowiedziała z ironią matka – Rozalia ma plany na przyszłość. Jestem ciekawa co chcesz robić, skoro nie masz nawet pieniędzy na wynajęcie kawalerki, nie wspominając już o płaceniu rachunków.
Chciałam coś jej powiedzieć, żeby zbić ten jej uśmieszek z twarzy, ale uprzedził mnie Tadek.
-Co zamierzasz więc robić? Gdzie  chcesz się dalej kształcić?
-Zacznę studia albo w Londynie, albo w Barcelonie. Wiem że chcesz się mnie pozbyć z Warszawy – zwróciłam się do matki – dlatego kup mi mieszkanie, opłać uczelnie i daj na moje zachcianki. Zniknę ci z oczu na 4 lata, później sobie poradzę
-Muszę się zastanowić czy zasługujesz na to. Poza tym masz mnóstwo szkół gdzie indziej. Dlaczego akurat Anglia i Hiszpania, co?- dopytywała się
-Kup jej ten lokal, ja dam na utrzymanie – zaproponował tata
            Nastała chwila ciszy,  matka wpatrywała się w swojego ex, tak jakby miała za chwilę go zabić. Nie lubiła gdy ktoś nie odpowiadał na jej pytania. Po dłuższej chwili zgodziła się, stawiając mi warunki. Nie wiedziałam wtedy co tak naprawdę zamierzam robić w przyszłości. Przecież to jest głupie, że trzeba już teraz wybierać  co się chce robić przez kolejne 50 lat.
 W mojej głowie kłębiła się pustka. Musiałam z kimś pogadać. Pierwszą osobą która przyszła mi do głowy był Dawid. Wykręciłam szybko jego numer i przyłożyłam telefon do ucha. Po trzecim sygnale, w słuchawce odezwał się męski głos:
-Halo?
-Masz czas?– zapytałam
-Hej Dawid, miło cię znowu słyszeć. Stęskniłam się-  wypatoczył
-Ja ciebie też kocham. Co robisz?
-Aktualnie zarabiam pieniądze
-Czyli siedzisz w psychaitryku, zamknięty w czterech ścianach, słuchający problemów jakiś pieprzniętych wariatów
-No coś w tym stylu, coś się stało że dzwonisz?
-No nie, to znaczy tak…  Postanowiłam iść na studia. Ale… boje się że sobie nie poradzę – odpowiedziałam
            Rozmawiałam z nim jeszcze przez dobre czterdzieści minut. Nadal nie wiedziałam czy studia w Barcelonie to dobry pomysł, przecież ja tam nikogo nie znałam. Natomiast w Londynie miałam kilkoro znajomych, Łukasza i była możliwość że pojedzie ze mną ktoś z moich kumpli. Znali angielski, oceny też niczego sobie wiec czego chcieć więcej?
            Poszłam od Piotrka. Miałam nadzieje że będzie w domu.  Chciałam wynudzić się na jakiejś durnej komedii romantycznej. Wysłałam mu wcześniej sms żeby nie był zdziwiony moją obecnością. Drzwi otworzyła mi jego młodsza siostra, Kasia. Trzynastolatka zaprowadziła mnie do salonu, gdzie czekał na mnie Piotruś.
- Hej
-Cześć – przywitał się Piotrek – Wyglądasz jak zmokła kura – zaśmiał się. Fakt, byłam cała przemoczona, ale co miałam zrobić skoro cały czas pada?
-Może od razu kwoka? – powiedziałam z ironią – Co robisz? – zapytałam podchodząc do niego.
-Dostałem list z uczelni, i boje się go otworzyć
-Nie ma się czego obawiać, na pewno zostałeś przyjęty – pocieszyłam go. Miał najlepsze wyniki na maturze, nie było opcji ze się nie dostał
-A co jeżeli mnie tam nie chcą?
-Nie zdziwiła bym się jakby mnie nie przyjęli, ale ciebie? Nie żartuj! Pokaż mi to- wyrwałam mu z ręki kopertę, i zaczęłam ją czytać. Z szybkością światła rozpoczęłam przeglądanie dokumentów. Na samym końcu było dopiero napisane co kol wiek o przyjęciu na uniwersytet jakiś tam – Dnia jakiegoś tam, bla, bla, bla… Z przyjemnością informujemy że dostał się pan na nasz uniwersytet… Słyszysz? Dostałeś się – krzyknęłam do niego
-Nie wierze! Przyjęli mnie! – był naprawdę szczęśliwy. Podszedł do mnie i zaczął obracać się razem ze mną wokół własnej osi. Dawno nie widziałam go w tak dobrym humorze.
-A więc… - zaczęłam
-A więc… co?
-Co mamy zamiar robić?- zapytałam
-Eee może FIFA?- zaproponował
-Chyba sobie żartujesz
-Zapomniałem że nożnej nie tolerujesz
-Nie to że nie toleruje. Po prostu to jest bezsensowny sport. Kopiesz piłkę, strzelasz gole i to jest chyba wszystko. A i tak meczów się nie wygrywa. Wobec tego po jaką cholerę oglądać coś takiego?! No proszę cie nawet Euro nie wygraliśmy.- powiedziałam spoglądając na niego. Naprawdę nie kapowałam za co można kochać tak ten sport. Banda kretynów uganiająca się za piłką i nic więcej.
-Skoro to taka beznadzieja to po co przyjaźnisz się  z Łukaszem? – wycedził. Totalnie mnie to zaskoczyło, okej, zawsze był zazdrosny o niego, ale nie spodziewałam się że kiedyś coś takiego mi powie.
-Nie przyjaźnię się z nim z powodu piłki. Jeśli to był by powód naszej znajomości, to pewnie nawet by się nie zaczęła. Jest dla mnie kimś ważnym, tak samo jak ty i reszta- uśmiechnęłam się do niego promieniście. W tej chwili jego kąciki ust podniosły się minimalnie do góry – Pomagał mi w trudnych chwilach. Jest takim starszym braciszkiem, jak Dawid, tylko z nim nigdy się nie kłócę.
-To może ps3, a później komedia albo powtórki meczów ręcznej?
-Kuszące… Ale najpierw zróbmy sobie popcorn, bo później znowu będziesz zatrzymywał grę.
-Okej, ale  i tak nie masz szans pokonania mnie
-A zakład że tak? – na mojej twarzy malował się podstępny uśmieszek. Wiedziałam że nie mam z nim szans, ale i tak lubiłam sobie pograć.
            Po kilku godzinnej strzelance i graniu w wyścigi samochodowe byłam wyczerpana. Nie czułam własnego kciuka. Widocznie nie jestem do tego tak przyzwyczajona jak Piotr. Nie wyglądał na zmęczonego, a wręcz przeciwnie. Postanowiliśmy włączyć durną komedie romantyczną, kończącą się na happy Endzie. Tego typu filmy zawsze mnie rozśmieszały swoją fabułą. Od samego początku było wiadomo co będzie na końcu.
          
+Kilka godzin później

           Piotruś odwiózł mnie pod dom, przynajmniej nie musiałam iść ciemnymi uliczkami. Rozmawialiśmy jeszcze przez dłuższą chwilę o typowych duperelach. Nadawaliśmy na tej samej fali, dlatego nigdy nie kończyły nam się tematy do dyskusji. Ostatnio  nawet zaczął oglądać „Pamiętniki wampirów”, byłam zaskoczona bo jeszcze nie spotkałam chłopaka który by to lubił. Traktował to za pewne jak zwykły film dla zakochanych w braciach Salvatore lasek. Minęła północ, a ja nadal siedziałam na przednim fotelu jego samochodu. Pora była się pożegnać. Za dużo rozmów i śmiechu jak na jeden dzień. Śmiech wydłuża nasze życie o 15 minut czy coś takiego, więc ja będę żyła wiecznie jak Edward Cullen…
            Po wejściu do domu, od razu powędrowałam do swojego pokoju. Musiałam wziąć szybki prysznic, umyć zęby i sprawdzić fb. Dałam Pysiowi jedzenie i zmieniłam wodę. Cieszę się że mam przy sobie cząstkę Łukasza. Króliczek zawsze będzie mi o nim przypominał. Był nawet troszeczkę do niego podobny.
Od jutra musiałam zastanowić się nad przyszłością, nie mogłam całe życie gnić w swoim pokoju, albo  w klubach nocnych. Nie mogę ciągle żyć przeszłością. Trzeba stawiać nowe kroki w stronę lepszego jutra. 
Chce coś osiągnąć, mieć własny mieszkanie, kupione za własnoręcznie zarobione pieniądze, i kogoś komu będę mogła powierzyć moje serce. Nie oczekiwałam niczego więcej od losu. Może jestem głupia, ale znudziło mi się życie ostrej imprezowiczki która ma wszystko w dupie. Dawna Rozalia dawała znaki, których nie dało się nie zauważyć. Z pozoru silna, a we wnętrz naiwna i samotna. Pomimo tego że zawsze miałam przyjaciół, którzy oddali by ze nie życie, czułam się opuszczona. Brakowało mi kogoś kto zaakceptował by mój charakterek i pokochał całym sercem. Może ten właśnie ktoś pojawi się już niedługo i sprawi że zacznę życie na nowo…?

+++
Mam nadzieję że wam się spodoba. Licze na szczere komentarze :)





czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 5

  By zapragnąć przyjaźni nie potrzebujesz wiele czasu, lecz sama przyjaźń jest owocem, który dojrzewa powoli. 


    Obudził mnie budzik w telefonie który zmyślał sobie dzwonienie o 8 rano. Nie miałam siły na wstawanie. Leżałam na łóżku, czułam jak powieki mi się zamykają. Nie miałam planów na dzisiejszy dzień, więc postanowiłam  posapać dłużej. Wstałam koło 10, miałam rozczochrane włosy, roztartą kredkę do oczu i nieświeży oddech. Nic mi się nie chciało, ale w końcu zostałam zaproszona na imprezę i pasowało by się jakoś pokazać. Nie chciałam przynieść wstydu Łukaszowi. Wzięłam szybki prysznic, rozczesałam włosy, umalowałam się i założyłam na siebie luźne ciuchy. Zadzwoniłam do Majki żeby poszła ze mną do centrum handlowego. Mogłabym iść sama, ale znając życie i siebie samą kupiłabym połowę sklepu z czego chodziłabym  w jednej bluzce lub trampkach. Dlatego nigdy na zakupy nie wybierałam się samotnie. Zawsze chodziły ze mną przyjaciółki, no ewentualnie Piotrek lub bliźniak bo Tomek zawsze wszystko krytykuje. Ale jednak dziewczyna zawsze wie jaki dodatek kupić do stylizacji, co ewentualnie oddać lub dokupić.



'~'~'~'

    Z przyjaciółka umówiłam sie w południe koło fontanny. Jak zwykle musiała  przyjść z obstawą. Byłam zła bo miałyśmy ten dzień spędzić razem, a nie z Radkiem. Pewnie znowu się pokłócą a ja będę musiała latać jak gołąb pocztowy do to niej, to do niego. Albo przekazywać informacje, o najpilniejszych rzeczach.
    Chodzenia nie było końca. Trzy godziny mierzyłam bluzki które będą pasowały mi do spodni. Dodatkami zajęła się Maja. A Radek poważnie mnie zaniepokoił, wybrał mi dodatki. To było dosyć dziwne, bo pasowały idealnie. Nie obyło się też bez monologu jego siostry, która uważała że one zupełnie nie pasują do mojego stylu. Więc wybuchła kłótnia... Ale nie tylko ja byłam zmęczona, oni również dlatego zaprzestali wymieniać swoje poglądy i zakopali topór wojenny.
    Po kilku godzinnym zwiedzaniu centrum handlowego, postanowiliśmy wybrać się do M'Donalda coś przekąsić. Zanim tam jednak dotarliśmy, zaważyłam bałwana którego wczoraj poznałam. Był w sklepie z bielizną, damską. To była dobra okazja żeby kogoś wkurzyć. Cały dzień byłam spokojna, więc należało mi sie na kimś wyżyć. Weszłam jako pierwsza, nie zwracałam na niego uwagi, udawałam że rozmawiam z Majką. Powiedziałam jej o całej sytuacji która wczoraj miala miejsce. Była zła  o to że jej tam nie było. Znając jej przebiegły charakterek za takie coś nasz piłkarzyna miałby nie małe kłopoty. Ja cieszyłam się ze jej tam nie było. Normalnie gorsza ode mnie. Ja wolałam mówić prosto z mostu, i walić cięte riposty, natomiast ona od razu przystępowała do rękoczynów.
    W końcy mnie zauważył. Gdzieś tam głęboko w mojej psychice roił się scenariusz tej rozmowy. Śmiać mi się chciało. Ale zachowałam powagę. Radek znikną gdzieś, podszedł do jakiejś dziewczyny i już nie wrócił.
-Ooo... Kogo ja tu widzę  - zaczęłam rozmowę. Wojciech tylko na mnie spojrzał, nie raczył mi odpowiedzieć. Ja mu się nie dziwię sama wymiękłabym przy takich teksach jakie wczoraj odpaliłam. -Fajna bielizna, męskiej nie było? - zapytałam, na jego twarzy widniał widok "what the fuck?". Nie miałam zamiaru popuścić mu tego co mi zrobił, dlatego ciągnęłam swój monolog dalej- Mam rozumieć że wybierasz sie na romantyczną kolację, ze swoim psem?
-Nie mam psa - był poważny, do tego stopnia że aż śmieszny - O co ci chodzi?- był nieźle wkurwiony. Coś chyba mu nie wyszło z kupowaniem bielizny. - Od kiedy mnie poznałaś miotasz pociskami jak Hitler gazem -  zatkało mnie, po prostu mnie zatkało! Jeszce nikt nigdy mi tak nie dogadał jak on. Zapowiadała sie niezła wojna. Ale nie musiałam główkować długo.
-Gdybyś nie wylał na mnie coli, i nie zachowywał sie jakby cię teleexpres potrącił, byłbyś znośny.
-Znośny?- powtórzył moje ostatnie słowo, chyba nie ogarniał co to znaczy.
-Znośny. Mam przeliterować? Z-N-O-Ś-N-Y! Jak nie kapujesz co to radzę udać sie do biblioteki po słownik języka polskiego.
-Weź zmień dilera
-Dasz namiary na swojego? - Aż się w nim zagotowało. Stał się trochu czerwony. Nie krył już sowjej wściekłości. 
-Ogarnij się dziecko, tobie płacą na to nawijanie jęzorem, czy to jest cecha wrodzona- wycedził z chamskim uśmieszkiem
-W tym sklepie jest tylko jedno dziecko, a mianowicie ono stoi przede mną. Ma koński zaciesz a w ręce trzyma różowy stanik - wyrwało się Majce. Wiedziałam że długo nie wytrzyma.
-Dzieciakiem jesteś ty! Ja przynajmniej mam normalny wzrost - powiedział oburzony. 
-Normalny? - zaczęłyśmy się obie śmiać, tak jak na zawołanie - Ty jesteś żyrafa nie facet. Może masz 2 metry, ale mi nie dorastasz nawet do kostek.- wycedził Majek
-Ja przynajmniej nie jestem rozpieszczonym, nie wychowanym dzieciakiem. Zachowujesz się jak by cię rodzicie nie kochali, i przez to wyzywasz się na innych
     To mnie zabolało, jeszcze nikt nie powiedział mi czegoś takiego. Dałam mu z liścia w twarz najsilniej jak potrafiłam. Stałam na przeciwko niego, jak słup soli, wpatrując się w niego. Do oczu napływały mi słone łzy. Nie znał mnie, nie miał prawa tak mówić! Co on sobie wyobrażał?  Że jak jest wielce sportowcem z milionem na koncie to może wszystko?! Zwykły gbur, pozbawiony uczuć. Ja też je mam... Tak, mam uczucia, pomimo tego że nie okazuje ich za często. Płacz przy świadkach oznacza że jest się słaba, a ja nie jestem słaba. Skrzywdzona, samotna, zdradzona, oszukana. Z tym się zgodzę. Ale nie jestem bez silna. Nie teraz, nie w tym dniu, nie w tej sekundzie. Moje życie, moje błędy, sama doprowadziłam do tego stanu...    Mimo tego że nie wytrzymałam i z płaczem wbiegłam do łazienki, zostawiając ich samych byłam dumna z tego że chociaż raz pokazałam że nie dam się tak łatwo podejść. Wojnę na ciętą ripostę zwyciężę ja!
     Siedziałam skulona w kłębek w zamkniętej ubikacji. Ryczałam, gorzko płakałam, bo w końcu ktoś powiedział mi prawdę w żywe oczy. Bez złudzeń, bez kłamstw. Ludzie są podli, mówią prosto z mostu, i kłamią gdy tylko nadejdzie na to okazja. Ale dlaczego zawsze ja dostawałam od losu w dupe? Nie ma tygodnia bez kłótni, wyzwisk i płaczu. Pomijając już jakiekolwiek szczegóły. Wredna rzeczywistość nie docierała do mnie, nie miała jak się przebić przez grubą otoczkę ściemy. Brakowało mi matczynej miłości, miłości i osoby która powiedziała by mi " Będzie dobrze córeczko, damy radę. Kocham cię, zawszę będę cię wspierać".  
    Po jakimś czasie do toalety wparowała Majka i Pola. Pewnie musiała do niej zadzwonić w między czasie. Nie chciałam o tym rozmawiać. Nie chciałam rozdrapywać starych ran, i wałkować ciągle jeden i ten sam temat. Byłam cała rozmazana, tusz, puder, kredka były na całej mojej twarzy i nie tylko. Woda spływała mi po moich rozgrzanych do czerwoności policzkach. Sabina podeszła do mnie, przytuliła mnie mocno, nie pozwoliła mi się odepchnąć. Szarpałam się trochę, ale po chwili zaprzestała. One nie rozumiały że chciałam być sama. Ale po to są przyjaciele, oni nigdy cię nie zostawią. Położyłam głowę na ramieniu dziewczyny. Musiałam się przytulić i wyżalić. Polańska zawsze wiedziała co powiedzieć, by mnie pocieszyć. Pewnie dlatego chciała zostać pedagogiem. Wreszcie się uspokoiłam. Nie czułam już złości na Szczęsnego. Był tylko żal do samej siebie, że daje sobie tak w kasze dmuchać.  
    Jak zwykle w takich chwilach byłam  głodna, nie mówiąc już o Kamińskiej. Zrezygnowałyśmy jednak z M'Donalda i poszłyśmy w trójeczkę do pizzeri "Paolini". Nasza ulubiona restauracja gdzie zawsze była miła atmosfera. Weszłyśmy do środka kierując się do baru. Zamówiłam sok z czarnej porzeczki i pizze na pół z Polą. Rzuciłam swoje torby na kanapę i udałam się po swój soczek.  Nagle zauważyłam że w najciemniejszym koncie siedzi piłkarzyna co sie uważa za przystojnego. Patrzyłam się na niego z przebiegłym uśmieszkiem. Po mojej głowie chodził tylko jeden pomysł. Spojrzałam na sok, na Wojtka  i jeszcze raz na napój. Na mojej twarzy zagościł promienny uśmiech. Oczywiście Majka musiała skapować o co mi chodzi, bo od razu chciała mnie powstrzymać.
-Tylko nie rób tego  o czym ja myślę- powiedziała przestraszona Majka
-Spokojnie to tylko sok, najwyżej się nie spierze- wycedziłam nie patrząc się nawet na nią
    Szybkim krokiem podeszłam do jego stolika udając że potknęłam się o krzesło. Wylałam napój na jego biały podkoszulek, ale nie tylko, bo mokrą miał też twarz. Natomiast jego lalunia ubrudziła sobie swoją neonową, mini sukieneczkę. Był wściekły, nawet nie próbował opanować swoich nerwów. 
-Co ty kurwa robisz ? - rykną na cały głos
-Oj wybacz misiu, to było niechcący albo ... albo jednak chcący - uśmiechnęłam się do niego



-Wojtus słońce kto to jest ?- zapytała się jego dziewczyna

-Przypadkowa znajomość, która już chyba nigdy nie da mi spokoju - burknął nadąsany Wojtek
-Gdybyś nie chodził jak pomylony i nie zniszczył mi bluzki ta znajomość by sie w ogóle nie zaczęła
-Jak się ogarniesz i skończysz tą bezsensowną rozmowę daj mi znać będę czekać w samochodzie - odparła zdezorientowana panienka. Wychodząc trzasnęła drzwiami tak głośno, że myślałam że się rozwalą
-Widzisz ?! Gdzie się nie pojawisz robisz zadymę , odwal się ode mnie i daj mi spokój psychopatko ! - warknął
-Z wielką przyjemnością - ukłoniłam mu się by  wkurzyć go jeszcze bardziej. Nie zwracałam już uwagi co on tam mamrocze pod nosem, po prostu go wyminęłam i poszłam przed siebie. 
    Dumna ruszyłam w stronę swojego domu. Za mną biegły przyjaciółki. Musiałam się zatrzymać, gdyż nigdy by mnie nie dogoniły. Wypytały się mnie co to niby miało być. Zbyłam ich trochę, ponieważ nie chciałam psuć sobie humoru. Dziewczyny nie mogły iść na imprezę dlatego musiałam bawić się bez nich. Dobrze że chociaż Piotrek obiecał mnie podrzucić do tego klubu.      Dochodziła 18 więc postanowiłam że wezmę gorącą kąpiel, umyję włosy i dopiero wtedy zabiorę się za przygotowywanie do imprezy. Jak postanowiłam, tak i zrobiłam. Po godzinie moczenia się w wannie byłam gotowa do strojenia się. Nie ubierałam się elegancko, to nie w moim stylu. Postawiłam na wygodne i eleganckie ciuchy w których czułam się najlepiej. Nie przesadzałam też z makijażem, i tak bym sie rozmazała. O 19.30 przyjechał po mnie Piotruś. Sama nie wierzyłam w to że wyrobiłam się w za ledwie półtorej godziny. 
    Drogę do klubu "Tropicana" umilało nam radio samochodowe.  Mój przyjaciel miał szczęście, że miał tak fajnych rodziców. W końcu własny pojazd był o wiele lepszy niż chodzenie na piechotę.  Pod budynkiem byliśmy pół godziny później. Nie byłam jeszcze w tym miejscu nigdy. No ale cóż... kiedyś musi byc ten pierwszy raz. 
    Po wejściu  do klubu musiałam się przepychać żeby dojść do środka. Zauważyłam że koło szatni stoi Piszczek. Podeszłam do niego, bo i tak nikogo tu innego nie znałam
-Cześć - przywitałam się
-O cześć. Co ty tutaj.... aaaa- jakby mu się tak dokładnie przyjrzeć to był przystojny, nawet jak się nie uśmiechał. 
    Znam go dopiero od wczoraj a dogadywaliśmy się jakbyśmy zali się od lat. Rozmawiałam z nim przed dłuższą chwilę. Gawędzilibyśmy pewnie dalej, ale zauważyłam że pan Szczęsny nadchodzi, wolałam go unikać i nie pakować się w kolejną bójkę. Nie było nic ciekawego na tej imprezie, nawet Piszczuś ulotnił się gdzie. Postanowiłam wrócić do domu. 
-Rozalka, czekaj... gdzie uciekasz - zapytał Łukasz
-No nareszcie raczyłeś się pokazać- udałam oburzoną - Nie chce mi się tu siedzieć. Nie znam nikogo oprócz ciebie i tych z Borussii. A poza tym ten wasz bramkarz nieźle mi dziś wygarnął co o mnie myśli, wiec nie mam ochoty na imprezę
-Zaczekaj, przecież obiecałaś że spędzisz ze mną trochę czasu, tak dawno się nie widzieliśmy - Fabiański zrobił oczy a'la kiciuś ze Shreka. Nie umiałam się im oprzeć. 
-Zgoda, ale nie zostawiaj mnie samej. I tak mnie dziś wszystko wkurza- burkęłam 
-Mam niespodziankę. Chodź za mną- byłam troche przerażona? A może tak bardzo, bardzo przerażona. Nie lubiłam jego pomysłów. Jak coś wymyśli to strach się bać...
    Weszłam do sali, było pełno ludzi. Nagle stanęłam razem z nim na środku sali, goście zrobili wokół nas kółeczko, a w głośnikach było słychać "To tort dla naszej jubilatki. Wszystkiego najlepszego od Łukasza, przyjaciół, reprezentacji, no i oczywiście ode mnie". Po tym ostatnim słowie, domyśliłam się  że mówił to Wasyl. Ale nic nie przebiło "sto lat" w wykonaniu niemieckiego trio. Byłam szczęśliwa, sprawili mi ogromną przyjemność. Po zdmuchnięciu 18 świeczek, pojawił się mój prezent. Nie był zapakowany, wręcz przeciwnie. Fabian trzymał go na rękach. Był to króliczek, mały, rudy. Taki o jakim zawsze marzyłam. Na szyi miał karteczkę z napisem "Jestem Raniewski, Pysio Raniewski" 
-Dziękuje - pocałowałam przyjaciela w policzek- tak a pro po czyj to był pomysł? - wskazałam  palcem na karteczkę. 
-Tomka 
-Spodziewałam się tego-powiedziałam cicho -  Dziękuje wszystkim. Sprawiliście mi wielką niespodziankę. -odpowiedziałam do mikrofonu, który przystawił mi do ust Polski Czołg. 
     Przez cały czas nie schodziłam z parkietu, tańczyłam prawie ze wszystkimi na sali. Pomijając Wojciecha, bo z nim nie chciałam mieć nic wspólnego. Z resztą on był zajęty swoją panienką. 
-Sto lat dzieciaku- nagle poczułam jak ktoś za mną stoi. Był to Wojtek
-Po pierwsze baranie, nie jestem dzieciakiem! A po drugie twoje życzenia mam pod ogonem - uśmiechnęłam się do niego, tak żeby sobie w końcu poszedł. Tak właściwie takich ludzi nie powinno zapraszać się na imprezy. 
-To pewnie przez ten ogon, wyglądasz jak beczka 
-Daruj sobie. Może twoje sex panienki lecą na taką gadkę, ale ja nie. - powiedziałam stanowczo. Miałam ochotę wziąć butelkę czystej, rzucić sie mu na plecy i rozbić ja na tej jego makówce
-Chciałem tylko, żeby jubilatka zatańczyła ze mną, ale widzę że z tego planu nici
-Wolałabym wypruć sobie flaki, poćwiartować, ugotować, skleić je klejem i odstawić na miejsce, niż przetańczyć z tobą nawet pół minuty... Wybacz misiaczku, ale twoja dziwka na ciebie czeka. Pa, pa - pomachałam mu, i poszłam do baru. 
    Zamówiłam sobie kieliszek czystej, oczywiście nie skonczyło się na jednym. Nie piłam dużo. Może kilka kolejek z nowymi kolegami. Musiałam uczcić nowe znajomości. Nie szumiało mi w głowie i stałam o własnych siłach, wiec było bardzo dobrze. Praktycznie każdy wolny taniec przeznaczony był dla Łukasza, który nie chciał żebym mu nigdzie uciekła. Kto by pomyślał że jest aż tak dobrym tancerzem. Wybór koturn zamiast szpilek był wspaniały. Nogi mnie prawie nie bolały, więc mogłam szaleć dalej...
    Połowę ludzi na sali nie znałam, może kojarzyłam niektórych, ale tak żebyśmy byli na "ty" to nie. Zastanawiałam się tylko skąd oni mnie znają. Każdy zwracał się do mnie po imieniu, a ja jak głupia bałam się powiedzieć cokolwiek, żeby nie wyjść na idiotkę która nie zna polskich sportowców.
    Po kilku godzinnej potańcówce byłam wyczerpana. Ostatnią piosenkę spędziłam w objęciach Piotra. Ledwo trzymałam się na nogach, więc musiał odtransportować mnie do domu. Zapomniał oczywiście zabrać mojego królicza, to też postanowił się po niego wracać. Siedziałam na murku, gdyż nie dałabym rady ustać. Śmiałam się ze wszystkiego, nawet z tego  że potrafię ruszać własną ręką. Siedziałam taka sama na krawężniku z butelką jack'a daniels'a   , upajając się jej smakiem. Piotr nie wracał, ale nie przeszkadzało mi to. Byłam tak nawalona że nie wiedziałam jak się nazywam.
    Wtedy podszedł do mnie Kuba z Piszczkiem, byli równie uchlani jak ja.  Śmiałam się z nich, zataczali jajowate kółeczka. Zanim dotarli do mnie, Błaszczykowski otarł sobie podbródek o chodnik, zaklinając przy tym swoją teściową. Nie pamiętam tego dokładnie ale śpiewali jeszcze bodajże "I jeszcze jeden i jeszcze raz..." 
    Przysiedli się do mnie i razem śpiewanie wychodziło nam dużo lepiej... Ludziska po woli zaczęli opuszczać lokal, było już grubo po 4  nad ranem.
    Później pamiętam tylko że ktoś odwiózł mnie do domu i zaniósł do pokoju z króliczkiem. Tylko ciekawe kto to był, znał mój dom doskonale. Nie pomylił pięter, znał kod bramy wejściowej i drzwi które otwierały mój pokój...

+++
Rozdział trochę wcześniej, niż zazwyczaj, ale jutro nie będę miała czasu. Mam nadzieje że się wam spodoba ;) Kochani zostawiajcie komentarze w zakładce "Informowani" żebym mogła dokładnie wiedzieć kogo informować ;D




piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 4

  Żyj tak, abyś później nie bał się spotkania z własnym sumieniem  

  Po zejściu na dół, zauważyłam że na stole jest służbowy laptop Judyty. Z początku myślałam że wróciła  do domu, bo nigdy nie zostawiała swojego sprzętu bez żadnej opieki. W domu była zupełna cisza, dziewczyny pewnie się zmyły widząc Jerrego. Ciekawiło mnie dlaczego właśnie ten komputer stoi na ławie. Gdy podeszłam do niego, było włączone youtube i jakiś filmik podpisany "R. Raniewska o swoich problemach z matką". Nie dowierzałam, przecież to było nagranie z wczorajszej domówki. Postanowiłam obejrzeć go, ponieważ  nie miałam zielonego pojęcia, co za bzdury są tam nagrane. Z każdą następną chwilą oglądania, było mi coraz bardziej gorąco. Serce waliło mi jak młot i nie mogłam przełknąć nawet własnej śliny. To był horror. Nie pamiętałam żebym zwierzyła się komukolwiek o moich problemach z rodzicami, a w dodatku przed kamerą! Byłam wściekła, doskonale wiedziałam kto mnie podpuścił żebym się wygadała. Było mi przeraźliwie wstyd! Nie przez to że powiedziałam prawdę, ale przez to że teraz każdy dowie się dlaczego się zmieniłam, dlaczego nie jestem już tą uroczą dziewczynką co dawniej. Czułam się oszukana, kolejny raz. Ufałam Kamilowi, a on wykorzystał moją naiwność. Dobrze że nie było go teraz obok mnie bo wylądowałabym w więzieniu. Pewnie chciał sobie dorobić na boku moim kosztem. Ale ja mu tego nie odpuszczę. Nie tym razem.  Udawał że jest moim przyjacielem, a tak na prawdę jest zwykłym gnojkiem który chciał mnie upokorzyć, ośmieszyć  w oczach innych. Nie pamiętam kiedy byłam aż tak wściekła jak teraz. Moje nerwy były na skraju wytrzymania. Ze wściekłości rozwaliłam puste butelki po whisky, które stały w zasięgu mojej prawej ręki. Z wielkim hukiem rozbiły się o marmurową posadzkę. Wtedy do kuchni jak na zawołanie wparował Jerry. Był lekko zdezorientowany, bowiem nie wiedział co to był za hałas. Popatrzył na mnie i powiedział:
-Skoro obejrzałaś już nagranie, które zrobiło furorę w tanich szmatławcach, to teraz musisz pojechać ze mną
-Pewnie ja pojadę, wysłucham kazania matki, które jak się domyślam będzie trwało ze 2 godziny, a inni będą mieli ze mnie ubaw! - wrzasnęłam, nie panując nad sobą
-Musisz ponieść konsekwencje swoich czynów, jesteś przecież jesteś już osobą pełnoletnia. Teraz ty decydujesz o tym co będzie dalej. I ty zdecydujesz o tym czy twoja mama wywali mnie z roboty czy nie - Wycedził, było widać że martwi się nie tylko o swoją posadę, ale również i  o mnie
    Przewróciłam tylko oczami, i poszłam szybkim krokiem do samochodu, zatrzaskując mu przed nosem drzwi wejściowe, które o mały włos nie wypadły z zawiasów. Siedziałam na przednim siedzeniu, totalnie pogrążona we własnych myślach. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Doskonale wiedziałam czego będzie dotyczyć rozmowa z rodzicielką. W drodze do hotelu milczeliśmy, nikt z nas nie był w nastroju do pogawędki. Mój opiekun co chwila na mnie patrzył, chyba nie był pewny co mnie tak naprawdę dręczy. Nie pytał o nic. Nie był natarczywy jak inni, którzy chcą wszystko o wszystkich wiedzieć. Mimo że nie darzyłam go żadną sympatią, miał mój szacunek. Nie każdy potrafił by znosić moje wszystkie odpały, odzywki, i nieodpowiedzialność. No cóż ideałem to ja już nie jestem, ale mimo tego byłam inna od całej reszty ludzi na świecie.
    Gdy dojechaliśmy, musiałam wejść tylnym wejściem, gdyż przed drzwiami głównymi był tłum ludzi z biało-czerwonych szalikach, nie wspominając już o paparazzi. Wolałam nie pokazywać się nikomu na oczy, i tak gapili się na mnie jakbym była zombie. Zaraz po wkroczeniu na "teren wroga" z gabinetu wyszła Aśka, jej wyglądała na smutną i rozczarowaną. Domyślałam się że moja matka urządziła jej niezły wykład na temat "Co robić, a co nie i jak tego nie spieprzyć".
    W końcu weszłam do gabinetu właścicielki hotelu. Stała koło okna, ślepo wpatrując się przed siebie. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była opanowana, zimna. Jej proste plecy stwarzały pozory wyższości. Po chwili raczyła się odwrócić, najpierw głowa, później całe ciało. Opierała się o parapet wielkiego okna. Zielone oczy kobiety przepełnione żalem, rozczarowaniem i pogardą, jej długie, lekko podkręcone blond włosy i usta pokryte jasno koralową szminką ukazywały zimne i bezlitosne oblicze mojej rodzicielki. Spoglądała na mnie jak na zwykłego psa, który załatwił się na dywanie za dziesięć tysięcy złotych. Nie odzywała się, nie cierpiałam jak tak ze mną pogrywała. Chciała wzbudzić we mnie poczucie winy, której nie miałam. Starała się wymusić na mnie słowa które już nigdy ode mnie nie usłyszy "przepraszam; kocham cię, to moja wina". Zawsze tak było, brałam odpowiedzialność za coś czego nie zrobiłam, żeby moja mamusia była szczęśliwa. Żeby nie musiała się niepotrzebnie tłumaczyć.
     Nagle spojrzałam jej w oczy. Były takie same jak zawsze, przesiąknięte wzgardą. Natomiast ja triumfowałam. Pokazałam co tak naprawdę o niej myślę. Cieszyłam się, cholernie się wtedy cieszyłam że Kamil opublikował ten filmik. Nawet jeśli uraziło to kogoś, ja w głębi serca się cieszyłam. Po długiej, irytującej ciszy odezwała się jako pierwsza:
-Za co ty mnie tak nienawidzisz?- powiedziała oschło, a ja milczałam, milczałam jak grób do którego nic nie dociera - Za jakie grzechy ja muszę tak przez ciebie cierpieć? Pomyślałaś czasem o mnie? Jak przez ciebie cierpi reputacja hotelu i moja?!
-Zawsze o tobie myślałam! - krzyknęłam - Ty zawsze byłaś na pierwszym miejscu, ty i ten pieprzony hotel! Nigdy nie zapytałaś się mnie czego ja chce! Kim chce być w przyszłości - ryknęłam
-Nie podnoś na mnie głosu smarkulo! - odkrzyknęła, podpierając dłonie o mahoniowe biurko
-Będę go podnosić kiedy mi się podoba!
-Dosyć tego! Wysłuchasz mnie czy ci się to podoba czy nie. Powiem ci nareszcie co o tobie myślę, nawet jeśli musiałabym cię zatrzymać siłą - jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej. Rozwścieczone oczy, blada jak śnieg cera i ręce zaciśnięte w pięść. W tamtej chwili zaczęłam się jej bać. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat...
    Jej monolog trwał ponad półtorej godziny. Nie umiała się opanować. Cały czas na mnie krzyczała, wyzywała mnie i mówiła że jestem niewdzięczna. Ale najbardziej zabolało mnie jak odpowiedziała mi na moje pytanie "Cieszyłaś się gdy dowiedziałaś się że bedziesz mieć nieślubne dziecko?"  Wtedy wykrzyczała mi całą prawdę prosto w oczy. Bolesną prawdę, która przebiła moje sere na wylot. Odtworzyła wszystkie wspomnienia z tamtego okresu. Nie chciała żebym się urodziła. Chciała się mnie pozbyć, oddać do przytułku . Ona na prawdę mnie nie kochała. Gdyby nie dziadek, z którym ostatnio w ogóle nie mam kontaktu prawdopodobnie nie było by mnie tu dzisiaj. Nie spodziewałam się że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji. Byłam fajną zabawką, gdy byłam "nowa", mała dziewczynka z marzeniami. Z wiekiem mama narzucała na mnie swoje poglądy. Tamtego wieczoru nie spodziewała się że prawda wyjdzie na jaw. Matka podnosiła na mnie cały czas głos. Nie zwracała uwagi na to czy ktoś usłyszy naszą rozmowę czy nie. Była zła nie z powodu mojej domówki, a filmiku który psuje reputacje hotelu
-Nie liczysz się z moim zdaniem
-Ja się nie liczę? Popatrz na siebie! - warknęłam, wstając z krzesła - Nigdy nie powiedziałaś że mnie kochasz. Nie pochwaliłaś mojego obrazka, który zrobiłam dla ciebie na dzien matki. Jaką ty jesteś matka?
-Nie tym tonem! - wrzasnęła
-Mam dosyć! Jestem pełnoletnia i nie masz prawa wpieprzać się w butami w moje życie
-Jestem twoją matką, i mam prawo decydować  o twojej przyszłości -  w jej oczach była złość, przepełniona zawiścią
-Mylisz się - powiedziałam spokojnie - Nigdy nie miałam matki, ojca również. Wychowałam się sama razem z bratem. A teraz pani mi wybaczy, ale nie mam czasu- w moich oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam pokazać że jestem słaba, więc szybko stamtąd wyszłam.
    Zza drzwiami wszyscy się na mnie patrzyli. Musieli słyszeć moją rozmowę z Judytą. Trudno, niech wiedzą jaka jest naprawdę. Szybkim krokiem, zeszłam na dół pisząc smsa. Byłam już w prawie na parterze, gdy nagle wpadł na mnie jakiś mężczyzna, wylewając na mnie picie. Moje rozczarowanie  i wściekłość na matkę stworzyły niezłą mieszankę wybuchową. Idiota stał, głupio się we mnie wpatrując razem ze swoim kumplem, który śmiał się w niebogłosy. Nie wytrzymałam.
-Odbiło ci matole? Ślepy jesteś? Uważaj jak chodzisz!Masz prawie dwa metry wzrostu a ludzi mniejszych od siebie nawet nie zauważasz - krzyczałam, oblana colą
-No wybacz mi, ale to ty na mnie wpadłaś - powiedział, uśmiechając się chamsko
-Może jeszcze mi wmówisz że sama oblała się colą.może mam cię jeszcze za to przeprosić ?
-Było by miło - wycedził bezczelnie. Ten przygłup myśli że będę go jeszcze przepraszać. Po moim trupie! On we mnie wpadł, więc niech on się tłumaczy dlaczego wylał na mnie picie.
    Moja twarz spoważniała , wyprostowałam się i otwarcie powiedziałam:
- Ty chyba nie wiesz z kim rozmawiasz - odparłam oschło
-To raczej ty nie wiesz że rozmawiasz, jestem najprzystojniejszym gościem w tym hotelu - na jego buźce malował się chamski uśmieszek. Takiego durnia to ja jeszcze nigdy nie spotkałam. A było ich całkiem sporo...
-Jak ty jesteś najprzystojniejszym gościem w tym hotelu to ja jestem królową Anglii a jednocześnie piłkarzyną z reprezentacji Polski. Jesteś prymitywem i tyle. - wydukałam. Po tych słowach jego kumpel, równie wysoki jak on zaczął się śmiać- widzisz nawet twój kumpel przyznaje mi racje - uśmiechnęłam się do niego swoim najsłodszym uśmiechem, aż tak że poczułam potrzebę pójścia do łazienki.
-Jak taka mała słodka dziewczynka może być tak pyskata.-
-Jak taki duży chłopiec może szukac takiego taniego pretekstu na podryw, dobrze, że nie jesteś lotnikiem. Bo gdybyś był takim lotnikiem jak podrywaczem to nie wzbił byś się nawet w powietrze, nie mówiąc juz  o lądowaniu 
-Nawet nie chciał bym cię tknąc, jesteś jak bomba zegarowa która może w każdej chwili wybuchnąć.
-Burak! - krzyknęłam, nie słuchałam co mówił do mnie później. Po prostu mnie nie interesował....
    Odwróciłam się na pięcie i poszłam w strone wyjścia. Przez tego imbecyla teraz cała się kleiłam. Głowa zaczęła mi znowu nawalać, a oczy same mi się zamykały. Gdyby nie fakt, że muszę maszerować cztery kilometry z buta i to jeszcze skrótami, aby dojść do własnego domku, gdzie będę musiała wziąć prysznic, z chęcią położyłabym się na kanapie koło recepcji. Byłam już w holu recepcyjnym, gdy nagle ktoś mnie zawołał. Doskonale znałam ten głos, on zawsze koił moje nerwy. Odwróciłam się, i moim oczom ukazał się on. Stał naprzeciwko mnie po drugiej stronie pomieszczenia. Na mojej twarzy zagościł promienisty uśmiech, którego nic nie było w stanie przyćmić. Zatkało mnie przez pierwsze sekundy, stał uśmiechnięty przy grupce jakiś facetów ubranych w dresy.
-Łukasz - krzyknęłam uradowana i pobiegłam rzucić mu się na szyję. Bardzo tęskniłam za jego uściskiem. W jego ramionach czułam się bezpieczna, nie myślałam już o swoich problemach. Jego perfumy działały na mnie uspokajająco, może dla tego że zawsze ja doradzałam mu w ich kupnie - Tęskniłam - wycedziłam i mocno się do niego przytuliłam.
-Ja też tęskniłem, mała - powiedział, jego oczy przepełnione były szczęściem i troską. Dawno nie widziałam go w takim dobrym humorze - Jak tam się trzymasz. Nie odzywałaś się do mnie od miesiąca. Obraziłaś się?- zmrużył oczy, tak jakbym była winna temu że nie miałam czasu do niego dzwonić.
-Tak jakoś wyszło, że nie miałam kiedy- uśmiechnęłam się do niego swoim pięknym uśmiechem, szczerząc zęby - Ale i tak mnie kochasz, prawda? - wycedziłam, i w tej chwili ponad dziesięć par oczu zatrzymało się na mnie. Trochę głupio się poczułam w tamtym momencie. Nie było widać już mojego "cudownego" uśmiechu.
-Oczywiście - przyciągnął mnie do siebie, miażdżąc mi kości
-Dusze się!- odparłam cichutko, na więcej nie miałam siły
-Złego diabli nie biorą, pamiętaj - zrobiłam minę która oznaczała tylko jedno "wojna". Ale ona musiała poczekać, gdyż nie chciałam wywoływać nowej sensacji z udziałem bramkarza
-Fabiański, czy my o czymś nie wiemy?- zapytał facet który przypominał mi z wyglądu małpe
-Eee, to jest moja przyjaciółka- mówił po woli
-A zarazem siostrzyczka, którą wprost uwielbiasz- przerwałam mu, susząc swoje białe ząbki
-Rozalia Raniewska- dokończył, lekko poirytowany - jak zostaniemy sami to skopie ci tyłek- wyszeptał mi do ucha
-Nie boje się
    Podchodzili do mnie mężczyźni z reprezentacji i przedstawiali mi się. Jeden wyższy od drugiego. Kuba, Marcin który był zadziwiająco podobny do tej małpy, Łukasik, Maciej , Robert, Wawrzyniak , Piszczek i wiele, wiele innych. Wasyl od razu zaczął rozmawiać ze mną na tematu sportowe. Nie dopuścił nawet do słowa mojego przyjaciela. Chciał abym powiedziała że piłka nożna to najlepszy sport na świecie. Ale ja twardo trzymałam się swoich poglądów. Nie interesowała mnie piłka, chodziłam na mecze tylko wtedy kiedy poprosił mnie o to Łukasz. Wolałam siatkówkę, piłkę ręczną a nawet hokej, ale nie football. Nie kapowałam, jak można to lubić. Przecież to żałosne biegać za piłką przez 90 minut jak jakiś pies ułomny. I jeszcze na dodatek ta dyscyplina sportowa była sportem narodowym. Patologia jakaś.
     Kiedy piłkarze próbowali namówić mnie na jutrzejszą imprezkę organizowaną przez trio z Borussii, do holu wpadło dwóch facetów. Byli wyżsi od wszystkich, nawet od Łukasza. Zamurowało mnie, to byli oni. To ten koleś wylał na mnie napój. Jak gdyby nigdy nic podeszli do całej bandy, śmiejąc się i opowiadając jakieś  durne kawały.
-No nie wierze, imbecyl powrócił - wyrwało mi się. Słyszał to na pewno, ponieważ zaraz po tym odwrócił wzrok na mnie. Znów opanowała mnie wściekłość. Łukasz razem z resztą nie wiedział co jest grane. Pan nadęty zadek postanowił do nas podejść. Akuratnie stałam z Łukaszem Piszczkiem, Fabiańskim i Wasilewskim.
-No widzę że zmądrzałaś i przyszłaś mnie przeprosić- powiedział pochylając się lekko.
-To jesteś ślepy,wyobraź sobie że nie wszystko kręci się wokół ciebie misiu - odparłam oschło, i uśmiechnęłam się uroczo. Chwile się nie odzywał, więc ja dokończyłam  swoją wypowiedz - Zatkała cię kaszka z mleczkiem?
-To wy się znacie?- powiedział zdezorientowany Łukasz, który był zszokowany tym jak ze ze sobą rozmawiamy
-Tak, znaczy nie. Ta idiotka wpadła na mnie jakies 40 minut temu - wycedził
-Jeszcze raz nazwij mnie idiotką a gwarantuje ci że dzisiejszą noc spędzisz na ławce w parku. - podniosłam głos. Nie chciało mi się z nim kłócić bo i tak byłam wykończona, ale nie mogłam też pozwolić mu gadać jakiś bzdur - I to ty na mnie wpadłeś, z tym swoim całym pomagierem - już chciałam mu dać w tą jego "śliczną" buźkę, ale powstrzymał mnie przyjaciel, przytrzymując mnie za ramie i rażąc wzrokiem.
-Wypraszam sobie! - uniósł się mężczyzna - jestem Przemek, miło mi- uśmiechną się i podał mi swoją dłoń którą oczywiście uścisnęłam
-Rozalia, mi również
-Rozi, to będziesz jutro ?- zapytał Wasyl
-Zobaczę co da się zrobić. Może Tami ze mną przyjdzie
-Nie powiesz mi chyba że zaprosiłeś ją na imprezkę - powiedział oburzony pan nadęty zadek.
-A właśnie że powiem. Nie odpowiedziałeś Łukaszowi czy sie znacie - wtrącił się Piszczek
-Mówiłam ze tak i nie- Piszczuś uniósł jedną brew do góry, co wyglądało komicznie. Przewróciłam oczami wypuszczając z siebie powietrze - O jezu, przecież nie wiem jak sie nazywa i dlaczego u diabła za mną chodzi
-Czyli się nie znacie- odezwał się Kubuś - A więc kochana Rozalio to jest nasz kochany Wojciech Szczęsny - wskazał dłonią na matołka przede mną - A to Wojtusiu jest Rozalia Raniewska, córka właścicielki hotelu.
-Fajnie cie poznać- podał mi swoją łape, ale nie miałam zamiaru podawać mu swojej. Jeszcze złapałabym jakiegoś syfa czy kiego diabła.
-Taa, bardzo. Szczęsny powiadasz?- chłopak pokiwał twierdząco głową- Zmień nazwisko.Bardziej pasowało by nieszczęsny.
-Weź sie kur... - nie dokończył, gdyż przerwał mu Fabiański który oczywiście zawsze musiał mnie uspokajać. Wiedział że taka rozmowa z moim udziałem nie wróży nic dobrego.
-Maluszku, ty sie do domu zbieraj. Jutro się widzimy tak?
-Oczywiście generale - na pożegnanie bramkarz ucałował mnie w czoło i odprowadził do  wyjścia.
    Droga do domu zleciała mi dosyć szybko. Było już po północy, kiedy weszłam do domu. Moim pierwszym pomieszczeniem które odwiedziłam była łazienka. Nie miałam siły na kąpiel, więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Później w ulubionej piżamie w krokodyle, położyłam się na łóżku. Chwile myślałam, o jutrzejszej imprezie i o pretekście jaki mogłabym podać Tamarze aby poszła ze mną na dyskotekę. Chwilę później spałam słodko, śniąc o niebieskich kucykach Pony....

+++
Mówiąc szczerze, ten rozdział strasznie mi się podoba. Chyba najlepszy jak do tej pory. Dziękuje za tak miłe komentarze pod rozdziałem 3. Komentarze bardzo motywują dlatego zostaw krótki, ale szczery komentarz. ;) 








poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 3

 Zmiany przyjdą na pewno, lecz nie wtedy kiedy się na nie czeka...   

 Od tamtego dnia mięły już 24 miesiące. Przez ten okres wszystko się zmieniło, zmieniłam się ja i moje otoczenie.
    Nadal mieszkam z matką w Warszawie, "ojca" widuje raz na kilkanaście miesięcy. Od 2010 roku widziałam go z 5 razy, nie więcej. Nadal im tego nie wybaczyłam. To nadal mnie boli, boli ponieważ wychowywali mnie w kłamstwie. Z mamą rozmawiam tylko w kwestiach szkolnych, finansowych i hotelowych. Każda nasza rozmowa kończy się ostrą wymianą zdań tzw. kłótnią. Jak już wspomniałam zmieniłam się, teraz nie jestem ideałem mamusi. Jestem jej najgorszym koszmarem. Chodzę do klubów, na imprezy, upijam się do nieprzytomności i nie mogę odpędzić się od chłopaków, których traktuję jak zwykłych głupków. Nie zna już moich marzeń, planów na przyszłość i znajomych. Szczerze mówiąc, ja sama nie wiem co chce robić dalej.
    W szkole idzie mi świetnie, jestem jedną z najlepiej uczących się uczniów w szkole to się nie zmieniło. Gorzej z zachowaniem, bo to ono od 2 lat decyduje o tym czy będę miała pasek. Mam świetne oceny, więc moge iść na każdy kierunek studiów, zważając na to że matura poszła mi wyśmienicie.
    Wreszcie nauczyłam wyrażać się swoje zdanie, poglądy i otwarcie mówić co mi się nie podoba. Nie jestem już zwykłą, szarą myszką która ma kilkoro przyjaciół i boi się nawiązać nowe znajomości. Moja psychika jest teraz bardziej uodporniona na zdrady, niepowodzenia i  ciosy prosto w serce.
    Kto by się spodziewał że przez głupie nieporozumienie mogę stracić przyjaciółkę. W styczniu 2011 byłam na domówce u jej chłopaka. Ktoś zrobił nam zdjęcie w dwuznacznej sytuacji, i pojawił się problem. Brak poczucia humoru ze strony Oliwi okazał się większy niż się spodziewałam. Nie chciała słuchać nawet mojego wytłumaczenia. Wybaczyła jemu a mi nie. Strasznie się na niej zawiodłam. Teraz już wiem, na kogo mogę liczyć i komu się wygadać.
    Po poznaniu całej prawdy o moim ojcu byłam rozbita. Wtedy bardzo pomógł mi Łukasz. Strasznie mu za to dziękuje, bo przecież gdyby nie on nie wiadomo kim była bym teraz i  czy byłabym w ogóle na tym świecie. Kilka razy chciałam się zabić, ale on wybił mi to z głowy mówiąc: "nie sztuką jest się zabić, ale sztuką jest żyć pomimo porażek i problemów". Został moim przyjacielem, a nawet starszym bratem, który zawsze się mną opiekuje. Często ze sobą rozmawiamy, nie osobiście bo nie mieszka w Polsce, ale przez skype'a albo telefon.
    Oczywiście nie mogę zapominać o moich dawnych przyjaciołach. Oni poświęcili mi dużo uwagi, starali się pocieszać mnie chodź nie zawsze im to wychodziło, nie chcieli abym pogrążyła się w depresji i smutku zaszyta w ciemnym pokoju, przykryta starym kocykiem i słuchająca smętnej muzyki.
    Nadal nie poznałam nazwiska mojego potencjalnego ojca. Ojciec milczy jak grób, a matka nie raczy nawet odpowiedzieć mi na jakiekolwiek pytanie związane z nim. Nie tylko nasze relacje się pogorszyły, ale również jej i Dawida. Był zszokowany całą tą sytuacją. Przez pierwsze miesiące mieszkałam u niego, aby dojść do siebie. Musiałam poukładać życie na nowo. Wziąć sprawy we własne ręce i wyprostować je, tak jak prostuje włosy. Cały czas staram uczyć się na własnych błędach. Staje się coraz silniejsza, myślałam że okres buntu młodzieńczego nie dotyczy mnie. Pomyliłam się, ja cały czas go przeżywam. Wredne odzywki, chamskie zachowanie, docinki, szczeniackie zagrania, przekleństwa, bawienie się w kotka i myszkę ze wszystkimi wokół i nadużywanie alkoholu jest u  mnie na porządku dziennym. Zdążyłam przyzwyczaić się już  do bolącej głowy od kaca i budzenie się w dziwnych miejscach. Nie wiem jak moi przyjaciele znoszą moje zachowanie i humory.
    Nie jest łatwo się ze mną zadawać. Ostatnim czasem całkowicie olałam lekcje gry na pianinie, balet, lekcje dobrych manier i treningi sportowe. Nie obchodzi mnie co inni sobie o mnie pomyślą. Najważniejsze jest zdanie moich bliskich. Odkryłam że taniec, jazda na desce, chodzenie na koncerty nie wiadomo kogo, kibicowanie Skrze i Reprezentacji Polskiej w piłce ręcznej  jest tym co kocham. Jedynym zajęciem z mojego dawnego życia jest jazda konna i śpiew. Nie umiałabym z tego zrezygnować. Jestem skłonna wyrzeczenia się nawet swojego pokoju, który jest moim azylem, telefonu i innych dupereli ale nie tego. Miłość do tych zwierząt zawdzięczam dziadkowi. On nauczył mnie cierpliwości oraz trzeźwego myślenia. Które i tak z czasem zeszło na boczny tor.
    Dziś mija dokładnie 24 miesiące od poznania całej prawdy. Nie cierpię tego dnia, pomimo tego że są to moje urodziny. Rok temu po raz pierwszy upiłam się w trzy dupy i w tym roku mam taki sam plan. Jeszcze nie wiem z kim, ale wiem że chce się dziś dobrze bawić. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu.
"Cześć mała, dzisiaj się spotykamy u mnie?" Sms był od Piotrka. Nie przeszło mi przez myśl że pamiętał o moich urodzinach. Szybko mu odpisałam, nie chciałam trzymać go w niepewności
"Nie, dzisiaj u mnie o 20. Judyta pojechała do Wrocławia, więc chata wolna. Przychodź z całą paczką"
"Ma się rozumieć, szefowo" przysłał mi kolejnego sms. A ja uśmiechnęłam się do siebie.
    Do przybycia gości miałam jeszcze 2 godziny. Najpierw przygotowałam wszystko na ich przybycie. Mówiąc wszystko mam na myśli chipsy, żelki bez których Pola by umarła, pianki, cole, soki i popcorn. Reszte miał przynieść ze sobą Kamil. Później postanowiłam wziąć prysznic. Ubrałam się, nałożyłam podkład,  zrobiłam kreskę wokół oka kredką i pomalowałam rzęsny. O 20 byli już wszyscy, włącznie z moimi przyjaciółmi i starszym od  Piotrusia kumplem , Kamilem. Nie spodziewałam się że przyniosą ze sobą aż tak dużo alkoholu. Jak urzadzaliśmy domówkę u bliźniaków było mniej na 30 osób, a nas było tylko ośmioro!
-Boże, po co tyle tego przynieśliście- powiedziałam do Kamilka, spoglądając na 2 duże siatki zapełnione browarem.
-A to tak na zaś, żeby nam nie brakło. a tutaj coś na twój podły nastroj- zaśmiał się i pomachał jej przed oczami torebeczką z czymś zielonym w środku - przecież dziś twoja osiemnastka
-Najlepszego przyjaciółeczko - odezwał się Tomek, całując mnie w policzek
-Dziękuje
-To moja przyjaciółka imbecylu- krzykneła na cały głos Maja, krzyżując przy tym ręce i mrużąc oczy
-A nie bo moja- wtrąciła się Tamara
   Za chwile przekrzykiwali siebie na wzajem. Ich kłótnie zawsze wyglądały kosmicznie. Pola wydziera się na Piotrka, Piotrek na Tamare żeby nie jadła mu żelków, Tamara na Radka który śpiewa piosenkę Beyonce, A ten z kolei na Kamila żeby podał mu butelkę z alkoholem. Tylko ja i Sabina stałyśmy w drzwiach patrząc z politowaniem na ten cyrk.
-Ej matołki - wrzasnęła Pola - pijemy, potem butelka a na koniec niespodzianka dla naszej jubilatki
-Miało byś bez niespodzianek! - zdenerwowałam się, nie lubiłam niespodzianek. Szczególnie dzisiejszego dnia.-Co ja wam mówiłam?!
-Że nas kochasz- zapytali równocześnie chłopaki robiąc minę słodkiego szczeniaka
-Jak ja was nie cierpie!
-My,to już wiemy.Mogłabyś być bardziej oryginalna, a nie cały czas ta sama śpiewka. To jest do znudzenia. Serio... - wycedził Kamil, podając mi piwo. Wkurzył mnie, ale nie umiałam się długo gniewać. Nie dzisiaj.
    Cztery godziny później byliśmy totalnie nawaleni. Przez te pare godzin zdążyliśmy zagrać w butelkę, prawde czy wyzwanie, oczywiście nikt nie mógł ustać na nogach więc braliśmy tylko "prawdę", pokera na pianki i kieliszki z czystą i rozbieranego. Jako pierwsza musiałam się rozbierać. Z resztą jak zwykle, przyzwyczaiłam się już do tego. Koło północy, w domu był totalny chaos, głośna muzyka która przytłumiała moje wszystkie myśli, alkohol którego wcale nie ubywało, i kamera którą kręciliśmy filmiki. Bawiliśmy się w talk-show Kuby Wojewódzkiego. Oczywiście prowadzącym musiał być nasz kochany pan Mazur, który był bezlitosny. Zapytał pannę Kamińską jak to jest mieć brata geja, po 5 minutowej rozmowie showman zaliczył sierpowego od bliźniaka Majki, po czym zaczął śmiać sie nie wiadomo z czego. Ja się mu nie dziwię, tyle co on wypił to ja sama śmiałabym się ze wszystkiego. Mnie nie dręczył za długo. Wypytywał się mnie o mój tatuaż który zrobiłam rok temu aby wkurzyć mamę. "Without struggle there is no progress" ten cytat do mnie przemawiał, dlatego postanowiłam go sobie wytatuować.
     Na sam koniec zapytał czy podoba mi się niespodzianka. Nie wiedziałam początkowo o co mu chodzi. Przecież nie dali mi żadnego prezentu ani nic. Dopiero po chwili zaprowadzili mnie do mojego pokoju pokazując na suficie wielki napis farbą która była widoczna tylko w nocy "Przyjaciele nigdy cię nie opuszczą, pamiętaj o tym Rozi!" i wielkie zdjęcie na format A3 naszej paczki.
    Później urwał mi się film. Nie miałam pojęcia co działo się po moim odlocie. Wiem jedno, nie mam wyrzutów sumienia że urządziłam domówkę pod nieobecność rodzicielki. Świetnie się bawiłam, nie potrafiłam inaczej. Musiałam po prostu jakoś odreagować. Rano obudziłam się pół przytomna na płytkach w kuchni. Łeb mi pękał, jak nigdy. Nie byłam w stanie trzeźwo mysleć. Zanim się otrząsnęłam minęło kilka dłuższych chwil. Chłopaki się ulotnili. Więc zostałam sam na sam z dziewczynami. Oczywiście one nadal były zalane w trzy dupy. Czy tylko ja nie mam az tak słabej główki? Po chwili doszła do siebie Tami. Ledwo stawiając nogi, podeszła do mnie biorąc szklankę z wodą.
-Głowa mnie strasznie boli- lamentowała cichym głosem
-No co ty księżniczko nie powiesz?- zakpiłam sobie z niej
-Nie drzyj sie! - jej głosu prakrycznie nie było słychać. Ja sie nie dziwie skoro piła najwiecej z nas wszystkich.
-Przecież sie nie dre... - powiedziałam spokojnie. Przez swoją nieuwagę zwaliłam kilka garczków które stały na blacie. Huk był przerażający. Ogłuszył nie tylko mnie, ale także Tamarę
-Boże... zlituj się. Za jakie grzechy jak tak cierpie- wymamrotała.
-Jaki burdel... Nie ja sama tego nie ogarnie do popołudnia- wycedziłam
-A która jest?
-Eee- zaczęłam rozglądać się za jakimś zegarkiem. Nagle dostrzegłam że na lodówce wyświetla się godzina- 15:50 - przyćmiło mnie przez chwile
-Że jak?!-krzyknęła, ale to nie był dobry pomysł bo po chwili złapała się za swoją makówkę.
-Ja pierdo... skoro jest juz 16 - zaczęłam powoli sobie wszystko analizować. Mama miała przyjechać o 13, więc na pewno widziała ten bałagan i mnie nie przytomną- kurde - z moich ust padło jeszcze kilka nieprzyjemnych przekleństw, ale po chwili musiałam zaprzestać, z racji tego że ktoś zadzwonił do drzwi. A to zadziałało na mnie jak słońce na wampiry.
    Przede mną staną mężczyzna, dość tęgawy i wysoki. Znałam go doskonale, przez ostatnie miesiące łaził za mną krok w krok. Rodzice wynajęli go żebym nie skompromitowała przypadkiem swojej kochanej mamusi, jej znajomych albo nie daj Boże hotelu. Nie pytał się czy może wejść. Po prostu ruszył w stronę schodów i zatrzymał się przy nich. Bałam się co teraz powie, jego wyraz twarzy nie wyrażał żadnych emocji.
-Ubierz się- powiedział oschło-pani Judyta pragnie z tobą porozmawiać.
-Nie- wymamrotałam
-Nie będę powtarzał ci tego dwa razy - jego ton głosu zmienił się. Było słychać w nim nutę złości. Mówił głośno, a to nie pomagało mi w wytrzeźwieniu.
-Nie - zaśmiałam się w jego kierunku - jeśli ona chce ze mną poplotkować to niech sama do mnie przyjdzie. Ja mam dziś wolne - wycedziłam
-Masz w tej chwili iść na górę i ogarnąć się. Nadużywanie alkoholu nie służy ci. Wyglądasz jak siedem nieszczęść. Za niedługo zaczniesz jeść same pączki i nie będziesz w stanie wejść po schodach, nie wspominając już o wejściu do twojego pokoju...
-Dobra skończ już swój monolog- przerwałam mu. Nie cierpiałam jak tak ze mną pogrywał.
   Po wydrapaniu się na piętro, mogłam uciec ale to jeszcze bardziej pogorszyło by sprawę. Już nie jeden raz próbowałam nawiać, ale za każdym razem on mnie znajdywał wcześniej czy później. Weszłam do łazienki, ściągając z siebie brudne i śmierdzące ubrania. Wzięłam zimny prysznic, który lekko ukoił mój ból głowy. Gdy już się umyłam, zaczęłam rozczesywać swoje włosy by móc je potem wysuszyć. Po wyschnięciu moich kłaków, ruszyłam w stronę pokoju. Wyjęłam z szafy ubrania i założyłam je. Na koniec  wzięłam swój kochany telefon i skierowałam się na dół. Na parterze...
+++
Mam nadzieję że się wam spodoba, według mnie jest jedną wielką katastrofą. To był ostatni rozdział ze wspomnieniami Rozalii. Teraz będą aktualne wydarzenia z jej życia. Następny za tydzień xD
Czytasz=Komentujesz