piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 4

  Żyj tak, abyś później nie bał się spotkania z własnym sumieniem  

  Po zejściu na dół, zauważyłam że na stole jest służbowy laptop Judyty. Z początku myślałam że wróciła  do domu, bo nigdy nie zostawiała swojego sprzętu bez żadnej opieki. W domu była zupełna cisza, dziewczyny pewnie się zmyły widząc Jerrego. Ciekawiło mnie dlaczego właśnie ten komputer stoi na ławie. Gdy podeszłam do niego, było włączone youtube i jakiś filmik podpisany "R. Raniewska o swoich problemach z matką". Nie dowierzałam, przecież to było nagranie z wczorajszej domówki. Postanowiłam obejrzeć go, ponieważ  nie miałam zielonego pojęcia, co za bzdury są tam nagrane. Z każdą następną chwilą oglądania, było mi coraz bardziej gorąco. Serce waliło mi jak młot i nie mogłam przełknąć nawet własnej śliny. To był horror. Nie pamiętałam żebym zwierzyła się komukolwiek o moich problemach z rodzicami, a w dodatku przed kamerą! Byłam wściekła, doskonale wiedziałam kto mnie podpuścił żebym się wygadała. Było mi przeraźliwie wstyd! Nie przez to że powiedziałam prawdę, ale przez to że teraz każdy dowie się dlaczego się zmieniłam, dlaczego nie jestem już tą uroczą dziewczynką co dawniej. Czułam się oszukana, kolejny raz. Ufałam Kamilowi, a on wykorzystał moją naiwność. Dobrze że nie było go teraz obok mnie bo wylądowałabym w więzieniu. Pewnie chciał sobie dorobić na boku moim kosztem. Ale ja mu tego nie odpuszczę. Nie tym razem.  Udawał że jest moim przyjacielem, a tak na prawdę jest zwykłym gnojkiem który chciał mnie upokorzyć, ośmieszyć  w oczach innych. Nie pamiętam kiedy byłam aż tak wściekła jak teraz. Moje nerwy były na skraju wytrzymania. Ze wściekłości rozwaliłam puste butelki po whisky, które stały w zasięgu mojej prawej ręki. Z wielkim hukiem rozbiły się o marmurową posadzkę. Wtedy do kuchni jak na zawołanie wparował Jerry. Był lekko zdezorientowany, bowiem nie wiedział co to był za hałas. Popatrzył na mnie i powiedział:
-Skoro obejrzałaś już nagranie, które zrobiło furorę w tanich szmatławcach, to teraz musisz pojechać ze mną
-Pewnie ja pojadę, wysłucham kazania matki, które jak się domyślam będzie trwało ze 2 godziny, a inni będą mieli ze mnie ubaw! - wrzasnęłam, nie panując nad sobą
-Musisz ponieść konsekwencje swoich czynów, jesteś przecież jesteś już osobą pełnoletnia. Teraz ty decydujesz o tym co będzie dalej. I ty zdecydujesz o tym czy twoja mama wywali mnie z roboty czy nie - Wycedził, było widać że martwi się nie tylko o swoją posadę, ale również i  o mnie
    Przewróciłam tylko oczami, i poszłam szybkim krokiem do samochodu, zatrzaskując mu przed nosem drzwi wejściowe, które o mały włos nie wypadły z zawiasów. Siedziałam na przednim siedzeniu, totalnie pogrążona we własnych myślach. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Doskonale wiedziałam czego będzie dotyczyć rozmowa z rodzicielką. W drodze do hotelu milczeliśmy, nikt z nas nie był w nastroju do pogawędki. Mój opiekun co chwila na mnie patrzył, chyba nie był pewny co mnie tak naprawdę dręczy. Nie pytał o nic. Nie był natarczywy jak inni, którzy chcą wszystko o wszystkich wiedzieć. Mimo że nie darzyłam go żadną sympatią, miał mój szacunek. Nie każdy potrafił by znosić moje wszystkie odpały, odzywki, i nieodpowiedzialność. No cóż ideałem to ja już nie jestem, ale mimo tego byłam inna od całej reszty ludzi na świecie.
    Gdy dojechaliśmy, musiałam wejść tylnym wejściem, gdyż przed drzwiami głównymi był tłum ludzi z biało-czerwonych szalikach, nie wspominając już o paparazzi. Wolałam nie pokazywać się nikomu na oczy, i tak gapili się na mnie jakbym była zombie. Zaraz po wkroczeniu na "teren wroga" z gabinetu wyszła Aśka, jej wyglądała na smutną i rozczarowaną. Domyślałam się że moja matka urządziła jej niezły wykład na temat "Co robić, a co nie i jak tego nie spieprzyć".
    W końcu weszłam do gabinetu właścicielki hotelu. Stała koło okna, ślepo wpatrując się przed siebie. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była opanowana, zimna. Jej proste plecy stwarzały pozory wyższości. Po chwili raczyła się odwrócić, najpierw głowa, później całe ciało. Opierała się o parapet wielkiego okna. Zielone oczy kobiety przepełnione żalem, rozczarowaniem i pogardą, jej długie, lekko podkręcone blond włosy i usta pokryte jasno koralową szminką ukazywały zimne i bezlitosne oblicze mojej rodzicielki. Spoglądała na mnie jak na zwykłego psa, który załatwił się na dywanie za dziesięć tysięcy złotych. Nie odzywała się, nie cierpiałam jak tak ze mną pogrywała. Chciała wzbudzić we mnie poczucie winy, której nie miałam. Starała się wymusić na mnie słowa które już nigdy ode mnie nie usłyszy "przepraszam; kocham cię, to moja wina". Zawsze tak było, brałam odpowiedzialność za coś czego nie zrobiłam, żeby moja mamusia była szczęśliwa. Żeby nie musiała się niepotrzebnie tłumaczyć.
     Nagle spojrzałam jej w oczy. Były takie same jak zawsze, przesiąknięte wzgardą. Natomiast ja triumfowałam. Pokazałam co tak naprawdę o niej myślę. Cieszyłam się, cholernie się wtedy cieszyłam że Kamil opublikował ten filmik. Nawet jeśli uraziło to kogoś, ja w głębi serca się cieszyłam. Po długiej, irytującej ciszy odezwała się jako pierwsza:
-Za co ty mnie tak nienawidzisz?- powiedziała oschło, a ja milczałam, milczałam jak grób do którego nic nie dociera - Za jakie grzechy ja muszę tak przez ciebie cierpieć? Pomyślałaś czasem o mnie? Jak przez ciebie cierpi reputacja hotelu i moja?!
-Zawsze o tobie myślałam! - krzyknęłam - Ty zawsze byłaś na pierwszym miejscu, ty i ten pieprzony hotel! Nigdy nie zapytałaś się mnie czego ja chce! Kim chce być w przyszłości - ryknęłam
-Nie podnoś na mnie głosu smarkulo! - odkrzyknęła, podpierając dłonie o mahoniowe biurko
-Będę go podnosić kiedy mi się podoba!
-Dosyć tego! Wysłuchasz mnie czy ci się to podoba czy nie. Powiem ci nareszcie co o tobie myślę, nawet jeśli musiałabym cię zatrzymać siłą - jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej. Rozwścieczone oczy, blada jak śnieg cera i ręce zaciśnięte w pięść. W tamtej chwili zaczęłam się jej bać. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat...
    Jej monolog trwał ponad półtorej godziny. Nie umiała się opanować. Cały czas na mnie krzyczała, wyzywała mnie i mówiła że jestem niewdzięczna. Ale najbardziej zabolało mnie jak odpowiedziała mi na moje pytanie "Cieszyłaś się gdy dowiedziałaś się że bedziesz mieć nieślubne dziecko?"  Wtedy wykrzyczała mi całą prawdę prosto w oczy. Bolesną prawdę, która przebiła moje sere na wylot. Odtworzyła wszystkie wspomnienia z tamtego okresu. Nie chciała żebym się urodziła. Chciała się mnie pozbyć, oddać do przytułku . Ona na prawdę mnie nie kochała. Gdyby nie dziadek, z którym ostatnio w ogóle nie mam kontaktu prawdopodobnie nie było by mnie tu dzisiaj. Nie spodziewałam się że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji. Byłam fajną zabawką, gdy byłam "nowa", mała dziewczynka z marzeniami. Z wiekiem mama narzucała na mnie swoje poglądy. Tamtego wieczoru nie spodziewała się że prawda wyjdzie na jaw. Matka podnosiła na mnie cały czas głos. Nie zwracała uwagi na to czy ktoś usłyszy naszą rozmowę czy nie. Była zła nie z powodu mojej domówki, a filmiku który psuje reputacje hotelu
-Nie liczysz się z moim zdaniem
-Ja się nie liczę? Popatrz na siebie! - warknęłam, wstając z krzesła - Nigdy nie powiedziałaś że mnie kochasz. Nie pochwaliłaś mojego obrazka, który zrobiłam dla ciebie na dzien matki. Jaką ty jesteś matka?
-Nie tym tonem! - wrzasnęła
-Mam dosyć! Jestem pełnoletnia i nie masz prawa wpieprzać się w butami w moje życie
-Jestem twoją matką, i mam prawo decydować  o twojej przyszłości -  w jej oczach była złość, przepełniona zawiścią
-Mylisz się - powiedziałam spokojnie - Nigdy nie miałam matki, ojca również. Wychowałam się sama razem z bratem. A teraz pani mi wybaczy, ale nie mam czasu- w moich oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam pokazać że jestem słaba, więc szybko stamtąd wyszłam.
    Zza drzwiami wszyscy się na mnie patrzyli. Musieli słyszeć moją rozmowę z Judytą. Trudno, niech wiedzą jaka jest naprawdę. Szybkim krokiem, zeszłam na dół pisząc smsa. Byłam już w prawie na parterze, gdy nagle wpadł na mnie jakiś mężczyzna, wylewając na mnie picie. Moje rozczarowanie  i wściekłość na matkę stworzyły niezłą mieszankę wybuchową. Idiota stał, głupio się we mnie wpatrując razem ze swoim kumplem, który śmiał się w niebogłosy. Nie wytrzymałam.
-Odbiło ci matole? Ślepy jesteś? Uważaj jak chodzisz!Masz prawie dwa metry wzrostu a ludzi mniejszych od siebie nawet nie zauważasz - krzyczałam, oblana colą
-No wybacz mi, ale to ty na mnie wpadłaś - powiedział, uśmiechając się chamsko
-Może jeszcze mi wmówisz że sama oblała się colą.może mam cię jeszcze za to przeprosić ?
-Było by miło - wycedził bezczelnie. Ten przygłup myśli że będę go jeszcze przepraszać. Po moim trupie! On we mnie wpadł, więc niech on się tłumaczy dlaczego wylał na mnie picie.
    Moja twarz spoważniała , wyprostowałam się i otwarcie powiedziałam:
- Ty chyba nie wiesz z kim rozmawiasz - odparłam oschło
-To raczej ty nie wiesz że rozmawiasz, jestem najprzystojniejszym gościem w tym hotelu - na jego buźce malował się chamski uśmieszek. Takiego durnia to ja jeszcze nigdy nie spotkałam. A było ich całkiem sporo...
-Jak ty jesteś najprzystojniejszym gościem w tym hotelu to ja jestem królową Anglii a jednocześnie piłkarzyną z reprezentacji Polski. Jesteś prymitywem i tyle. - wydukałam. Po tych słowach jego kumpel, równie wysoki jak on zaczął się śmiać- widzisz nawet twój kumpel przyznaje mi racje - uśmiechnęłam się do niego swoim najsłodszym uśmiechem, aż tak że poczułam potrzebę pójścia do łazienki.
-Jak taka mała słodka dziewczynka może być tak pyskata.-
-Jak taki duży chłopiec może szukac takiego taniego pretekstu na podryw, dobrze, że nie jesteś lotnikiem. Bo gdybyś był takim lotnikiem jak podrywaczem to nie wzbił byś się nawet w powietrze, nie mówiąc juz  o lądowaniu 
-Nawet nie chciał bym cię tknąc, jesteś jak bomba zegarowa która może w każdej chwili wybuchnąć.
-Burak! - krzyknęłam, nie słuchałam co mówił do mnie później. Po prostu mnie nie interesował....
    Odwróciłam się na pięcie i poszłam w strone wyjścia. Przez tego imbecyla teraz cała się kleiłam. Głowa zaczęła mi znowu nawalać, a oczy same mi się zamykały. Gdyby nie fakt, że muszę maszerować cztery kilometry z buta i to jeszcze skrótami, aby dojść do własnego domku, gdzie będę musiała wziąć prysznic, z chęcią położyłabym się na kanapie koło recepcji. Byłam już w holu recepcyjnym, gdy nagle ktoś mnie zawołał. Doskonale znałam ten głos, on zawsze koił moje nerwy. Odwróciłam się, i moim oczom ukazał się on. Stał naprzeciwko mnie po drugiej stronie pomieszczenia. Na mojej twarzy zagościł promienisty uśmiech, którego nic nie było w stanie przyćmić. Zatkało mnie przez pierwsze sekundy, stał uśmiechnięty przy grupce jakiś facetów ubranych w dresy.
-Łukasz - krzyknęłam uradowana i pobiegłam rzucić mu się na szyję. Bardzo tęskniłam za jego uściskiem. W jego ramionach czułam się bezpieczna, nie myślałam już o swoich problemach. Jego perfumy działały na mnie uspokajająco, może dla tego że zawsze ja doradzałam mu w ich kupnie - Tęskniłam - wycedziłam i mocno się do niego przytuliłam.
-Ja też tęskniłem, mała - powiedział, jego oczy przepełnione były szczęściem i troską. Dawno nie widziałam go w takim dobrym humorze - Jak tam się trzymasz. Nie odzywałaś się do mnie od miesiąca. Obraziłaś się?- zmrużył oczy, tak jakbym była winna temu że nie miałam czasu do niego dzwonić.
-Tak jakoś wyszło, że nie miałam kiedy- uśmiechnęłam się do niego swoim pięknym uśmiechem, szczerząc zęby - Ale i tak mnie kochasz, prawda? - wycedziłam, i w tej chwili ponad dziesięć par oczu zatrzymało się na mnie. Trochę głupio się poczułam w tamtym momencie. Nie było widać już mojego "cudownego" uśmiechu.
-Oczywiście - przyciągnął mnie do siebie, miażdżąc mi kości
-Dusze się!- odparłam cichutko, na więcej nie miałam siły
-Złego diabli nie biorą, pamiętaj - zrobiłam minę która oznaczała tylko jedno "wojna". Ale ona musiała poczekać, gdyż nie chciałam wywoływać nowej sensacji z udziałem bramkarza
-Fabiański, czy my o czymś nie wiemy?- zapytał facet który przypominał mi z wyglądu małpe
-Eee, to jest moja przyjaciółka- mówił po woli
-A zarazem siostrzyczka, którą wprost uwielbiasz- przerwałam mu, susząc swoje białe ząbki
-Rozalia Raniewska- dokończył, lekko poirytowany - jak zostaniemy sami to skopie ci tyłek- wyszeptał mi do ucha
-Nie boje się
    Podchodzili do mnie mężczyźni z reprezentacji i przedstawiali mi się. Jeden wyższy od drugiego. Kuba, Marcin który był zadziwiająco podobny do tej małpy, Łukasik, Maciej , Robert, Wawrzyniak , Piszczek i wiele, wiele innych. Wasyl od razu zaczął rozmawiać ze mną na tematu sportowe. Nie dopuścił nawet do słowa mojego przyjaciela. Chciał abym powiedziała że piłka nożna to najlepszy sport na świecie. Ale ja twardo trzymałam się swoich poglądów. Nie interesowała mnie piłka, chodziłam na mecze tylko wtedy kiedy poprosił mnie o to Łukasz. Wolałam siatkówkę, piłkę ręczną a nawet hokej, ale nie football. Nie kapowałam, jak można to lubić. Przecież to żałosne biegać za piłką przez 90 minut jak jakiś pies ułomny. I jeszcze na dodatek ta dyscyplina sportowa była sportem narodowym. Patologia jakaś.
     Kiedy piłkarze próbowali namówić mnie na jutrzejszą imprezkę organizowaną przez trio z Borussii, do holu wpadło dwóch facetów. Byli wyżsi od wszystkich, nawet od Łukasza. Zamurowało mnie, to byli oni. To ten koleś wylał na mnie napój. Jak gdyby nigdy nic podeszli do całej bandy, śmiejąc się i opowiadając jakieś  durne kawały.
-No nie wierze, imbecyl powrócił - wyrwało mi się. Słyszał to na pewno, ponieważ zaraz po tym odwrócił wzrok na mnie. Znów opanowała mnie wściekłość. Łukasz razem z resztą nie wiedział co jest grane. Pan nadęty zadek postanowił do nas podejść. Akuratnie stałam z Łukaszem Piszczkiem, Fabiańskim i Wasilewskim.
-No widzę że zmądrzałaś i przyszłaś mnie przeprosić- powiedział pochylając się lekko.
-To jesteś ślepy,wyobraź sobie że nie wszystko kręci się wokół ciebie misiu - odparłam oschło, i uśmiechnęłam się uroczo. Chwile się nie odzywał, więc ja dokończyłam  swoją wypowiedz - Zatkała cię kaszka z mleczkiem?
-To wy się znacie?- powiedział zdezorientowany Łukasz, który był zszokowany tym jak ze ze sobą rozmawiamy
-Tak, znaczy nie. Ta idiotka wpadła na mnie jakies 40 minut temu - wycedził
-Jeszcze raz nazwij mnie idiotką a gwarantuje ci że dzisiejszą noc spędzisz na ławce w parku. - podniosłam głos. Nie chciało mi się z nim kłócić bo i tak byłam wykończona, ale nie mogłam też pozwolić mu gadać jakiś bzdur - I to ty na mnie wpadłeś, z tym swoim całym pomagierem - już chciałam mu dać w tą jego "śliczną" buźkę, ale powstrzymał mnie przyjaciel, przytrzymując mnie za ramie i rażąc wzrokiem.
-Wypraszam sobie! - uniósł się mężczyzna - jestem Przemek, miło mi- uśmiechną się i podał mi swoją dłoń którą oczywiście uścisnęłam
-Rozalia, mi również
-Rozi, to będziesz jutro ?- zapytał Wasyl
-Zobaczę co da się zrobić. Może Tami ze mną przyjdzie
-Nie powiesz mi chyba że zaprosiłeś ją na imprezkę - powiedział oburzony pan nadęty zadek.
-A właśnie że powiem. Nie odpowiedziałeś Łukaszowi czy sie znacie - wtrącił się Piszczek
-Mówiłam ze tak i nie- Piszczuś uniósł jedną brew do góry, co wyglądało komicznie. Przewróciłam oczami wypuszczając z siebie powietrze - O jezu, przecież nie wiem jak sie nazywa i dlaczego u diabła za mną chodzi
-Czyli się nie znacie- odezwał się Kubuś - A więc kochana Rozalio to jest nasz kochany Wojciech Szczęsny - wskazał dłonią na matołka przede mną - A to Wojtusiu jest Rozalia Raniewska, córka właścicielki hotelu.
-Fajnie cie poznać- podał mi swoją łape, ale nie miałam zamiaru podawać mu swojej. Jeszcze złapałabym jakiegoś syfa czy kiego diabła.
-Taa, bardzo. Szczęsny powiadasz?- chłopak pokiwał twierdząco głową- Zmień nazwisko.Bardziej pasowało by nieszczęsny.
-Weź sie kur... - nie dokończył, gdyż przerwał mu Fabiański który oczywiście zawsze musiał mnie uspokajać. Wiedział że taka rozmowa z moim udziałem nie wróży nic dobrego.
-Maluszku, ty sie do domu zbieraj. Jutro się widzimy tak?
-Oczywiście generale - na pożegnanie bramkarz ucałował mnie w czoło i odprowadził do  wyjścia.
    Droga do domu zleciała mi dosyć szybko. Było już po północy, kiedy weszłam do domu. Moim pierwszym pomieszczeniem które odwiedziłam była łazienka. Nie miałam siły na kąpiel, więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Później w ulubionej piżamie w krokodyle, położyłam się na łóżku. Chwile myślałam, o jutrzejszej imprezie i o pretekście jaki mogłabym podać Tamarze aby poszła ze mną na dyskotekę. Chwilę później spałam słodko, śniąc o niebieskich kucykach Pony....

+++
Mówiąc szczerze, ten rozdział strasznie mi się podoba. Chyba najlepszy jak do tej pory. Dziękuje za tak miłe komentarze pod rozdziałem 3. Komentarze bardzo motywują dlatego zostaw krótki, ale szczery komentarz. ;) 








poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 3

 Zmiany przyjdą na pewno, lecz nie wtedy kiedy się na nie czeka...   

 Od tamtego dnia mięły już 24 miesiące. Przez ten okres wszystko się zmieniło, zmieniłam się ja i moje otoczenie.
    Nadal mieszkam z matką w Warszawie, "ojca" widuje raz na kilkanaście miesięcy. Od 2010 roku widziałam go z 5 razy, nie więcej. Nadal im tego nie wybaczyłam. To nadal mnie boli, boli ponieważ wychowywali mnie w kłamstwie. Z mamą rozmawiam tylko w kwestiach szkolnych, finansowych i hotelowych. Każda nasza rozmowa kończy się ostrą wymianą zdań tzw. kłótnią. Jak już wspomniałam zmieniłam się, teraz nie jestem ideałem mamusi. Jestem jej najgorszym koszmarem. Chodzę do klubów, na imprezy, upijam się do nieprzytomności i nie mogę odpędzić się od chłopaków, których traktuję jak zwykłych głupków. Nie zna już moich marzeń, planów na przyszłość i znajomych. Szczerze mówiąc, ja sama nie wiem co chce robić dalej.
    W szkole idzie mi świetnie, jestem jedną z najlepiej uczących się uczniów w szkole to się nie zmieniło. Gorzej z zachowaniem, bo to ono od 2 lat decyduje o tym czy będę miała pasek. Mam świetne oceny, więc moge iść na każdy kierunek studiów, zważając na to że matura poszła mi wyśmienicie.
    Wreszcie nauczyłam wyrażać się swoje zdanie, poglądy i otwarcie mówić co mi się nie podoba. Nie jestem już zwykłą, szarą myszką która ma kilkoro przyjaciół i boi się nawiązać nowe znajomości. Moja psychika jest teraz bardziej uodporniona na zdrady, niepowodzenia i  ciosy prosto w serce.
    Kto by się spodziewał że przez głupie nieporozumienie mogę stracić przyjaciółkę. W styczniu 2011 byłam na domówce u jej chłopaka. Ktoś zrobił nam zdjęcie w dwuznacznej sytuacji, i pojawił się problem. Brak poczucia humoru ze strony Oliwi okazał się większy niż się spodziewałam. Nie chciała słuchać nawet mojego wytłumaczenia. Wybaczyła jemu a mi nie. Strasznie się na niej zawiodłam. Teraz już wiem, na kogo mogę liczyć i komu się wygadać.
    Po poznaniu całej prawdy o moim ojcu byłam rozbita. Wtedy bardzo pomógł mi Łukasz. Strasznie mu za to dziękuje, bo przecież gdyby nie on nie wiadomo kim była bym teraz i  czy byłabym w ogóle na tym świecie. Kilka razy chciałam się zabić, ale on wybił mi to z głowy mówiąc: "nie sztuką jest się zabić, ale sztuką jest żyć pomimo porażek i problemów". Został moim przyjacielem, a nawet starszym bratem, który zawsze się mną opiekuje. Często ze sobą rozmawiamy, nie osobiście bo nie mieszka w Polsce, ale przez skype'a albo telefon.
    Oczywiście nie mogę zapominać o moich dawnych przyjaciołach. Oni poświęcili mi dużo uwagi, starali się pocieszać mnie chodź nie zawsze im to wychodziło, nie chcieli abym pogrążyła się w depresji i smutku zaszyta w ciemnym pokoju, przykryta starym kocykiem i słuchająca smętnej muzyki.
    Nadal nie poznałam nazwiska mojego potencjalnego ojca. Ojciec milczy jak grób, a matka nie raczy nawet odpowiedzieć mi na jakiekolwiek pytanie związane z nim. Nie tylko nasze relacje się pogorszyły, ale również jej i Dawida. Był zszokowany całą tą sytuacją. Przez pierwsze miesiące mieszkałam u niego, aby dojść do siebie. Musiałam poukładać życie na nowo. Wziąć sprawy we własne ręce i wyprostować je, tak jak prostuje włosy. Cały czas staram uczyć się na własnych błędach. Staje się coraz silniejsza, myślałam że okres buntu młodzieńczego nie dotyczy mnie. Pomyliłam się, ja cały czas go przeżywam. Wredne odzywki, chamskie zachowanie, docinki, szczeniackie zagrania, przekleństwa, bawienie się w kotka i myszkę ze wszystkimi wokół i nadużywanie alkoholu jest u  mnie na porządku dziennym. Zdążyłam przyzwyczaić się już  do bolącej głowy od kaca i budzenie się w dziwnych miejscach. Nie wiem jak moi przyjaciele znoszą moje zachowanie i humory.
    Nie jest łatwo się ze mną zadawać. Ostatnim czasem całkowicie olałam lekcje gry na pianinie, balet, lekcje dobrych manier i treningi sportowe. Nie obchodzi mnie co inni sobie o mnie pomyślą. Najważniejsze jest zdanie moich bliskich. Odkryłam że taniec, jazda na desce, chodzenie na koncerty nie wiadomo kogo, kibicowanie Skrze i Reprezentacji Polskiej w piłce ręcznej  jest tym co kocham. Jedynym zajęciem z mojego dawnego życia jest jazda konna i śpiew. Nie umiałabym z tego zrezygnować. Jestem skłonna wyrzeczenia się nawet swojego pokoju, który jest moim azylem, telefonu i innych dupereli ale nie tego. Miłość do tych zwierząt zawdzięczam dziadkowi. On nauczył mnie cierpliwości oraz trzeźwego myślenia. Które i tak z czasem zeszło na boczny tor.
    Dziś mija dokładnie 24 miesiące od poznania całej prawdy. Nie cierpię tego dnia, pomimo tego że są to moje urodziny. Rok temu po raz pierwszy upiłam się w trzy dupy i w tym roku mam taki sam plan. Jeszcze nie wiem z kim, ale wiem że chce się dziś dobrze bawić. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu.
"Cześć mała, dzisiaj się spotykamy u mnie?" Sms był od Piotrka. Nie przeszło mi przez myśl że pamiętał o moich urodzinach. Szybko mu odpisałam, nie chciałam trzymać go w niepewności
"Nie, dzisiaj u mnie o 20. Judyta pojechała do Wrocławia, więc chata wolna. Przychodź z całą paczką"
"Ma się rozumieć, szefowo" przysłał mi kolejnego sms. A ja uśmiechnęłam się do siebie.
    Do przybycia gości miałam jeszcze 2 godziny. Najpierw przygotowałam wszystko na ich przybycie. Mówiąc wszystko mam na myśli chipsy, żelki bez których Pola by umarła, pianki, cole, soki i popcorn. Reszte miał przynieść ze sobą Kamil. Później postanowiłam wziąć prysznic. Ubrałam się, nałożyłam podkład,  zrobiłam kreskę wokół oka kredką i pomalowałam rzęsny. O 20 byli już wszyscy, włącznie z moimi przyjaciółmi i starszym od  Piotrusia kumplem , Kamilem. Nie spodziewałam się że przyniosą ze sobą aż tak dużo alkoholu. Jak urzadzaliśmy domówkę u bliźniaków było mniej na 30 osób, a nas było tylko ośmioro!
-Boże, po co tyle tego przynieśliście- powiedziałam do Kamilka, spoglądając na 2 duże siatki zapełnione browarem.
-A to tak na zaś, żeby nam nie brakło. a tutaj coś na twój podły nastroj- zaśmiał się i pomachał jej przed oczami torebeczką z czymś zielonym w środku - przecież dziś twoja osiemnastka
-Najlepszego przyjaciółeczko - odezwał się Tomek, całując mnie w policzek
-Dziękuje
-To moja przyjaciółka imbecylu- krzykneła na cały głos Maja, krzyżując przy tym ręce i mrużąc oczy
-A nie bo moja- wtrąciła się Tamara
   Za chwile przekrzykiwali siebie na wzajem. Ich kłótnie zawsze wyglądały kosmicznie. Pola wydziera się na Piotrka, Piotrek na Tamare żeby nie jadła mu żelków, Tamara na Radka który śpiewa piosenkę Beyonce, A ten z kolei na Kamila żeby podał mu butelkę z alkoholem. Tylko ja i Sabina stałyśmy w drzwiach patrząc z politowaniem na ten cyrk.
-Ej matołki - wrzasnęła Pola - pijemy, potem butelka a na koniec niespodzianka dla naszej jubilatki
-Miało byś bez niespodzianek! - zdenerwowałam się, nie lubiłam niespodzianek. Szczególnie dzisiejszego dnia.-Co ja wam mówiłam?!
-Że nas kochasz- zapytali równocześnie chłopaki robiąc minę słodkiego szczeniaka
-Jak ja was nie cierpie!
-My,to już wiemy.Mogłabyś być bardziej oryginalna, a nie cały czas ta sama śpiewka. To jest do znudzenia. Serio... - wycedził Kamil, podając mi piwo. Wkurzył mnie, ale nie umiałam się długo gniewać. Nie dzisiaj.
    Cztery godziny później byliśmy totalnie nawaleni. Przez te pare godzin zdążyliśmy zagrać w butelkę, prawde czy wyzwanie, oczywiście nikt nie mógł ustać na nogach więc braliśmy tylko "prawdę", pokera na pianki i kieliszki z czystą i rozbieranego. Jako pierwsza musiałam się rozbierać. Z resztą jak zwykle, przyzwyczaiłam się już do tego. Koło północy, w domu był totalny chaos, głośna muzyka która przytłumiała moje wszystkie myśli, alkohol którego wcale nie ubywało, i kamera którą kręciliśmy filmiki. Bawiliśmy się w talk-show Kuby Wojewódzkiego. Oczywiście prowadzącym musiał być nasz kochany pan Mazur, który był bezlitosny. Zapytał pannę Kamińską jak to jest mieć brata geja, po 5 minutowej rozmowie showman zaliczył sierpowego od bliźniaka Majki, po czym zaczął śmiać sie nie wiadomo z czego. Ja się mu nie dziwię, tyle co on wypił to ja sama śmiałabym się ze wszystkiego. Mnie nie dręczył za długo. Wypytywał się mnie o mój tatuaż który zrobiłam rok temu aby wkurzyć mamę. "Without struggle there is no progress" ten cytat do mnie przemawiał, dlatego postanowiłam go sobie wytatuować.
     Na sam koniec zapytał czy podoba mi się niespodzianka. Nie wiedziałam początkowo o co mu chodzi. Przecież nie dali mi żadnego prezentu ani nic. Dopiero po chwili zaprowadzili mnie do mojego pokoju pokazując na suficie wielki napis farbą która była widoczna tylko w nocy "Przyjaciele nigdy cię nie opuszczą, pamiętaj o tym Rozi!" i wielkie zdjęcie na format A3 naszej paczki.
    Później urwał mi się film. Nie miałam pojęcia co działo się po moim odlocie. Wiem jedno, nie mam wyrzutów sumienia że urządziłam domówkę pod nieobecność rodzicielki. Świetnie się bawiłam, nie potrafiłam inaczej. Musiałam po prostu jakoś odreagować. Rano obudziłam się pół przytomna na płytkach w kuchni. Łeb mi pękał, jak nigdy. Nie byłam w stanie trzeźwo mysleć. Zanim się otrząsnęłam minęło kilka dłuższych chwil. Chłopaki się ulotnili. Więc zostałam sam na sam z dziewczynami. Oczywiście one nadal były zalane w trzy dupy. Czy tylko ja nie mam az tak słabej główki? Po chwili doszła do siebie Tami. Ledwo stawiając nogi, podeszła do mnie biorąc szklankę z wodą.
-Głowa mnie strasznie boli- lamentowała cichym głosem
-No co ty księżniczko nie powiesz?- zakpiłam sobie z niej
-Nie drzyj sie! - jej głosu prakrycznie nie było słychać. Ja sie nie dziwie skoro piła najwiecej z nas wszystkich.
-Przecież sie nie dre... - powiedziałam spokojnie. Przez swoją nieuwagę zwaliłam kilka garczków które stały na blacie. Huk był przerażający. Ogłuszył nie tylko mnie, ale także Tamarę
-Boże... zlituj się. Za jakie grzechy jak tak cierpie- wymamrotała.
-Jaki burdel... Nie ja sama tego nie ogarnie do popołudnia- wycedziłam
-A która jest?
-Eee- zaczęłam rozglądać się za jakimś zegarkiem. Nagle dostrzegłam że na lodówce wyświetla się godzina- 15:50 - przyćmiło mnie przez chwile
-Że jak?!-krzyknęła, ale to nie był dobry pomysł bo po chwili złapała się za swoją makówkę.
-Ja pierdo... skoro jest juz 16 - zaczęłam powoli sobie wszystko analizować. Mama miała przyjechać o 13, więc na pewno widziała ten bałagan i mnie nie przytomną- kurde - z moich ust padło jeszcze kilka nieprzyjemnych przekleństw, ale po chwili musiałam zaprzestać, z racji tego że ktoś zadzwonił do drzwi. A to zadziałało na mnie jak słońce na wampiry.
    Przede mną staną mężczyzna, dość tęgawy i wysoki. Znałam go doskonale, przez ostatnie miesiące łaził za mną krok w krok. Rodzice wynajęli go żebym nie skompromitowała przypadkiem swojej kochanej mamusi, jej znajomych albo nie daj Boże hotelu. Nie pytał się czy może wejść. Po prostu ruszył w stronę schodów i zatrzymał się przy nich. Bałam się co teraz powie, jego wyraz twarzy nie wyrażał żadnych emocji.
-Ubierz się- powiedział oschło-pani Judyta pragnie z tobą porozmawiać.
-Nie- wymamrotałam
-Nie będę powtarzał ci tego dwa razy - jego ton głosu zmienił się. Było słychać w nim nutę złości. Mówił głośno, a to nie pomagało mi w wytrzeźwieniu.
-Nie - zaśmiałam się w jego kierunku - jeśli ona chce ze mną poplotkować to niech sama do mnie przyjdzie. Ja mam dziś wolne - wycedziłam
-Masz w tej chwili iść na górę i ogarnąć się. Nadużywanie alkoholu nie służy ci. Wyglądasz jak siedem nieszczęść. Za niedługo zaczniesz jeść same pączki i nie będziesz w stanie wejść po schodach, nie wspominając już o wejściu do twojego pokoju...
-Dobra skończ już swój monolog- przerwałam mu. Nie cierpiałam jak tak ze mną pogrywał.
   Po wydrapaniu się na piętro, mogłam uciec ale to jeszcze bardziej pogorszyło by sprawę. Już nie jeden raz próbowałam nawiać, ale za każdym razem on mnie znajdywał wcześniej czy później. Weszłam do łazienki, ściągając z siebie brudne i śmierdzące ubrania. Wzięłam zimny prysznic, który lekko ukoił mój ból głowy. Gdy już się umyłam, zaczęłam rozczesywać swoje włosy by móc je potem wysuszyć. Po wyschnięciu moich kłaków, ruszyłam w stronę pokoju. Wyjęłam z szafy ubrania i założyłam je. Na koniec  wzięłam swój kochany telefon i skierowałam się na dół. Na parterze...
+++
Mam nadzieję że się wam spodoba, według mnie jest jedną wielką katastrofą. To był ostatni rozdział ze wspomnieniami Rozalii. Teraz będą aktualne wydarzenia z jej życia. Następny za tydzień xD
Czytasz=Komentujesz





czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 2


Nie ma gor­sze­go zła od pięknych słów, które kłamią. 

17 lipca 2010

    Dzień moich urodzin. Czy się ciesze? Oczywiście, przecież 17 urodziny ma się tylko raz w życiu. Z resztą jak każde. Impreza w hotelu "Creame" zaczynała się o 19, więc mogłam spokojnie zacząc się przygotowywać, zważając na to że była dopiero 13.00. Cieszyłam się na te urodziny jak głupia, ponieważ zaproszona była prawie cała moja szkoła i osoby najbliższe. Żałowałam tylko że tata nie da rady być na moim przyjęciu. No ale mówi się trudno. Postanowiłam się chwile zrelaksować biorąc długą, odprężającą kąpiel. Przed urodzinami miały wpaść do mnie przyjaciółki, zobaczyć czy wybrałam odpowiednią sukienkę, dlatego musiałam zacząć ubierać się dużo wcześniej, nie zapominając o makijażu i oczywiście fryzurze. Około 17 zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam oczywiście otworzyć, jednak nie spodziewałam się nikogo innego oprócz mojej paczki znajomych. Pomyliłam się, to nie byli oni. Jednak widok tej osoby ucieszył mnie jeszcze bardziej.
-Dawid? Co ty tutaj robisz? Jak ty...-powiedziałam zszokowana, jego widokiem.
-Co sie tak gapisz? Nie cieszysz sie że brata widzisz?- wtrącił się, udając obrażonego.
-Jak mogłabym się nie cieszyć?! - przytuliłam go bardzo mocno. Bardzo mi tego brakowało.
    Nie widywałam sie z nim codziennie dlatego zawsze starałam się aby nasze relacje były jak najlepsze. Zawsze pomagał mi w trudnych chwilach. Kiedy rodzice się rozwiedli, mama całkowicie o mnie zapomniała. Liczyła się tylko praca. Nie narzekam, bo przecież mogłam z nią porozmawiać w przerwie na lunch, a spotkaniem biznesowym. Dawid znał mnie jak nikt inny, zawsze wiedział czy coś się stało czy nie. Nie umiałam przed nim udawać, silnej dziewczyny która ma wszystko pod kontrolą. Po prostu nie umiałam, a może wcale nie chciałam...?
-Ale przez te pare miesięcy się zmieniłaś! Nie wyglądasz już jak rozpuszczony bachor- uderzyłam go ręką w ramie, ale to chyba nic nie pomogło, bo zaczął się śmiać. Czy on musi mi zawsze grać na nerwach?
- No wiesz co, postarał byś się nie dokuczać mi dzisiaj. - położyłam ręke na biodrze
-Wiem, ale uwielbiam cię gdy się wściekasz - pocałował mnie w czoło, po czym wziął swoją torbę  i założył na ramię - idę się trochę odświeżyć, postaram się nie spóźnić na przyjęcie
    Bardzo cieszyłam się że postanowił przyjechać. Miałam nadzieje ze zostanie przynajmniej kilka dni. Chwilę później  w drzwiach ujrzałam nie kogo innego jak Pole,Oliwię , Tomka i oczywiście bliźniaki. Ale coś było nie tak, brakowało Piotra, a to było dosyć podejrzliwe. Nie wspominając o tym że, Radek miał wielkiego sińca koło oka.
-Boże, Radek co cie się stało-powiedziałam przerażona jego wyglądem.
-Nic, po prostu takie są konsekwencje niektórych decyzji - wydukał cicho
-Decyzji, jasne bo ci jeszcze uwierzę - powiedziała z ironią Maja - Wiesz co ten pajac zrobił? - zapytała mnie, widać było że była wkurzona na niego- A więc wczoraj, zaraz po tym jak się pożegnaliśmy, poszedł do kwiaciarni i kupił tuzin róż tej lasce z którą pisał... - przerwała na chwile
- No dobra, ale co ma piernik do wiatraka? - spytałam, nie ogarniając całej sytuacji.
-Wiatrak może się spieprzyć - wtrącił się Tomek, który po chwili wybuchł niepohamowanym śmiechem, a ja   pogardziłam go wzrokiem- a tak mówiąc od rzeczy to ładnie wyglądasz - zarumieniłam się wtedy jak burak
-Zamknij się matołku - krzyknęła Majka - a więc krótko mówiąc, dziewczyna miała chłopaka. A ten idiota wręczył jej kwiaty, myśląc że to jest jej brat - zaczęła się śmiać. Sama nie wierzyłam w to co mi powiedziała. Jak można być aż tak...
-Idziemy? Bo za chwile spóźnisz się na własną impreze - oznajmił nam oburzony Radek.
   Rzeczywiście, zostało niecałe 20 minut do rozpoczęcia się moich urodzin. Szybko wsiedliśmy do wynajętej
czarnej jak noc limuzyny, która przywiozła nasz pod same drzwi klubu. Po wejściu na sale wszyscy zaczęli śpiewać "Sto lat" włącznie z moja mamą. Dziwnie czułam się słuchając jak pond dwieście osób śpiewa mi piosenkę. W końcu przyszła pora na prezenty i składanie życzeń. Gości nie było końca. Po dłuższej chwili, byłam już naprawdę zmęczona ciągłym dziękowaniem za prezent, odkładaniem go na stół z innymi podarunkami  i mówieniem "na prawdę nie trzeba było". Gdy została ostatnia osoba nie wierzyłam własnym oczom. Przede mną stał mój tatuś którego nie widziałam przeszło już z pół roku, jak nie więcej. To był najlepszy prezent jaki mogłam dostać.
-Tatuś - krzyknęłam, po czym rzuciłam się mu na szyje - Czemu nie powiedziałeś mi, że będziesz dziś?
-Chciałem ci zrobić niespodziankę, skarbie - przytulił mnie do siebie i ucałował do czoło.
-Udało ci się
-Wiem córeczko, idz tereaz zaszaleć w końcu to twój dzień. Porozmawiamy potem
-Okej
    Na początku byłam lekko skrępowana, tym że każdy się na mnie gapi. Ale później bawiłam się jak nigdy. Cały czas tańczyłam, nie tylko z chłopakami ale z przyjaciółkami również. To była naprawdę świetna zabawa. Totalnie zmęczona, usiadłam na kanapie, popijając sok. Nie czułam nóg, wysokie obcasy stanowczo nie są dla mnie. Przecież nie da sie w nich skakać, ani nawet szybko biegać. W niektórych chwilach chciałabym być chłopakiem, przynajmniej zawsze chodziłabym na płaskim obcasie nie martwiąc się czy będe mieć odciski, zdartą skórę i oczywiście w co się ubrać.
-Zgadnij kto- powiedział głos, który zasłonił mi oczy
-Eeee, Radek?
-Nie księżniczko
-Tomek?- powiedziałam. Chłopak nie odpowiedział, więc było wiadome że to nie mógł być on. Nie wytrzymał by tyle nic nie mówiąc. Nagle mnie olśniło.-Piotrek! - krzyknęłam, tak głośno że osoby stojące koło mnie, popatrzyły się w naszą strone- dziękuje że przyszedłeś.
-Nie ma za co, a to dla ciebie mała - zaśmiał się, doskonale wiedział że nie cierpie tego przezwiska. Może nie byłam wysoka, ale nie miał prawa mnie tak przezywac
-Uważaj, stoi przed tobą dziewczyna która ma aż 164cm wzrostu - powiedziałam, przymrużając oczy
-Jejku , nie bij. Nie chce leżeć w szpitalu
-Śmieszne. Widziałeś może gdzieś mojego tatę? - zapytałam rozglądając sie dookoła.
-Jakiś kwadrans temu wchodził do gabinetu twojej mamy
-Dzięki
    Wychodząc z sali, ruszyłam wolnym krokiem w stronę biura Judyty. Ciekawiło mnie o czym mogą rozmawiac ze sobą moi rodzice, skoro w domu nie wytrzymują razem nawet 5 minut. Po wyjściu ojca z domu, kiedy mnie odwiedzał, mama zawsze rozwalała jakiś wazon. Miałam rację, to nie była rozmowa, tylko zacięta dyskusja. Przez uchylone drzwi było słychać urywki dialogu prowadzonego między nimi. Nie chciałam podsłuchiwać, ale ewidentnie rozmowa była na mój temat. A ja nie lubiłam gdy ktoś obgaduje mnie za plecami.
-Dłużej już tego nie zniosę, powinniśmy jej o tym powiedzieć już dawno temu- powiedział zrozpaczony ojciec
-Tadeusz, wiesz dobrze że nie taka była umowa. Nie powiemy jej tego. Ona nigdy nie może się o tym dowiedzieć. Rozumiesz?- oznajmiła stanowczo właścicielka hotelu.
-Nie! -krzykną- Nie będę już dłużej jej okłamywał, kocham ją jak własną córkę, i dlatego chcę żeby poznała ten sekret - wrzasnął, uderzając ręką o blat stołu
-Ona nigdy nie dowie się że nie jesteś jej ojcem. To ją zniszczy!
-Ją?- zaśmiał się z ironią - Czy ciebie? Miałaś romans, zaszłaś w ciąże i teraz musisz wziąć odpowiedzialność na siebie...!
    Stałam przed tymi drzwiami, jak słup soli. Nie wierzyłam w to co przed chwilą usłyszałam. Jak to on nie był moim ojcem? Przecież wychował mnie razem z mama! Nie mogłam się uspokoić, w głowie cały czas słyszałam "miałaś romans, zaszłaś w ciąże" i weszłam do gabinetu z hukiem zamykając drzwi.
-Jak mogliście mnie okłamywać przez 16 lat! Jak? - krzyczałam, ledwo powstrzymując napływające łzy. Na ich twarzach było widać strasz i przerażenie
-Córeczko, kochanie- zaczęła mama
-Żadne córeczko, żadne kochanie! Okłamywałaś mnie przez całe moje życie, wmawiając mi że on jest moim ojcem!- wskazałam ręką na jej byłego męza, a po policzkach zaczęła leciec mi słona woda. Byłam wściekła, jak nigdy. Miałam ochotę ich zabić, albo stanąć na dachu i sprawdzić czy umiem latać. Matka zbliżyła się do mnie i chciała mnie przytulić - Nie dotykaj mnie - krzyknęłam
-Jestem twoją matka- jej on głosu, z łagodnego gwałtownie zmienił się w zimny. Nie wyrażający żadnych emocji, żadnych wyrzutów sumienia
-Śmiesz nazywać sie jeszcze moją  matką? Nigdy wam już nie zaufam! Słyszycie?!
-Skarbie, posłuchaj- powiedział delikatnie tata, a raczej facet którego w ogóle nie znam
-Nie jesteś moim ojcem i nie masz prawa mnie tak nazywać! Kto jest moim ojcem?- wycedziłam, zapłakana. Stali cicho wymieniając miedzy sobą spojrzenia - No kto?!
-Tadeusz był twoim ojcem, jest i zawsze nim będzie- na twarzy mojej rodzicielki było widać przerażenie. Nigdy jej takiej  nie widziałam
-Kłamiesz, kolejny raz kłamiesz! Przestańcie mnie do cholery oszukiwać! Ile można?! Chce znać prawdę! -zawahałam się przez chwile - Wszystko co mi mówiłaś, wszystkie twoje wspomnienia z nim, wszystkie historyjki na dobranoc były wymyślone? Wyssane z palca?-zwróciłam się do matki. Nie odpowiedziała mi, ale przyłożyła mi ręke do twarzy z nie małym bólem.
-Judyta! Uspokój sie! - rykną 45-latek
    Dalej nie pamiętam co do mnie mówił, nie docierało do mnie co przed chwilą się wydarzyło. Wybiegłam stamtąd najszybciej jak mogłam. Nie umiałam powstrzymać łez. Najpierw przypadkowa wiadomość o innym ojcu, a za chwile dostanie z liścia od własnej matki. Jak ona może, patrzeć w lustro we własne odbicie? Jak nie brzydzi się okłamywać własnego dziecka? Nie wiadomo kiedy znalazłam się na ulicy, sama jak palec, zapłakana, roztrzęsiona, bezbronna. Usiadłam na krawężniku chodnika, gorzko płacząc. Było zupełnie ciemno. Jedynie światło latarni oświetlało opuszczoną ulicę. Byłam przybita. Dlaczego oni zataili przede mną tak ważną informację? Co jeśli mój ojciec biologiczny siedzi w więzieniu albo co gorsza w psychiatryku, w izolatce gdzie nikt nie ma wstępu? Teraz to nie ważne, muszę dowiedzieć się jak się nazywa.   Przez sześć lat miałam ojca, później go straciłam, odzyskałam, a teraz kolejny raz go nie mam. W mojej głowie kłębiły się tysiące czarnych myśli i scenariuszy. A jeżeli Tadeusz odszedł od mojej matki tylko dlatego że nie powiedziała mu że nie jestem jego dzieckiem? Nie wiem, już niczego nie jestem pewna. Rozpłakałam się na nowo. Koło mnie staną jakiś ochlaptus który ledwo trzymał się na nogach. Byłam przerażona.
-Cześć, co taka ładna dziewczyna tutaj robi? - wydukał, a z jego gęby było czuś tylko whisky
-Odczep sie!- krzyknęłam drżącym głosem. Chciałam uciec, ale złapał mnie za nadgarstek- puszczaj to boli!
-Chodź tutaj
-Odwal się - wrzasnęłam, a łzy spływały mi po policzkach.
-Słyszałeś? Odwal się! - rykną mężczyzna który pojawił się nie wiadomo skąd.
-Bo co?!
    Widząc że facet nie ma zamiaru odejść, dostał od niego sierpowego. Jeszcze trochę się rzucał ale chyba zdał sobie sprawę że nie ma z nim szans i odszedł. Brunet usiadł koło mnie, patrząc jak spoglądam przed siebie bez żadnego celu ,monotonnie kiwiąc sie w przód i tył skulona w kłębek. Po chwili milczenia zadał mi pytanie:
-Nic ci się nie stało? Wszystko w porządku? - jego głos wydawał się być przepełniony troską.
-Nie, nie... ja.... - popatrzyłam się na niego, i rozpłakałam się na nowo.
-Rozalia? Co ty tutaj robisz? - przytulił mnie, własnie tego potrzebowałam. Czyjegoś ciepła i uwagi. A tym kimś był teraz bramkarz reprezentacji.
    W końcu trochę się uspokoiłam, wtedy zaproponował ze odprowadzi mnie do domu, ale ja kategorycznie zaprotestowałam. Nie miałam najmniejszego zamiaru oglądania ich twarzy i Dawida dopytującego co się stało... Łukasz zaproponował żebym przespała się w jego pokoju hotelowym. Nie podobało mi się to, przecież lokal należał do mojej matki, ale i tak nie miałam się gdzie podziać. Znaczy mogłam iść do przyjaciółek ale one zadręczały by mnie ciągłymi pytaniami. A ja nie miałam ani ochoty ani siły żeby na nie odpowiedzieć. Nie ogarniałam całej sytuacji. Przerażały mnie wydarzenia dzisiejszego wieczora, było ich o wiele za duzo jak na jeden dzień.
     Pokój Fabiańskiego znałam na pamięć. Bywałam tu wiele razy. Ściany koloru beżowego, oraz obrazy przedstawiające zwykłe bohomazy, łóżko z jedwabną pościelą, biurko, okno, szafa, drzwi i inne pierdołki. Położyłam się na łóżku, Łukasz usiadł koło mnie. Przytulił mnie tak jakbym była jego młodszą siostrzyczką. Powiedział żebym się nie przejmowała i że wszystko się jakoś ułoży. Musi się ułożyć. W jego ramionach powieki momentalnie mi się zamknęły. Nie wiedziałam co będzie jutro. Poczułam że ktoś przykrywa mnie miękką kołdrą, i odgarnia włosy z oczu. Dalej nie pamiętam już niczego...

+++
Rozdział trochę wcześniej niż mówiłam, ale dodaje go za namową Pau ♥[w opowiadaniu postać Majki]
Mam nadzieje że wam się spodoba :) Liczę na szczere komentarze i dziękuje za tak miłe komentarze pod rozdziałem 1
Następny w piąteczek xD




niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 1

Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś,
 kto czuję się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest. 

16 lipca 2010


    Już jutro są moje 17 urodziny. Strasznie się ciesze gdyż w końcu oderwę się od tej szarej monotonii. Z racji tego, że dziś jest piątek musiałam rano wstać i iść do hotelu. Jak co tydzień, moja mama dawała mi jakieś zajęcia na 3-4 godzin żebym nie marnowała czasu na głupoty. Byłam ciekawa, co wymyśli  dzisiaj.    Wstałam około 10.30 więc miałam jeszcze trochę czasu dla siebie. Poszłam wziąć szybki prysznic, ubrałam się, później lekki makijaż, i oczywiście telefon bez którego nigdzie nie wychodziłam. Do hotelu miałam jakieś 30 minut szybkim marszem. Jak zawsze odprowadzała mnie Majka z Radkiem. Czekali już na mnie koło bramy wjazdowej, o dziwo Majek się nie spóźniła.
-Hej-ucałowałam przyjaciółkę w policzek - a ty co tak stoisz?Nie przywitasz się - powiedziałam z lekkim oburzeniem do Radka, krzyżując ręce
-Oj, bardzo przepraszam, ale jakbyś nie zauważyła to ja chce tu dziewczynę poderwać - palną z ironią
-Przez telefon? - zrobiłam zdziwioną minę, ale sądząc po ich twarzach wyszło cos w rodzaju "jestem nawalona, omijaj mnie"
-Nie?Przez facebooka - uśmiechną się z niesmakiem na ustach, chyba laska dała mu kosza
-Nie przejmuj sie tym matołem i tak żadna sie z nim nie umówi -zaśmiała sie
    Idąc wspominaliśmy chwile spędzone razem. Wszystkie kłótnie, niespełnione marzenia, noce pod gołym niebem razem z cała paczką znajomych. To były cudowne lata mojego wspaniałego życia. Dopóki nie zaczęło się podejmowanie trudnych decyzji, takimi jak moja przyszłość, wykształcenie, hotel, wzorowe zachowanie i dążenie do bycia idealną córeczką mamusi. Nareszcie po 40 minutach, ledwo, przyczłapaliśmy do recepcji gdzie czekała na mnie asystentka mamy. Nie wyglądała jakby za chwile miała skakać z radości. Obawiałam sie jednak tego czego dzisiaj będę musiała sie uczyć. Pożegnałam sie z moimi towarzyszami i ruszyłam w kierunku pani Joanny
-Dzień dobry panienko- powiedziała z namalowanym uśmiechem kobieta - dzisiaj będziesz stała na recepcji. Ze względu na to że Artur jest w szpitalu a Iza nie może się dziś na niczym skupić- wymamrotała z lekkim oburzeniem.
-No dobra, okej, a co mam robić tak w ogóle?
-Masz tu stać. A jeżeli ktoś by sie pojawił, powiadom Izabele tym telefonem, lub pomóż
-Spoczko - weszłam na recepcje i usiadłam na krześle
    Nie mam pojęcia ile tam byłam. Godzinę, dwie a moze cztery, nie było chwili spokoju. Co chwila ktoś wchodził i wychodził, pytał sie o pocztę, o klucz do pokoju i inne tego typu duperele. Z czasem w holu było coraz mniej osób, aż w końcu zostałam sama. Zauważyłam kartkę przyczepioną na tablice kartkę z napisem "Reszta reprezentacji dojedzie 16 lipca"  Zaczęłam zastanawiać sie o co chodzi przecież siatkarze nie mieli w najbliższym czasie żadnego meczu. Usiadłam na krześle i poczułam wielkie zmęczenie, nie wiedząc nawet kiedy, zasnęłam. Nagle obudził mnie dzwonek recepcji, co oznaczało że przyszedł kolejny gość z jakimś pytaniem. No pięknie. Była już szarówka więc nieźle mi sie przysnęło. Za ladą recepcji stał jakiś mężczyzna. Tak na oko miał jakieś 1,9m, lekki zarost, i dużą torbę na ramieniu. Uśmiechną sie do mnie i powiedział:
-Cześć, czy Smuda już wyszedł z hotelu?- popatrzył na mnie poważnym wzrokiem, a ja nadal nie wiedziałam kto to jest
-Że kto?- starałam sie wyglądać na osobę zorientowaną w sprawach 'gość hotelowy-obsługa' ale w ogóle mi to nie wychodziło i na dodatek strasznie chciało mi sie spać, chociaż nie było nawet 21.
-Smuda, znaczy sie Franciszek Smuda - odparł a ja nadal nie wiedziałam o kogo mu chodzi
-Znaczy sie kto? Bo nie kojarzę faceta- po tych słowach wybuchną śmiechem, a ja się speszyłam. Ale jak to było u mnie za zwyczaj skapowałam po dłuższej chwili że przecież w hotelu wypoczywa Reprezentacja Polski. Walnęłam sie ręką w czoło, po czym dodałam szybko
-A, chodzi ci o tego całego trenera, tych no... tych masochistów? - wycedziłam szybko, a chłopaka zamurowało przez chwile
-No, tak, tak-popatrzył na mnie z lekkim rozkojarzeniem - dowiem sie wreszcie czy jest w hotelu?- powiedział oschło
-Grzeczniej proszę i nie mam zielonego pojęcia. Coś jeszcze pan sobie życzy?
-Kur.. -chciał chyba dokończyć, ale moja mina mówiła sama za siebie że nie chce sie mi z nim gadać.Nagle nie wiadomo skąd pojawiło sie stado dziewczyn, które okrążyły prawie dwu metrowego chłopaka
-To naprawdę ty!-krzyczała jedna przekrzykując druga - Łukasz Fabiański dał mi autograf - później nie słyszałam juz nic  oprócz krzyków, pisków i jęków
     W pewnym momencie z gabinetu wypadła moja mama z 3 ochroniarzami którzy wyprosili dziewczęta z hotelu. Widać było że jest zdenerwowana. A ten cały Łukasz Fa... coś tam był leciutko wkurzony. Judyta przywitała się z chłopakiem i ruszyła w moim kierunku. No pięknie- pomyślałam.
-Rozalia, poznaj to jest pan Łukasz Fabiańki. Bramkarz naszej kochanej reprezentacji- piłkarz podał mi rękę na znak przywitania.- chcę żebyś oprowadziła go po hotelu i zaprowadziła do pokoju nr.375
-Oczywiście- wydukałam. Wcale nie miałam ochoty pokazywać niczego temu palantowi. Już i tak byłam stanowczo za długo poza domem. Jutro miałam urodziny, a jeszcze nie wiedziałam w co mam sie ubrać, jak uczesać..Całkowicie straciłam ochotę na tą całą imprezkę.. - Proszę za mną - ruszyłam na przód. Najpierw pokazałam mu parter i taras na którym uwielbiałam przebywać. Gdy przyszła kolej pokazania mu jego pokoju, poszłam w kierunku schodów
-Ee, nie lepiej windą?- powiedział zaskoczony moim zachowaniem - Nie żeby coś, ale tak będzie szybciej  i wygodniej
-Możliwe.... ale ja, ja sie boje windy, mam z nią nieprzyjemne wspomnienia - wycedziłam przestraszona
-Spokojnie, nic ci przecież nie grozi, ja będę przy tobię - na jego twarzy było widać duże zmęczenie. Zrobił mine ala kot ze Shreka
-Sama nie wiem
-Bardzo cię prosze, ja na prawde jestem padnięty i nie mam siły iść piechotą
-No, okej - weszłam do windy cala w panice. Od kąt pamietam bałam sie do niej wsiadać. Może to wyglądało dziwnie, bo przecież jak w XXI wieku można bać się windy? Ale to był mój największy strach- my jesteśmy na ty?-wycedziłam, dopiero po chwili doszło do mnie że zwrócił się do mnie jakbym byla jego koleżanką.
-Nie, ale możemy być. Jestem Łukasz Fabiański, miło mi -ucałował moją dłoń
-Rozalia Raniewska
   Po dłuższej chwili, myślałam że winda sie zatrzymała i spada w dół. Oblał mnie zimny pot, nogi miałam jak z waty,  a serce biło mi tak jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.
-Wszystko w porządku? - zapytał łagodnie. W tej samej chwili drzwi maszyny gwałtownie otworzyły się. Jaka ja byłam szczęśliwa
-Tak. W jak najlepszym- starałam się aby mój głos nie drżał. Uśmiechnęłam się do niego ładnie- To tutaj, twój pokój jest tutaj. Życze miłej nocy
-Dzięki
   Nareszcie koniec dnia. Wróciłam szybko do recepcji, wziełam swoje rzeczy i ruszyłam w stronę wyjścia, gdzie czekała na mnie mama. Przez cała drogę do domu milczałyśmy. Nie narzekałam że mama nie lubi ze mną rozmawiać o życiu codziennym. Rodziców zastępował mi zawsze brat, na którego mogłam zawsze liczyć. Po kilku minutach znalazłyśmy sie na podjeździe. Od razu udałam się do swojego pokoju, przebrałam się w piżamę, sprawdziłam jeszcze konto na Facebooku i położyłam się spać.

+++
I jest nareszcie rozdział pierwszy. Wydaje mi się być lekko dziwny, ale to przez to że jest to wspomnienie z przeszłości Rozalii. Mam nadzieje że  się wam spodoba. :) Miłego czytania :* Następny w pod koniec tygonia.
proszę o szczere komentarze ;P



czwartek, 21 marca 2013

Prolog

Codziennie wykonujemy setki, a nawet tysiące najprzeróżniejszych czynności.
Ale czy kiedykolwiek zastanawiamy sie po co to robimy? 
Po co wstajemy rano, jemy śniadanie, idziemy do szkoły, pracy, wracamy, odpoczywamy i kładziemy sie spać?
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jak to jest być więźniem własnego życia? Ja właśnie nim jestem. Więźniem, a nawet robotem który ma juz zaplanowaną przyszłość na kolejne 20 lat.
Ale czy uda mi sie zrobić to co ja chce? Skoczyć na bungee, przefarbować włosy na zielono, zakochać sie, mieć dwójkę dzieci i męża który bedzie mnie kochał aż do śmierci? 
Dlaczego każdy oczekuje ode mnie abym była idealna? Przecież nikt nie jest ideałem. Nawet największe autorytety zaliczają wpadki. 
Dlaczego jak potrzebuje pomocy rodziców nigdy ich nie ma? Ona pochłonięta własnym biznesem, a on? No właśnie, nawet  nie wiem co sie u niego aktualnie dzieje.
Czasami myślę, że jestem małą mrówka w wielkim mrowisku i nikt nie zwraca na mnie uwagi. No chyba jeżeli ktoś czegoś ode mnie oczekuje.
Czy czuliście sie kiedyś jak android? Ja sie tak czuje codziennie od kilkunastu lat. Wzorowe oceny, wzorowe zachowanie, wzorowa ja!

Chciałabym poczuć smak wolności, ale nie tak  na godzine czy dwie, lecz tak na całe życie. Żebym mogła sama o sobie decydować.
Przecież nie jestem już dzieckiem... Prawda?

+++

Troche kiczowate mi to wyszlo. No ale niech juz zostanie. Mam nadzieje że sie wam podoba. Prosze zostawiajcie komentarze to bardzo motywuje. Tylko szczere .