czwartek, 19 września 2013

Rozdział 20

Znowu i znowu, jestem przepełniona uczuciem 
Twoją miłością, mam to już w żyłach 
I jestem przepełniona błogim oddaniem 
Kiedy patrzę w twoją idealną twarz/Dana Glover - It is you



           Oficjalnie Wojtek i Rozalia byli parą. Wiedzieli o tym tylko najbliżsi, gdyż zakochani chcieli uniknąć sensacji. Wojciech był szczęśliwy że  ma u swojego boku kobietę, którą kocha. Szczęsny spędzał ze swoją dziewczyną każdą wolną chwilę. Rozumiał, że dla Rozalii najważniejsze są teraz studia, i nie może poświęcić mu tyle czasu ile by chciał.
-Kochanie, wstajemy. – szepnął Wojtek.
-Nie! – zaprotestowała. – Jeszcze nie. Jest środek nocy. - odparła zaspana.
-Skoro tak uważasz. – powiedział z rozbawieniem. – Ślicznie wyglądasz kiedy śpisz. – pochwalił Wojtek, odgarniając kosmyk włosów z twarzy Rozalii.
-Nie śpij już bo cię ktoś ukradnie.-szepnął po chwili
- A kto? - dziewczyna otworzyła jedno oko, a za chwile posyłając Szczęsnemu szeroki uśmiech.
 - Ja.
 - To, dobranoc. – odparła dumnie, kładąc głowę powrotem na poduszkę.
Szczęsny usiadł na łóżku, by pocałować ukochaną w policzek. Na twarzy Rozalii pojawił się szczery uśmiech,   którego nie sposób było zauważyć. Usadowiła się w pozycji siedzącej, wtulając się jednocześnie w objęcia Wojtka. Leżała wtulona w objęcia chłopaka. Czuła się bezpiecznie, czuła że teraz jest naprawdę szczęśliwa.
-Wojtek, która godzina? – zapytała Rozalia.
-Emmm, 8.40 a co?
-A nic bo o 9:00 mam wykłady. – odparła. – Co?! 8:40?! Spóźnię się! – wycedziła nerwowo, po czym szybko wybiegła z pokoju do łazienki, by się ogarnąć.
            Po niespełna 5 minutach była już gotowa. Spakowała do torby klucze, telefon i książkę.
-Mógłbyś mnie odwieźć? – spytała Szczęsnego robiąc przy tym maślane oczy.
-Mógłbym, ale czy zechce? – powiedział szarmancko opierając się o futrynę drzwi.
 -A jeśli dam ci takiego soczystego buziaka w policzek? – uśmiechnęła się poruszając przy tym znacząco brwiami.
-Zastanówmy się…
 -Kochanie, misiu mój. –zaczęła Raniewska zarzucając ręce na szyję Szczęsnego. –Wiesz że cię bardzo kocham. – dokończyła składając pocałunek na ustach chłopaka. Wojtek objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, odwzajemniając pocałunek.

-Nie wiem czy powinienem to przerywać, bo nie ukrywam że bardzo mi się podoba – mówił między pocałunkami – ale chyba się troszkę spóźnisz.
-Trudno. – odparła otwierając drzwi wejściowe. – Na co czekasz? Idziemy, ruchy! – powiedziała czekając aż Szczęsny wyjdzie z mieszkania.

*

            Zajęcia minęły Rozalii w miarę szybko. Na ostatnich wykładach, skupiona notowała nowe informacje w swoim zeszycie, nie zauważając siadającego obok  Toby’ego. Chłopak przyglądał się jej z rozbawieniem, widząc że nie nadąża z pisaniem. Pomachał jej przed oczami ręką wiedząc że inaczej go nie zauważy.
-Ziemia, ziemia do Rozalii. Jestem tam ty tym pustym łbie ktoś? – zapytał rozbawiony.
-Co?! A, tak. Cześć. – powiedziała szybko. –Grabisz sobie tym łbem-. – stwierdziła odwracając głowę piorunując go spojrzeniem.
-Wiem, mam pewną propozycje.
-Nie! – powiedziała stanowczo.
-Co nie?
-Nie, na tą propozycje. Nie pójdziemy na mecz, chyba że siatkówki.
-Siatkówka jest dla frajerów. – wycedził, a w tym samym momencie Rozalia zgromiła go swoim wzrokiem, że natychmiast odwrócił głowę w przeciwnym kierunku unikając jej spojrzenia.
-Grabisz sobie, drogi przyjacielu. Jeszcze raz tak powiesz a skończy się dla ciebie źle.
-A wracając do mojego pomysłu, zapraszam cię dziś na kręgielnie i lody w nagrodę za najlepszy projekt. – powiedział ignorując jej wcześniejszą wypowiedź.
-Kiedy?- zapytała
-Dziś, zaraz po zajęciach. – dokończył obdarzając ją szerokim uśmiechem.
-W sumie, to i tak nie mam nic do roboty.
-Ciszej! – uciszył ich mężczyzna siedzący przed nimi.
            Do końca wykładu nie odzywali się do siebie. Każde było skupione na nowym materiale.

*

-Jak to możliwe że wygrywasz już piąty raz z rzędu?  - zapytał wzburzony brunet.
-No widzisz, to się nazywa talent.
-Chyba fart. – powiedział kpiąco w kierunku Rozalii.
-Ale tak na serio, to już mnie ręka boli od tych kul do kręgli. – skarżyła się Raniewska.
-Oj, biedactwo. To teraz będzie moja szansa żeby wreszcie cię ograć. – ucieszył się Toby i od razu poszedł zbijać kręgle.
            Po cztero godzinnej próbie Toby’ego zakończyli grę w kręgle i udali się do kawiarni na obiecane Raniewskiej lody. Szli po ulicach Londynu, nieświadomi gdzie tak naprawdę jest kawiarenka do której chciał zabrać Raniewską Toby.
-Zabije cię! Gdzie jest ta kawiarnia?! Idziemy już ponad 40 minut nie wiadomo gdzie. – mówiła rozzłoszczona Rozalia.
-Wyluzuj, świeże powietrze ci dobrze zrobi. A po za tym wysiłek fizyczny jest wskazany. – wytłumaczył Toby.
-Ja mam gdzieś twój wysiłek fizyczny. Wole nie mieć kondycji, i siedzieć wygodnie w kawiarni, niż chodzić po Londynie w poszukiwaniu jakiejś dziury.
-Tylko nie dziury! – oburzył się Toby.
-Kawiarnia miła być za rogiem, a tych rogów chyba już ze dwadzieścia było jak nie więcej!
-O jesteśmy. – powiedział radośnie student otwierając drzwi kawiarenki.
            Pomieszczenie było urządzone w nowoczesnym stylu. Na ścianach wisiały obrazy i zdjęcia Londynu. Kelner przyniósł desery, a chwilę później czekoladę.  Siedzieli oboje na wygodnych skórzanych kanapach, tuż obok okna. Na każdym stoliku paliła się mała świeczka, która dawała zapach zielonego jabłka.
-Nadal zła?
-Nie.
-To o czym myślisz?- zapytał po chwili milczenia Toby.
-O życiu.
- I co wymyśliłaś? 
- Że zajebiste jest – stwierdziła Rozalia.
- Niedawno mówiłaś co innego.
- Niedawno nie było jego. 
-Jego? – dopytywał się zaciekawiony.
-Tak, jego. – powiedziała, a na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.
-A ‘jego’ ma jakieś imię?
-Wojtek.
-Wotek? – zapytał zdziwiony.
-Wojtek, Wojciech, Wojtuś. –uśmiechnęła się szeroko. – Koniecznie musisz wziąć lekcje polskiego.
-Nie, chyba spasuje. Wystarczy mi polskiej polszczyzny jak klniesz po kątach. – podsumował uśmiechając się jak głupi.
-Uważaj, bo któregoś pięknego dnia to ja się będę z ciebie śmiała. Zapamiętaj sobie to. – powiedziała groźnie.
-Uuuu, mamo ona mi grozi. – śmiał się- A co robisz jutro?
-Robię doktorat z psychologii.
-Poważnie?
- Nie no... ale kozacko zabrzmiało, nie?
-No raczej. – stwierdził.

*

-Gdzie ona jest? Majka miała zadzwonić jak tylko wróci do domu. Może coś się stało?! Już prawie 20:00- zadawał pytania Wojtek krążąc po mieszkaniu w kółko.
-Nie martw się, może poszła do biblioteki, albo poszła na zakupy. – uspokajała go Sandra.
-W bibliotece można być do 18:00 dzisiaj, sprawdzałem to. A na zakupy chodzi tylko z Majką, Mel  lub Łukaszem a żadne z nich dzisiaj się z nią nie widziało. Co się do cholery mogło stać?
-Wojtek, do jasnej cholery! Usiądź na dupie, włącz mecz i oglądaj! Dłużej już z tobą nie da się wytrzymać. Jestem pewna że za chwile zadzwoni twój telefon, z wiadomością że twoja dziewczyna wróciła do domu cała i zdrowa.
-Ale…
-…Wsiądziesz do samochodu, pojedziesz po nią i przywieziesz ją tutaj na kolacje. Tak jak planowałeś. – dokończyła Sandra siadając na fotelu.
-Sandra, ale ty nie rozumiesz ja się martwię. Dzwoniłem do niej ale ciągle włącza się poczta głosowa.
-Do mnie też niejednokrotnie dzwoniłeś jak byliśmy razem, i jakoś żyje nadal. Wyluzuj trochę, wiem jak to jest siedzieć i się uczyć. Pochłania to dużo czasu. Pewnie się jej rozładował telefon, albo po prostu ma wyciszony i nie słyszy.
-Oby.
            Chwilę później rozdzwonił się telefon Wojtka. Serce podskoczyło mu do gardła na dźwięk komórki, której nie mógł znaleźć. Był pewien, że kładł go na stół,  ale jak na złość nie było go tam. W panice trzęsły się mu ręce, ale na szczęście Sandra znalazła telefon który leżał pod kilkoma poduszkami.
-Tak?... Jasne!... Już?... To kiedy? A może… Jak to nie? A gdzie? Z kim?! Okej, to za chwilę będę.- dokończył swoją rozmowę telefoniczną Szczęsny.
-I co? Rozalia jest cała?- zapytała Walczyk* krzyżując ręce.
-Tak, okazało się że była z kimś tam na kręgielni.
-Było warto tyle panikować panikaro?
-Tak! Ona była z chłopakiem jakimś. Nie znam go!
-Czasami naprawdę zachowujesz się jak dziecko. Rozalia też nie zna większości twoich znajomych, szczególnie dziewczyn, i jakoś nie jest zazdrosna.
-Jak to nie?
-Wojtek, czy ty przypadkiem nie miałeś po nią jechać. Za chwile się okaże że nie pojedziesz i mój wysiłek pójdzie na marne.
-Nie bój żaby. Dziękuje że mi pomogłaś, inaczej musielibyśmy jeść żarcie z M’Donalda. – stwierdził.
-Na nic więcej cię nie stać?... – zapytała zrezygnowana.- Ja się zbieram, miłego wieczoru. – pożegnała się Walczyk.

*

Rozalia weszła do domu ściągając wiosenny płaszcz.  Z salonu dochodził dźwięk włączonego telewizora. Na kanapie siedziała z miską popcornu Maja. Raniewska podeszła do niej najciszej jak się dało i przytuliła z całej siły przyjaciółkę. Kamińska krzyknęła z przerażenia wstając momentalnie z kanapy.  Była przerażona, gdyż film wciągnął ją do tego stopnia że nie usłyszała zamykających się drzwi wejściowych. Widząc przed sobą sylwetkę przyjaciółki odetchnęła z ulgą.
-Ale mnie wystraszyłaś! – krzyknęła nadal lekko przestraszona.
-Zauważyłam. Czemu tak sama siedzisz? – zapytała.
-Bo mój ukochany musiał do mamy jechać. – odparła Maja.
-Do mamy –powtórzyła za przyjaciółką. -To dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie? Przyszłabym wcześniej przecież.
-Nie chciałam ci przeszkadzać w nauce.
-Nie byłam w bibliotece.
-To gdzie? – dopytywała się zaciekawiona Maja siadająca na blacie kuchennym.
-Na kręglach z Toby’m.- uśmiechnęła się lekko w kierunku Majki.
-Doprawdy? – blondynka skrzyżowała ręce.
Raniewska zamknęła lodówkę wyciągając z niej sok pomarańczowy. Upiła łyk trunku i popatrzyła na koleżankę.
-Tak. Zaraz po zajęciach zaprosił mnie w podzięce za to że zrobiłam z nim projekt, jeśli tak cie to interesuje. Idę pod prysznic, jestem wykończona. –stwierdziła Raniewska udając się do łazienki.
            Rozalia zniknęła za drzwiami łazienki, a Majka szybko wykręciła na swoim telefonie numer telefonu Wojtka. Przyłożyła komórkę do ucha, usłyszała jeden sygnał, drugi, trzeci. Gdy już straciła nadzieje, a co najważniejsze cierpliwość usłyszała głos Szczęsnego. Powiedziała mu że jego dziewczyna właśnie wróciła, po czym zakończyła rozmowę. Usiadła na fotelu przeglądając Internet.
Niecałe 10 minut później przybył Wojtek. Rozsiadł się wygodnie na kanapie oczekując Rozalii. Maja podała mu szklankę z wodą mineralną, po czym usiadła obok niego. Wojtek był z natury bardzo ciekawski, dlatego musiał się dowiedzieć kim był chłopak z którym jego dziewczyna spędziła dzisiaj popołudnie.
Niestety Maja nie wyjaśniła mu tego, gdyż z łazienki w krótkich spodenkach, luźnym podkoszulku wyszła Rozalia. Dziewczyna nie zauważyła siedzącego na kanapie w półmroku Wojtka, dlatego od razu skierowała się do swojego pokoju. Przymknęła drzwi nie domykając ich, nie zapalając światła położyła się plecami na łóżku podkładając sobie jedną rękę pod głowę. Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Kilkunasto minutowa wycieczka po Londynie z Toby’m dała Raniewskiej odczuć zmęczenie.
            Szczęsny udał się za Rozalią do pokoju. Cicho otworzył drzwi nie naruszając ciemności panującej w pomieszczeniu. Jedyne światło które oświetlało pokój padało zza okna, tworząc półmrok. Podszedł do łóżka na którym leżała brunetka i usiadł na jego kraju. Przyglądał się jej. Rozalia uśmiechnęła się.
-Majka won mi z pokoju. Nie będę oglądać z tobą filmu. Jestem zmęczona. – powiedziała Rozalia nadal nie otwierając oczu. Nie usłyszała odpowiedzi dlatego od razu zorientowała się że na jej łóżku nie siedzi Maja.
-Okej, Majką to ty nie jesteś, więc są dwie możliwości. Jedna jesteś Łukaszem, ale on o tej godzinie nie przychodzi, a jeśli już to czegoś chce i jest słodki. Zostaje druga opcja – Wojtek. – powiedziała leżąc wygodnie na łóżku.
-Brawo kochanie, punkt dla ciebie. – szepnął Szczęsny składając na policzku Rozalki całusa.
-Co ty tutaj robisz o tej godzinie? – zapytała siadając na łóżku.
-Mam niespodziankę. – uśmiechnął się szeroko.
-Jaką?
-Jeśli ci powiem, to nie będzie niespodzianki. – na jego twarzy pojawił się cwany uśmieszek. – Ubierz się, porywam cię.
-Po co?
-Bo chcę cię gdzieś zabrać.
-O rany, jestem padnięta. To nie może zaczekać do jutra?
-Nie.- odparł stanowczo.
            Rozalia widząc jego minę podeszła do szafy z której wyciągnęła z szafy jeansy i szeroki sweter. Założyła swoje ciuchy, nie robiąc żadnego makijażu. Minutę później była gotowa. Widząc że Wojtek wygodnie rozdział się na jej łóżku skoczyła obok niego kładąc się na brzuchu.
-Gotowa? – zapytał
-Nie. – odparła. – Nigdzie nie idę, rozmyśliłam się. Mi tu jest wygodnie, jestem zmęczona i chce mi się spać.
-Rusz się moja droga, bo inaczej pogadamy.
-Ja nie gadam ty gadasz. Dobranoc. Słodkich snów Wojtuś. – powiedziała wymijająco.
            Nie odpowiedział jej. Podszedł do niej, wziął na ręce, przerzucił przez ramię i wyszedł z mieszkania żegnając się z Majką.
-Pożałujesz! Puść mnie! Powiem Łukaszowi! – krzyczała zła.
-Ale i tak mnie kochasz. – odpowiedział pewny siebie z uśmiechem od ucha do ucha.
-Zobaczymy – powiedziała sama do siebie.

*

Wojtek zaparkował swój samochód na podjeździe. Zgasił silnik i otworzył Raniewskiej drzwi samochodu. Szła w stronę drzwi z założonymi rękami nie odzywając się do Wojtka.
-O co się złościsz? –zapytał otwierając drzwi.
-O nic. – burknęła. –Po co mnie tu przywoziłeś w środku nocy? Mówiłam że jestem zmęczona.
-Wiem, ale cały dzień przygotowywałem dla ciebie romantyczną kolacje. Szkoda tylko że wróciłaś tak późno, bo jedzenie jest już całkiem zimne i nie smaczne. – powiedział kiedy weszli do salonu.
            Rozalia stanęła jak wryta. Nie spodziewała się że Wojtek przygotuje dla niej coś takiego. Było jej głupio, bo nakrzyczała na niego bez podstaw. Starał się jak mógł by jej zaimponować, i dostał jeszcze za to naganę. Stała na wprost zastawionego stołu. Były nawet świece  i wino. Bez słowa podeszła do Wojtka patrząc mu w oczy.
-Przepraszam, nie powinnam się na ciebie złościć, ale nie wiedziałam że przygotujesz dla nas tą kolacje. Wybaczysz mi?
-Zastanowię się. – odpowiedział przytulając do siebie brunetkę.
-Jakbyś mi powiedział wcześniej, to nie poszłabym nigdzie z Toby’m i spędzilibyśmy wspólnie wieczór.
-Gdybym ci powiedział to nie było by niespodzianki. – odparł – A właśnie, co to za facet? – zapytał podejrzliwie.
-Jaki facet?
-No ten z którym byłaś dzisiaj. Skąd go znasz?
-Może mam ci jeszcze powiedzieć gdzie mieszka i ile waży, co? – zapytała poirytowana.
-Było by super.
-Toby chodzi ze mną na studia, jeśli cię to tak interesuje zazdrośniku. – powiedziała Raniewska.
-Ja? Zazdrośnik? Wydaje ci się.
-Nic się mi nie wydaje, zazdrośniku. – powiedziała mocno akcentując ostatnie słowo. –Przyznaj, to nie ty przygotowywałeś dzisiejszą kolacje.
-Ale nakrywałem do stołu. – odparł dumnie wypinając pierś.
-To kto?
-To pozostanie moją słodką tajemnicą.- uśmiechnął się do Rozalii, co wywołało u niej leciutki rumieniec, ale jednocześnie ciekawość.
-No powiedz. – wyszczerzyła swoje śnieżnobiałe ząbki.
-Gdybym ci powiedział, musiał bym cie zabić.
            Do drzwi zadzwonił dzwonek. Rozalia poszła usiąść na sofę, a Wojtek udał się zobaczyć kto zaszczycił go o tak późnej porze.  To kogo tam zobaczył totalnie go zdziwiło. Osoba stojąca przed drzwiami jego mieszkania była ostatnią jaką mógł się tutaj spodziewać.
-Po co tu przyszłaś? – zapytał zły wychodząc na zewnątrz i zamykając drzwi.
-Porozmawiać.
-O czym?
-O nasz, kochanie. – odpowiedziała przesadnie słodko.
-Nas nie ma Agnes. Zrozum to. Nas nie ma i nie będzie. – odpowiedział stanowczo.
-Ale ja cię kocham!
-A ja nie. Mam dziewczynę którą kocham, a nie dziwkę która mnie zdradzała na prawo i lewo.
-Nie prawda! To nie prawda. – krzyczała swoim piskliwym głosikiem.
-Prawda. Nawet się nie ośmieszaj, idź z terenu mojej posesji i nawet nie myśl żeby tutaj wracać.
-Twoja panienka wie, że jesteś skończonym chamem?
-Nie waż się o niej mówić. Wynoś się stąd. Jeśli zbliżysz się do mnie lub do Rozalii to pożałujesz. – zagroził Szczęsny.
-Jeszcze zobaczymy. – powiedziała pod nosem.
Zdenerwowany wszedł do mieszkania. Usiadł obok zmęczonej Rozalii.
-Kto to był? –zapytała Raniewska.
-Sąsiad – odpowiedział szybko.
-Sąsiad?!
-Sąsiad. Chciał cukier pożyczyć.
-O tej godzinie?
-Tak, skończył się mu. Brak cukru, rzecz ludzka. Każdemu się może przytrafić.
-Dobrze, nie złość się. Po prostu byłam ciekawa kto to.
-Nie jestem zły przecież. – burknął.
-No chyba jednak jesteś. Z resztą nie ważne. – powiedziała ziewając.
-Cieszę się że ciebie mam. – szepnął Wojtek przytulając Rozalię do siebie.
Pocałował ją w głowę i patrzył jak jej powieki robią się coraz cięższe, aż w końcu się zamykają. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku i przykrył delikatnie kołdrą. Zgasił światło, i wyszedł cicho nie budząc ukochanej. Sam przykrył się kocem układając się wygodnie na kanapie do snu. Jego nowe „łóżko” okazało się za małe w stosunku do jego wzrostu. Ale nie przeszkadzało mu to.
Nie mógł zasnąć myśląc nad dziwnymi odwiedzinami Anges. W głowie się mu nie mieściło że ta dziewczyna ma tupet przychodzić tutaj po kilku miesiącach od ich rozstania i mówić że go kocha. W jego oczach była zwykłą dziwką, która go wykorzystała i naciągnęła na liczne prezenty. Ale Agnes należała do przeszłości, a Rozalia teraźniejszości i przyszłości….

*Sandra Walczyk – zmieniłam nazwisko bohaterki, aby nie urazić nikogo.

+++
Boże, co za kretyństwo publikuję. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu brak weny,  a przede wszystkim czasu. Szkoła pochłonęła ostatnio dużo mojego czasu, a o zajęciach dodatkowych jak wolontariat, jeździectwo i korkach nie wspomnę. Przede mną egzaminy gimnazjalne, a więc dużo nauki, ale będę starała się dodawać rozdziały co tydzień, ewentualnie co dwa tygodnie.
Musze jak najszybciej nadrobić zaległości na Waszych blogach, wybaczcie mi również że nie zawsze komentuje.
Doszliśmy do miejsca, w którym pasuje ogłosić że jesteśmy gdzieś w połowie opowiadania, no może już po połowie. Jeszcze nie wiem ile dokładnie będzie rozdziałów. Mam kilka pomysłów które musze przemyśleć. Wiem jedno, mam zarys końcowych rozdziałów – jest dobrze (y).
Kolejny rozdział pojawi się w ciągu najbliższych dwóch tygodni mam taką nadzieje.
Rozdział wyszedł jaki wyszedł, ale następny obiecuję będzie lepszy.
Życzcie mi weny i chęci bo to najważniejsze. Dziękuje że czytacie moje wypociny i zachęcam do głosowania w ankiecie po lewej stronie bloga.
Pozdrawiam, Themalkina ;)



niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 19

Uważasz, że jest słaba, bo po jej policzkach spływają łzy. Lecz ta sama dziewczyna budzi się każdego ranka chociaż wie, że będzie to kolejny pusty dzień. Uśmiecha się, chociaż jej serce rozdziera się z bólu. Żyje, chociaż każdego wieczora pragnie śmierci. Nie wiedziałeś o tym? No właśnie, jest silniejsza niż myślisz.

            Rano Wojtek miał już tylko lekki stan podgorączkowy. Rozalia po wyznaniu bramkarza nie przespała nocy. Siedziała skulona na fotelu pod oknem, dopiero wczesnym rankiem udała się do łazienki. Stanęła naprzeciwko lustra, a w nim ujrzała dziewczynę z rozmazanym tuszem i popuchniętą twarzą od ilości wylanych łez. Nałożyła szybki makijaż, aby nikt nie zauważył w jakim jest stanie psychicznym. Wyszła z łazienki udając się do kuchni. Zrobiła gorącą herbatę, którą szybko wypiła, a drugą zaniosła Wojtkowi na szafkę nocną. Szczęsny spał jeszcze jak małe dziecko. Dzień był piękny, wyszło słońce, które w ostatnim czasie omijało Londyn szerokim łukiem.
Rozalia kucnęła obok chłopaka i przyglądała się mu przez parę dłuższych chwil. Ruchem dłoni delikatnie dotknęła jego policzka. Uśmiechnęła się sama do siebie, a w jej brzuchu pojawiło się ni stąd ni zowąd stado motyli. Zamknęła oczy, a na jej twarzy pojawił się uśmiech którego nie potrafiła powstrzymać. Zadzwonił dzwonek do drzwi Szczęsnego, który sprawił że Rozalia musiała opuścić sypialnie chłopaka i otworzyć drzwi.
-Cześć Rosalie – przywitał się Theo, wchodząc do mieszkania. – Jak tam? Wojtek nie zamęczył cię wczoraj?
-Nie – odparła cicho.
-Spodziewałem się że jak się zostawi was samych to policja nic tu nie zdziała. – żartował.
-Spokojnie Walcott. Nie było tak źle, Wojtek cały czas spał więc miałam spokój. A ty co robisz tutaj tak wcześnie?
-Zmieniam cię. – uśmiechnął się kwaśno. – Moja kolej na pilnowanie tego dzieciaka.
-Na dziecko to on jest zbyt wyrośnięty. – powiedziała poważnie. – Ale z zachowania to wszyscy mi dzieci przypominacie. A wracając do wczorajszego dnia, jak minęły ci walentynki? Nie miałeś problemu ze wstaniem rano? – dopytywała się.
-Nie, ostatnio mam z Melanie trochę na pieńku. Dużo by opowiadać. Skoro Wojtek śpi, to muszę z tobą porozmawiać.
-Ze mną?  O czym? – zapytała zdziwiona.
-O tobie i Wojtku. Dlaczego po prostu nie będziecie ze sobą? Ty myślisz cały czas o nim, a on o tobie. Pasujecie do siebie.-zakomunikował piłkarz.
 -Theo, to nie takie proste. My...ja…

-Czemu mu nie powiesz co do niego czujesz? – powiedział zdenerwowany Walcott.
-Bo on ma dziewczynę. – krzyknęła.
-Jaką dziewczynę? Przecież powiedziałby mi gdyby ją miał. Jak ona się nazywa? – mówił zdenerwowany, a zarazem zły na przyjaciela.
-Skąd mam to wiedzieć? Nie jestem Sherlock’iem Holmes’em, widziałam ją razem z Wojtkiem. Wydawali się być szczęśliwi. Więc po co ja mam psuć coś, co ich łączy?
-I co teraz? Będziesz walczyć czy się poddasz? – zapytał po dłuższej chwili Theo, spoglądając na Rozalię.
            Dziewczyna nie odpowiedziała mu od razu. Tępo spoglądała na blat stołu i dopiero po chwili wzięła głęboki oddech po czym odpowiedziała na zadane pytanie.
-Jaa… Jeśli Wojtek jest szczęśliwy z nią – powiedziała mocno akcentując każde słowo. – to ja też będę szczęśliwa. I nie masz się o co martwić. Tak chyba będzie najlepiej.  Wybacz, ale powinnam już iść. Pozdrów ode mnie Melanie. – pożegnała się i zniknęła za drzwiami wejściowymi.
            Kilka godzin później Wojtek obudził się. Wyglądał dużo lepiej niż ostatniej nocy, chodź nadal był blady jak ściana. Po woli usiadł na swoim łóżku, po czym założył szlafrok i udał się po woli, podpierając ręką o ścianę do kuchni, gdzie siedział Theo.
-Siema. – przywitał się Szczęsny.
-Wyglądasz jakby cię z krzyża zdjęli. –żartował.
-Od kiedy tu jesteś?
-Rano jakoś przyszedłem. Normalnie jakby się waliło i paliło to byś się nie obudził.
-Przynajmniej nie musze na środki nasenne wydawać kasy. Gdzie jest Rozalia?
-Jak to gdzie? W domu, a gdzie ma być?- zapytał zdziwiony.
-Nie wiem, pytam. Muszę z nią porozmawiać, i to jak najszybciej. –oświadczył Szczęsny.
-Przyjacielu, jedyną rzeczą którą teraz musisz zrobić to iść się położyć. Bo jak w takim stanie pójdziesz do niej to będzie więcej problemów niż pożytku.
            Wojtek jeszcze chwilę porozmawiał z Theo, po czym poszedł do swojej sypialni oglądać powtórki meczów.  Walcotta męczyło pytanie „Dlaczego Wojtek prowadzi podwójne życie?”. Ma dziewczynę, o której on nie miał pojęcia i startuje do Rozalii. Nie poznawał swojego przyjaciela. Wcześniej mówił mu o wszystkim, rozmawiali jak bracia, a teraz nie informuje go nawet o nowej dziewczynie. Jeszcze nie tak dawno temu powiedział mu że zakochał się w Raniewskiej, a teraz zachowuje się jakby mu woda sodowa do głowy uderzyła. Nie pochwalał nigdy takiego postępowania. Krew buzowała mu w żyłach, kiedy widział jak mężczyźni wykorzystują dziewczyny mówiąc że kochają, gdy w między czasie umawiają się z inną…

Jakiś czas później…

            Piłkarze za kilka minut rozpoczynali trening. W szatni pozostało już tylko kilkoro osób, które jak zwykle nie mieli czasu aby wcześniej wyjść z domu i nie spóźnić się. Theo, Jack, Poldi, Giroud i Wojtek siedzieli w szatni czekając aż Aaron znajdzie swoje korki. Theo wraz z Jackiem zacięcie dyskutowali kto ma lepszy samochód, nie zwracając jednocześnie uwagi na Szczęsnego. Nie był zadowolony że kumple ignorują go, ale teraz miał inne sprawy na głowie. Jedną z nich była Rozalia. Dziewczyna od walentynek nie odpisywała na jego sms, maile a nawet nie odbierała telefonów gdy dzwonił. Chciał z nią porozmawiać, ale nie wiedział gdzie i kiedy, skoro w dziwny sposób zniknęła z życia jego i Arsenalu. Od tamtej pory otrzymał od niej tylko jedną wiadomość „Nie dzwoń i nie pisz, tak będzie lepiej. Udanego życia.”  To jeszcze bardziej go zirytowało, nie miał pojęcia co zrobił nie tak i dlaczego ona się do niego nie odzywa.
            Wkurzony rzucił telefonem do swojej szafki, mocno trzaskając jej drzwiczkami. Szybkim krokiem wyszedł na boisko ignorując pytania kolegów, czy coś się stało.
            Trening dłużył się mu w nieskończoność. Nie mógł się skupić, a w dodatku trener był dziś dla niego wyjątkowo cięty. Jego złość nie opadła, dlatego też koledzy powstrzymali się od uwag co do jego zachowania. Tuż po zakończonym treningu wszedł do szatni gdzie został tylko Aaron, Theo i Jack. Panowie rozmawiali o czymś, ale gdy tylko bramkarz przekroczył próg szatni umilkli.
-Co jest grane? – zapytał wkurzony Wojtek.
-Co masz na myśli? – zapytał spokojnie Theo.
-Od kąt wróciłem po chorobie, ignorujecie mnie. Co jest do cholery jasnej grane?! Zrobiłem coś?! Rozmawiacie ewidentnie na mój temat, ale gdy tylko się do was zbliżę od razu zmieniacie temat, jakby nigdy nic. Mam już tego dosyć, może mi któryś łaskawie wyjaśni o co wam do cholery chodzi?!
-Słuchaj Wojtek, nie powinieneś się tak zachowywać. Ja rozumiem, że mężczyzna potrzebuje czułości, ale…- zaczął Aaron.
-O czym ty gadasz? – przerwał mu poirytowany.
-Ja ci to wytłumaczę- mówił Jack, obejmując ramieniem bramkarza.- ty jesteś typem faceta któremu nie brakuje dziewczyn, ale nie pozwolę na to żebyś skrzywdził dziewczynę, którą znam i lubię.  Lauren też nie pozwoli, dlatego też lepiej będzie kiedy sobie odpuścisz Rozalię.
-Co?
-Nie  pytaj się głupio. – pouczył go Theo. – Masz dziewczynę i zajmij się nią, ona pewnie cię kocha. Nie graj na dwa fronty bo skrzywdzisz i ją i Rozalię, a ona i tak już nie mało przeżyła.
-Jaka dziewczyna? O co wam chodzi? – dopytywał się zdezorientowany Wojtek.
-No twoja. – wytłumaczył Aaron. – Rozalia mówiła Theo że widziała cię z nią kilka razy i że masz z nią zdjęcie na kominku.
-Ale ja kurwa nie mam dziewczyny! Przecież wiedzielibyście o tym. Zdjęcie jest ze Sandrą, innego tam nie ma. Ale ona jest tylko przyjaciółką, nic więcej.
-Doprawdy? To dlaczego ona myślała że chodzisz ze Sandrą?
-Czy ja ci na jasnowidza wyglądam? – zapytał Szczesny. – Gdzie ona jest? Gdzie ona jest?! – dopytywał się, a raczej krzyczał.
-Tego nie wiem, ale będzie dziś na imprezie razem Melanie. – powiedział Theo – Więc jeśli chcesz to…
-Dzięki. – wykrzyknął uradowany Wojtek po czym najszybciej jak się dało wybiegł ze stadionu.
Chwilę później był już przy swoim samochodzie, którym pojechał do domu przygotować się na przyjęcie.

*         

            Majka kręciła się po całym mieszkaniu, w poszukiwaniu stroju na przyjęcie. Od kilku godzin przeszukiwała meble, i stała przed lustrem. Ostatecznie stwierdziła że jej szafa pomimo że się z trudem domykała, świeci pustkami i starością.
-Rozalia! Czy ten królik musi łazić po całym mieszkaniu?! Nie możemy mu znaleźć jakiegoś domu królika, czy czegoś podobnego? Zaczyna mnie już drażnić, myśli że może wszystko. – żaliła się Maja.
-Nie oddamy go nikomu, jest mój. A na dodatek prezentów się nie oddaje. – powiedziała Raniewska przytulając swojego pupila.
-Ale on mi zjadł marchewkę! Jestem głodna. –skarżyła się.
-Nie nowość. – wymamrotał pod  nosem.
-Mówiłaś coś?!
-Tylko tyle że te buty są dla ciebie idealne. – uśmiechnęła się do niego po czym zniknęła za drzwiami łazienki.
            Brunetka wzięła długą, odprężającą kąpiel przed imprezą. Umyła swoje długie włosy, rozczesała i upięła w kucyka. Założyła przygotowane ciuchy, i zrobiła makijaż. Godzinkę później była już gotowa do wyjścia. Razem z Mają wyszły z mieszkania i udały się do taksówki, która przywiozła je pod samo wejście do klubu.
            Po wejściu do budynku dziewczyny usiadły przy stoliku razem z Lauren i Melanie. Był to wieczór który miały spędzić tylko w swoim gronie. Żadnych chłopaków. Tylko zabawa i babskie ploteczki.
-Musimy się razem wybrać na zakupy. – powiedziała z entuzjazmem Melanie.
-Koniecznie. Chodzenie na zakupy w towarzystwie mężczyzn jest wyczerpujące. Szczególnie jak taki Jack mówi że we wszystkim jest mi dobrze, kiedy ja wiem że wyglądam jak jakaś choinka. W ogóle nie zna się na modzie. Najchętniej to by nie ubrał w jeansy i adidasy. – śmiała się Lauren.
-Chyba nie jest aż tak źle. – włączyła się do rozmowy Majka.
-Źle nie, jest jeszcze gorzej. Theo jest strasznie zazdrosny, więc jeśli idziemy na jakieś przyjęcie to  zamiast sukienki kazałby mnie ubrać w kombinezon żeby mieć mnie tylko dla siebie.
-Ja się mu nie dziwię. – żartowała Rozalia.
-Muszę chyba zapisać mojego męża do psychiatry. – oświadczyła Lauren.
-Dlatego? – zapytały równocześnie polki.
-Ostatnio Jack z Aaronem postanowili przebrać się razem z Archim za James’a Bond’a. Ubrali czarne garnitury, pilotki i plastikowe pistolety na wodę z barwikami. Wieczorem gdy się ściemniło biegali po całym domu i udawali że prowadzą super tajną akcję przeciwko Alexowi i Olivierowi. Porozbijali mi wszystkie wazony  a o brudnych ścianach od farb nie wspomnę.
-To dlatego Jack nocował u Łukasza. – stwierdziła Raniewska.
-Nadal u niego nocuje? – zapytała zaciekawiona.
-Nie chyba. A nie mieszka razem z tobą i Archim? – dopytywała się brunetka.
-Chciałby, to znaczy powiedziałam mu że jeżeli nie odkupi mi tych wazonów i nie pomaluje ścian w salonie to nie ma po  co wracać.
-Nie za surowa kara? – zapytała Mel.
-Nie, od tygodnia nie nocował w domu. Jestem ciekawa kiedy zamierza wrócić. Trochę się martwię, a Archi cały czas chce do ojca.
-Jack najpóźniej jutro wróci. Jeszcze będziesz chciała żeby gdzieś poszedł–śmiała się Melanie popijając swojego drinka.
            Dziewczyny przez cały wieczór świetnie się bawiły. Żartowały, śmiały się i plotkowały. Każda z nich potrzebowała spędzenia chwili w babskim towarzystwie. Mimo różnych charakterów świetnie się dogadywały i rozumiały.
            Przed klubem stał Wojtek, Jack i Theo próbując wślizgnąć się na imprezę. Było już po 22, przed wejściem stało dwóch wysokich, i umięśnionych ochroniarzy, który nie wpuścili piłkarzy do środka. Na darmo były ich prośby a nawet przekupstwo biletami na mecz, autografami i koszulkami.
-Ale jak to nas nie wpuścicie? – dopytywał się zdesperowany Jack.
-Muszą mieć panowie wejściówki. – odparł oschło mężczyzna.
-A nie da się rady jakoś inaczej tego załatwić?
-Nie.
-Theo, patrz! Beyonce tam jest! Ja chce z nią zdjęcie!... Zaczekaj kochana!– krzyczał Jack biegnąc przed siebie jak głupi, jednocześnie odwracając uwagę gruboskórnych mężczyzn, by w tym czasie Wojtek mógł wejść do środka niezauważony przez ochroniarzy.
            Pół minuty później Szczęsny był już w środku. Dookoła były tłumy ludzi. Na parkiecie było ciężko się gdziekolwiek poruszyć, z każdą chwilą przybywało coraz więcej ludzi. W głośnikach leciała głośna muzyka, która zagłuszała własne myśli Wojtka. Mężczyzna przedzierał się przez tańczące pary, by dojść do baru przy którym stała Melanie z Rozalią popijające drinki. Dzieliło go od niej zaledwie kilka metrów. Pół mrok jeszcze bardziej utrudniał mu się poruszanie i dotarcie do celu. Gdy był już na miejscu nie było tam Raniewskiej, jedynie dostrzegł sylwetkę Melanie która szła do swojego stolika. Szybko podbiegł do niej by wypytać gdzie poszła brunetka.
-Mel, gdzie jest Rozalia? – zapytał zdyszany.
 -Wojtek?! Co ty tutaj robisz? Jak się tu dostałes?
-Długa historia, opowiem ci kiedyś. – uśmiechnął się do niej błyskotliwie. – Gdzie jest Rozalia? Była tutaj przed chwilą.
-Poszła na zewnątrz, źle się poczuła i powiedziała że wróci wcześniej do domu. – oświadczyła. -Wojtek, przypomnij mi dlaczego ochroniarze wyprowadzają stąd Jacka i mojego Theo? – zapytała dociekliwie obdarzając chłopaka przeszywającym wzrokiem.
-Bo pomogli mi się tu dostać. Bez wejściówek. – wytłumaczył szybko, widząc że jeden z ochroniarzy zmierza w jego kierunku. – Idz do nich, będą chyba potrzebować pomocy. – powiedział, po czym szybko skierował się w stronę wyjścia.
            Wybiegł na zewnątrz, gdzie zimne powietrze  otuliło jego ciało. Było  ciemno, jedynie latarnie oświetlały ulicę. Zatrzymał się na środku jezdni, szukając wzrokiem Rozalii. Po kilku chwilach dostrzegł że stoi na chodniku wpatrzona w niebo. Stała bez ruchu w jednym miejscu, ubrana w granatową czapce i czarny płaszcz. Wojtek czym prędzej podbiegł do brunetki stając na przeciwko niej. Patrzył jej głęboko w oczy, widział że jest zdziwiona jego widokiem. Był na nią zły, ale za wszelką cenę chciał wyznać co czuje.
-Czemu nie odbierałaś ode mnie telefonów?! Martwiłem się o ciebie.
-Nie potrzebnie. – odparła oschło unikając jego niebieskich oczu.
-Nie potrzebnie?! Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie, dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
-Sam sobie odpowiedz. Nie jestem pierwszą lepszą, która leci na tanie teksty, więc daruj sobie. Zajmij się lepiej swoją dziewczyną.
-Posłuchaj mnie! – powiedział łapiąc ją za nadgarstki.
Rozalia chciała wydostać się z uścisku, ale dłonie Wojtka okazały się silniejsze i próby uwolnienia nadgarstków okazały się nikłe. Dziewczyna nadal nie patrzyła mu w oczy, wydała z siebie tylko jęk na znak że uścisk bramkarza jest zbyt silny.
-Nie mam dziewczyny. Zdjęcie było ze Sandrą, była moją dziewczyną, ale teraz łączy nas tylko przyjaźń. – mówił przykładając dłonie Ranieskiej do swojego torsu, tak że dziewczyna była niebezpiecznie blisko niego. – Zrozum, kocham ciebie. Zakochałam się w tobie i kocham tylko ciebie.
-Jaką mam pewność? Dla ciebie, wielkiego Wojciecha Szczęsnego jestem pewnie kolejną dziewczyną do zaliczenia.
-Nie prawda! Mylisz się! – zaprzeczał bramkarz. –Wiem, że też mnie kochasz.
            Jego słowa sprawiły że Rozalia była jeszcze bardziej zagubiona, niż  w dniu walentynek. Nie wiedziała co zrobić, czuła coś do niego,  i chciała żeby byli razem, ale nie chciała być skrzywdzona. Nie chciała znów przechodzić przez to samo.
-Ale będę o to walczyć. Moja babcia mówiła, że w życiu istnieją rzeczy o które warto walczyć do samego końca. A ty jesteś tego warta. – dokończył.
            Rozalia odwróciła głowę w drugą stronę, Wojtek puścił jej nadgarstki, ale nadal stał naprzeciwko niej. Miał nadzieje że kocha go tak samo mocno, jak on ją. W kącikach oczu dziewczyny błyszczały małe kropelki, które po woli spłynęły jej po policzku. Nie zauważył tego Wojtek, dlatego że starała się je ukryć. Nie wiedziała co miała zrobić. Stała odwrócona do niego plecami, próbując wymyślić najlepsze rozwiązanie tej sytuacji. Po dłuższych chwilach poczuła jak ktoś delikatnie bierze jej dłoń i lekko przytrzymuje. Usłyszała już tylko zrezygnowany głos chłopaka.
-Może i unikasz mojego wzroku, rozmów ze mną, ale nigdy nie powiedziałaś mi że nie chcesz. Powiedz, a dam sobie spokój.
            Nie odpowiedziała mu. Czuła że z każdą chwilą coraz więcej łez spływa jej po policzku. Odwróciła się do niego wpatrują się w jego niebieskie do granic możliwości oczy, w których dostrzegała nadzieje. Nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa, stała wpatrzona w jego oczy. Nie uśmiechała się, nie poruszała się. Stała. Po prostu stała spokojnie, wpatrując się w niego. Nie potrafiła nic zrobić, sytuacja przerosła ją.
-Twoje milczenie jest dla mnie jednoznaczną odpowiedzią. – wyszeptał i puścił dłoń Rozalii.
            Odwrócił się na pięcie i poszedł przed siebie. Zrezygnowany i zawiedziony, bo stracił sens swojego życia. Był pewien że Raniewska czuje do niego coś więcej. Mylił się. Wtedy czuł się jak ostatni kretyn, nigdy nie zdawał sobie sprawy że miłość tak boli. Miał ochotę rzucić się z mostu, albo uchlać się do nieprzytomności i nie pamiętać kilku miesięcy swojego życia. Czuł się gorzej niż po ważnych przegranych meczach, gdzie niejednokrotnie został wygwizdany przez kibiców.
            Wojtek zniknął za rogiem, a Rozalia nadal stała w miejscu gdzie przed kilkoma minutami stał on. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła że może stracić osobę,  która jest dla niej bardzo ważna. Przez własne błędy może stracić mężczyznę którego kocha. Nie zastanawiała się już dłużej. Ile sił w nogach pobiegła przed siebie, w kierunku gdzie zmierzał Szczęsny.
-Wojtek! – krzyczała Rozalia biegnąc w jego stronę.
            Staną, przysłuchując się głosowi dochodzącemu zza jego pleców. Odwrócił głowę i zobaczył Rozalię biegnącą do niego. Ze łzami w oczach rzuciła się mu na szyję, czując woń jego prefumów. Już sama nie wiedziała czy to były łzy szczęścia czy smutku.
-Ja ciebie też kocham. Nie opuszczaj mnie, już nigdy więcej. – wyszeptała jeszcze mocniej się w niego wtulając.
-Tak bardzo cię kocham.  – powiedział Wojtek obejmując dziewczynę i przytulając ją do swojego torsu.
-Nie chcę znowu zostać sama.
-Nie zostaniesz, obiecuje. – wziął jej twarz w swoje dłonie zmuszając ją aby spojrzała mu w oczy. Złożył na jej ustach delikatny pocałunek, który z każdą chwilą był coraz zachłanniejszy…

+++
Hej kochani <3
Udało mi się go skończyć „prawie” na czas. Miałam dodać go wcześniej, ale nie miałam kiedy. Wakacje dobiegają końca, i trzeba korzystać ile się da. Dlaczego wakacje zawsze rozkręcają się na końcu?!
            Co do rozdziału, mam nadzieje że się wam spodoba. Nie powala na kolana, ale jestem dumna że napisałam go w zaledwie 2 dni.
Chciałabym wam powiedzieć że następny będzie za tydzień, ale niestety nie mogę tego obiecać.
Po pierwsze brakuje mi czasu.
Po drugie jest ostatni tydzień wakacji i chcę go spędzić z przyjaciółmi i ludźmi dzięki którym moje życie jest kolorowe <3.
A trzecią sprawą, chyba najistotniejszą jest to że nie mam bladego pojęcia co będzie w następnym rozdziale.
Wybeczcie mi również literówki, interpunkcje itp. ale jest dokładnie godzina 00:22 i ledwo rozróżniam literki na klawiaturze. Dzisiaj miałam wyczerpujący dzień od godziny 7:00 i jutro, a raczej dzisiaj rano również pobudka po 6:00.
Jak do tej pory miałam na poszczególne rozdziały chociaż jego zarys, a teraz kompletna pustaka. Muszę wymyślić coś sensownego. Piszcie w komentarzach co chcielibyście w kolejnej części tego opowiadania. Jestem pewna że każdy z Was ma jakiś super pomysł który mogę wykorzystać w rozdziale. 
Na koniec zrobiłam małą ankiete na blogu, wiec jesli czytasz to opowiadanie zaznacz w ankiecie"tak" 
Dziękuje i dobranoc, ide spać xD
Pozdrawiam, Themalkina. <3


czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 18

i pozwoliłam odejść marzeniu, wmawiając sobie, że tak jest lepiej…

            Rozalia od rana kręciła się po kuchni i przygotowywała śniadanie przyjaciółce, która w dalszym ciągu miała założony gips. Około 9:00 Maja zwlekła się z łóżka, założyła ciepły szlafrok i pomaszerowała do kuchni. Od samego progu powitał ją cudowny zapach naleśników z sosem klonowym.
-Skąd wiedziałaś, że od tygodnia mam ochotę na naleśniki? – zapytała siadając przy stole.
-Intuicja- odparła Rozalia poruszając znacząco brwiami.
-Co ty dzisiaj w takim dobrym humorze?
-A tak jakoś. Mamy piękną pogodę, słoneczko, jesteśmy w jednym z najpiękniejszych miast świata i w dodatku razem. Żyć, nie umierać. – odpowiedziała pokazując szereg białych ząbków.
-Ćpałaś coś? Boże, Radek ci coś podrzucił! Zabije drania!
-Spokojnie. Twój braciszek nic mi nie podrzucał. – śmiała się.
-To co się stało? Ostatnio się dziwnie zachowujesz, nie ma cię praktycznie w domu, a jak jesteś to trzeba się z daleka trzymać od ciebie. A teraz? Miła, grzeczna i uśmiechnięta. Nie ogarniam! – Rozalia nie odpowiedziała jej. Przesłała jej tylko uśmiech, po czym zasiadła na dużej kanapie w salonie.
-Czy to ma coś wspólnego z Wojtkiem?- zapytała po chwili
-Dlaczego niby? – zapytała zdenerwowana Rozalia.
-Bo słyszałam jak rozmawiałaś z nim wczoraj w nocy. Przyznaj że ci się podoba.
-Okej, przyznaje. Lubię go, nic więcej.
-Ale ściemniasz! Gadaj co jest grane.
-Ja… ja po prostu się już pogubiłam. Wojtka znam od kilku miesięcy. Wkurza mnie, kłóci się ze mną, obraża i robi na złość…
-On też cie lubi! – przerwała Maja
-Tylko że ja nie wiem co dokładnie czuje. Widzisz kiedy on mnie pocałował czułam się wspaniale. Tak jakby ta chwila się zatrzymała. Czułam się tak…
-Przy Damianie, prawda? Kochałaś Damiana, był twoją pierwszą prawdziwą miłością, ale Rozalia jego nie ma. Musisz się z tym wreszcie pogodzić,  żyć dalej. On chciałby żebyś była szczęśliwa.
-Ale ja jestem szczęśliwa, tylko boję się.
-Czego?
-Że nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz. Bo wiesz, kiedy on do mnie zadzwonił w środku nocy, zapytać która godzina, bo wyjął baterię i nie wie która jest,  poczułam że może faktycznie jestem dla niego ważna skoro to właśnie do mnie zadzwonił…
-Gdybyś była dla niego ważna, zadzwoniłby żeby życzyć ci kolorowych snów i powiedzieć że cię kocha. – powiedziała, a Rozalia nie odpowiedziała jej. Była przybita słowami przyjaciółki. Chciała by jej życie było proste, bez złych wspomnień i doświadczeń.
-A co ty byś na moim miejscu zrobiła? – zapytała po chwili.
-Szczerze? Nie wiem, ale znając ciebie to skomplikujesz sobie życie jeszcze bardziej.  Nie znam się na sprawach damsko-żeńskich jak Tamara, ale może powinnaś porozmawiać z Wojtkiem i powiedzieć co do niego czujesz.
-Zastanowię się nad tym. Idę na uczelnie, potem muszę się spotkać z Łukaszem, więc wrócę raczej późno. – powiedziała, wzięła swoje rzeczy i wyszła z mieszkania.


*


            Zadzwonił dzwonek kończący zajęcia. Rozalia szybko wyszła uśmiechnięta od ucha do ucha i skierowała się do mieszkania Łukasza. Uwzględniając zaśnieżone ulice którymi nie sposób było przejść zatrzymała taksówkę która podwiozła ja prosto pod dom Fabiańskiego.
            Zapukała do jego drzwi, zza których wydobył się krzyk bramkarza pozwalający jej wejść do środka. Gdy weszła do salonu jej oczom ukazał się idealny porządek, co u Łukasza było raczej rzadkością.
-Czy twoja mama przylatuje dzisiaj do ciebie z wizytą? – zapytała się zdziwiona
-Nie. Ania przyjeżdża z Polski na kilka dni, chcę jej zrobić niespodziankę. Jutro walentynki i przygotowałem dla niej kolacje przy świecach. Myślisz że się jej spodoba?
-Znając ją, to tak. Ale ten krawat ci nie pasuje – zauważyła.  Podeszła do niego i wyciągnęła z jego garderoby krawat pasujący kolorystycznie do garnituru. – Załóż ten.- rozkazała.
-Dzięki słonko. –uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
-Daj ten krawat, bo się tu zaraz udusisz.– zauważyła widząc jak się męczy z zawiązaniem go.
-Masz na jutro jakieś plany? – zapytał
-Raczej nie przypominam sobie żebym jakieś miała. Wiesz doskonale że dla mnie walentynki to żałosne święto. Nie cierpię ich. Jeśli ludzie się kochają to powinni sobie to okazywać cały rok, a nie tylko czternastego lutego.
-Ty i te twoje mądrości. Mam do ciebie prośbę.
-Wal śmiało. –zaśmiała się Rozalia.
- Mój kolega złapał grypę, jutro mam tą kolację z Anią, a nie chcę zostawiać go samego z gorączką. Znając życie i jego to nie weźmie lekarstw a leżenia cały czas w łóżku to już na pewno nie będzie.
-Czy ty chcesz żebym pojechała jutro do twojego kolegi, którego na oczy nie widziałam i zajmowała się nim jak jakaś niańka przez cały dzień?
-Wiedziałem że się zgodzisz księżniczko. – wycedził, po czym podszedł do dziewczyny składając na jej policzku soczystego buziaka.
-Ale ja się nie zgodziłam!- protestowała.
-Przyjacielowi nie pomożesz?
-Nie? – zapytała jakby to było oczywiste. – To twój przyjaciel, przecież ja go nawet nie znam!
-No to poznasz.
-Łukasz!
-Rozalia, uwierz mi ze się polubicie od razu. Macie identyczne charaktery.
-To był komplement czy obelga?
-Sama zdecyduj.
-Obelga, dobra ja się będę zbierać bo już późno.
-Zwariowałaś?! Wiesz która godzina? Nie puszczę cie teraz samej, jeszcze ci się coś stanie. Jest jeszcze gdzieś tutaj piżama twoja, zapomniałaś ją zabrać jak ostatni raz robiłaś sobie babski wieczór z moją narzeczoną.
-To był niezapomniany wieczór. Pasowało by go powtórzyć.
-Ani mi się waż. Później obie będziecie obwiniać mnie że pozwoliłem wam się upić i będę musiał sprzątać całe mieszkanie.
-Nie przesadzaj już, nic ci się nie stało jak raz na jakiś czas pobawisz się w sprzątaczkę.
-Do łóżka, natychmiast. – rozkazał Łukasz ruchem dłoni.
-Tak jest generale. – powiedziała dumnie Rozalia. – Dobranoc panie generale.


*

Obudziła się koło 11:00. Miała Zajęcia były odwołane, więc miała czas tylko dla siebie. Zapomniała tylko że nie nocowała dzisiaj u siebie. W rozczochranych włosach, bez makijażu i w bluzce Łukasza która sięgała jej prawie do kolan weszła do kuchni.
-Dzień dobry. – przywitała się siadając przy stole i podpierając głowę ręką.
-Jakby cię pies zobaczył, to by się własną budą zabił. – powiedział poważnie, po chwili wybuchając głośnym śmiechem.
-Nie ma to jak komplement od faceta z samego rana – wycedziła z ironią Rozalia.- O której mam być u tego „przyjaciela?”
-17:30 ci pasuje? – zapytał a Raniewska kiwnęła głową. – Tutaj masz adres, a ja muszę się zmywać bo za dwie godziny odbieram Anke z lotniska.
-Okej, Łukasz pozdrów ją ode mnie. Pa – pożegnała się z nim.
            Chwilę później była już ogarnięta i wracała do domu. Przechodziła przez ulice Londynu, na których nie jedna osoba trzymała piękną bombonierkę w kształcie serca lub czerwone róże. Rześkie powietrze sprawiło że humor Raniewskiej nieco się polepszył, chociaż nadal nie była zadowolona z tego ze Łukasz kazał jej iść pilnować jakiegoś chorego. Nie miała najmniejszej ochoty bawić się w pielęgniarkę, ale nie chciała zawieść Łukasza, on pomógł jej nie raz, a teraz pora była się odwdzięczyć.
Weszła do domu głośno trzaskając drzwiami, jak to miała w zwyczaju. Rzuciła klucze na komodę, zdjęła buty i płaszcz i od razu poszła pod prysznic. Po porannej toalecie, jeśli poranną można nazwać godzinę 13 przebrała się w świeże ciuchy i uczesała długie, mokre włosy. Poszła do swojego pokoju włączając laptopa i podłączając telefon do ładowarki. Przeglądnęła strony internetowe w tym Facebooka i stwierdziła że nic ciekawego w świecie się nie dzieje, prócz tego że każdy wyznaje sobie miłość. Włączyła swoją ulubioną piosenkę i zabrała się za prostowanie włosów.
-Gdzie ty się podziewałaś całą noc?! Wiesz jak się martwiłam?!
-U Łukasza byłam, napisałam ci sms przecież. – wytłumaczyła się Raniewska.
-No raczej nie napisałaś, bo nic mi nie przyszło. – mówiła wściekła Maja.
-Rzeczywiście, zapomniałam go wysłać. Dzisiaj też mnie pewnie w nocy nie będzie.
-Gdzie się wybierasz?
-A ja wiem? Łukasz poprosił mnie żeby się zająć jego kolegą bo jest chory, a on ma dzisiaj kolacje z Anią. Mówiłam ci już że nienawidzę walentynek?
-Tak, jakieś milion pięćset sto dziewięćset razy w ciągu całego swojego życia. – zauważyła Maja.
-No to mówię jeszcze raz. Nie cierpię walentynek, beznadziejne święto. Która jest godzina? Nie mogę się spóźnić, bo Fabian mi łep urwie przy samym tyłku.
-Dochodzi 17. Czyli nie będzie cię całą noc? – dopytywała się Kamińska.
-Nie, raczej nie. I wyprzedzę twoje kolejne pytanie  Brandon może przyjść cię odwiedzić.
-Kurdę, znasz mnie lepiej niż własna matka, ale zaskoczę cię, on już tutaj jest.
-Serio? Gdzie?. – zaśmiała się i pożegnała z przyjaciółką.
-Nie interesuj się tylko wychodź, nie możesz się spóźnić – ponagliła ją Maja.
            Rozalia zapaliła silnik samochodu i pojechała w wyznaczone miejsce. Jak na późne popołudnie nie było zbyt dużo korków, jak to bywa w Londynie. Na miejscu była niecałe pół godziny później. Wolnym krokiem podeszła do drzwi pięknego, eleganckiego budynki i zapukała dwa razy do drzwi. Sprawdziła ponownie kartkę z zapisanym przez Łukasza adresem, aby upewnić się czy nie pomyliła domów. Adres i ulica zgadzały się, a z okna było widać zaświecone okno w salonie, niestety nikt nie otwierał. Zadzwoniła dzwonkiem jeszcze raz, wtedy drzwi uchyliły się.
-Dzień dobry, ja przyszłam… Wojtek?! – zapytała zdziwiona sylwetką chłopaka stojącą z chusteczką w ręku  w drzwiach.
-Więc to jednak ciebie przysłali. Mogłem się spodziewać. – odparł oschło, podpierając się ręką o ścianę.
-Mogłam się domyślić że za tym „przyjacielem” kryjesz się ty.
-Lepsza ty, niż Alex.
-To był komplement? – zapytała
-Nie sądzę.
            Rozalia podała mu termometr, i kazała położyć się w łóżku. Ona sama usiadła obok, na fotelu i co jakiś czas spoglądała na Wojtka. Chłopak wyglądał naprawdę źle.  Blada twarz, oczy pół zamknięte, tak jakby nie miał siły trzymać powiek otwartych i przeraźliwy kaszel.
-Gdyby cię pies zobaczył to by się własną budą zabił.
-Jakbym Łukasza słyszał. – odpowiedział ledwo słyszalnym głosem.
-Fajne walentynki masz w tym roku. – powiedział Wojtek spoglądając na dziewczynę.
-To jest durne święto. Traktuje je jak zwykły dzień. Jakoś nigdy nie mogę się do niego przekonać.
            Termometr zaczął pikać, a Szczęsny wyciągnął go i próbował odczytać wynik. Jednak na próżno, gdyż grypa postępowała dalej i wszystko mu się rozmazywało.
-I co? Ile masz stopni? – dopytywała się zniecierpliwiona Rozalia.
-Sprawdź- powiedział wręczając jej termometr. – Mi się wszystko zamazuje.
-40 stopni?! – wykrzyknęła, a Wojtek tylko lekko wzruszył ramionami.
Odstawiła termometr na miejsce i podała mu lekarstwa, na spadek temperatury.
-Spróbuj zasnąć, powinno ci się polepszyć.
            Nie musiała go prosić dwa razy. Był za bardzo zmęczony i osłabiony aby się z nią kłócić. Powieki same mu się zamknęły i stracił kontakt z rzeczywistością pogrążając się we śnie. Słychać było tylko jego ciężki oddech. Rozalia przyglądała mu się przez cały czas, ale po dłuższej chwili stwierdziła że nie może siedzieć tak bezczynnie. Wzięła więc pierwszą lepszą książkę z regału, który znajdował się w salonie chłopaka. Na jednej z pólek stało oprawione zdjęcie Wojtka i dziewczyny którą widziała przed stadionem. Posmutniała na widok fotografii, ale nie zastanawiała się kim może być ta kobieta. Było dla niej jasne, że jest jego dziewczyną. Udała się do sypialni w której leżał bramkarz usiadła wygodnie na fotelu i zaczęła czytać. Oczywiście nie zdziwił ją fakt że była to książka o sporcie, w dodatku o piłce nożnej.
            Przebudziła się kilka godzin później. W pokoju panował pół mrok. Przetarła  zaspane oczy ręką i spojrzała na godzinę. Dochodziła 23:45, popatrzyła na Wojtka i przyłożyła dłoń do jego czoła, by upewnić się czy gorączka spadła chodź trochę. Temperatura jego ciała  nie spadla, utrzymywała się cały czas. Przestraszona pobiegła do łazienki zmoczyć ręcznik, który położyła na jego rozpalonym czole. Wyglądał gorzej, znacznie gorzej niż wcześniej. Rozalia była przerażona jego stanem. Martwiła się, po lekarstwie jego stan powinien się mu polepszyć, a nie utrzymywać w miejscu. Co jakiś czas zmieniała zimny okład, przykładając nowy, aż do momentu gdy temperatura pokazała 39,5 stopnia. Wojtek nadal spał, cały spocony z wypiekami na policzkach. Widok rumieńca na jego twarzy ucieszył Rozalkę, gdyż nie wyglądał już jak trup. Lecz mimo to cały czas dziewczyna siedziała na kraju jego łóżka patrząc jak spokojnie śpi.                Wojtek miał zamknięte oczy, a temperatura nie zagrażała już jego życiu. Rozalia zbliżyła się do niego, a dłonią dotknęła jego policzka. Wtedy z ust Szczęsnego usłyszała zdanie które przyprawiło ją o przyjemny dreszcz i przyśpieszone bicie serca.
-Rozalia, kocham cię. – powiedział cicho, że ledwie słyszalnym głosem.
            Rozalia była w szoku. Nie spodziewała się nigdy, że Szczęsny który tak bardzo ją irytował, uważał za dziecko i nie jednokrotnie sprawił że dawała upust swoim emocją, wyzna jej coś takiego. Z jednej strony chciała go przytulić mocno, i powiedzieć że czuje do niego to samo, ale wiedziała ze nazajutrz Wojtek niczego nie będzie pamiętał. Choroba sprawi że jego wyznanie pozostanie tylko i wyłącznie w jej pamięci. Z drugiej strony, zdawała sobie sprawę że jeżeli powiedziała by mu że go kocha zniszczy coś co łączy go z tą dziewczyną. Była rozbita, i właśnie to bolało ją najbardziej.
-Też cię kocham. Mimo że mnie wkurzasz i jesteś strasznie nieodpowiedzialny. Ale nie pozwolę abyś przeze mnie cierpiał, i skrzywdził tamtą dziewczynę, nie pozwolę… - powiedziała do niego, a raczej do siebie.

Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza, która była dla niej pewnym znakiem. Znakiem że to nie jest zwykłe zauroczenie. Zbliżyła twarz do jego twarzy, tak że dzieliły ich tylko centymetry i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Spoglądała na jego spokojny wyraz twarzy, a w jej sercu gromadził się ból, którego nie umiała zagłuszyć. Czuła się rozdarta. Zapłakana patrzyła jeszcze przez chwilę jak śpi, nieświadomy tego co przed chwilą się wydarzyło, a później usiadła skulona na fotelu i obserwowała przez okno padający śnieg… 

+++
Cześć kochani. ;*
Po wczorajszym meczu z Danią dostałam weny i napisałam ten rozdział. Początkowo miałam zupełnie inny pomysł na niego, ale zawsze jest tak, że jak coś planuje później nie wychodzi. Mam dobrą wiadomość, gdyż jest to ostatni rozdział taki pogmatwany, w następnym losy bohaterów się ustabilizują, chyba. 
Jeśli zachce mi się jeszcze raz parku linowego, wybijcie mi ten turny pomysł z głowy!
Ostatnio zauważyłam że bardzo mało osób komentuje moje rozdziały, i tak się zastanawiam czy ktoś w ogóle je czyta. Więc mam gorącą prośbę, jeśli czytasz moje wypociny zostaw krótki komentarz jak podobał ci się rozdział. To dla mnie naprawdę dużo znaczy. Jeśli znacie jakieś ciekawe blogi(najlepiej o piłkarzach) , zostawcie linka w komentarzu. Ostatnio nie mam co czytać. ;(
Pozdrawiam i do następnego, Themalkina.